Pole ćwiczebne

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
Matka
666
szlachetny fae
Bogini
Ma stylowy Kociołek
https://cursebreaker.forumpolish.com
Temat: Pole ćwiczebne   Pole ćwiczebne - Page 3 EmptyPon 21 Gru - 11:54
First topic message reminder :

Pole ćwiczebne

Pomimo hucznej nazwy nie jest to nic więcej niż uklepana ziemia. Ring, którego krawędzie obłożono niskimi kamieniami pozwala na zrobienie jedynie kilku kroków w każdą ze stron, więc bardziej nadaje się do sparingów na pięści lub noże niż na magiczne pojedynki. Niestety podczas deszczowej pogody miejsce to pokrywa się błotem, co wcale nie zniechęca niektórych do korzystania z niego.
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Morana
595
szlachetny fae
Felczer / cyrulik, miejscowy arbiter
---
Cyklamen, Mięta zielona, Mech dębowy
https://cursebreaker.forumpolish.com/t422-morana
Temat: Re: Pole ćwiczebne   Pole ćwiczebne - Page 3 EmptyPią 8 Lip - 14:00
     Ich umówiony pojedynek zaczął się tak naprawdę nie od fizycznego starcia, lecz mentalnego: od gry pozorów. Melisandre próbowała wyglądać ponuro i groźnie, Morana natomiast udała, że wcale nie została zaskoczona i odwróciła głowę powoli, z taką miną, jakby przebywały razem i rozmawiały ze sobą już od jakiegoś czasu, a sugestia Melisy była tylko kolejną linijką w długim dialogu. Wzrok Pustelniczki kilka razy prześlizgnął się po Łotrzycy z Lasu z góry do dołu i z powrotem, chłodno taksując drobną sylwetkę koleżanki. A później przeniósł się z powrotem na drewniane bronie. Buławy. Niech i tak będzie.
     Odłożyła trzymany w ręku sparringowy miecz dla młodzików z powrotem na stojak i sięgnęła do stojących w tylnym rzędzie, wysokich pałek. Jedna okazała się właściwie włócznią, więc tę Morana ominęła. Wolałaby jednak, aby nie podziurawiły się wzajemnie. Ale były także proste kije, zrobione po prostu z uciętych młodziutkich brzózek. Wyjąwszy jedną, fae zmierzyła ją w dłoniach, obróciła raz w powietrzu młynkiem. Nada się, dobry ciężar. Przynajmniej dla niej.
     Znów odwróciła się do Melisandre i wyciągnęła w jej stronę „buławę”, białą w czarne poziome cętki, ze skórzanym chwytem pośrodku, by od kory drzewa na rękach nie porobiły się bolesne bąble.
     — Ładnie ci tak — orzekła, przyglądając się upiększonej twarzy Łotrzycy. Nie zaglądała jej w oczy, nie zatrzymywała się na żadnym konkretnym punkcie. Oceniała wszystkie detale, całokształt. — Ciemna oprawa wyszczupla ci twarz. Ale jesteś trochę za niska, żeby mnie udawać — dodała.
     Musiała wybrać jeszcze jedną pałkę, dla siebie, podobną rozmiarem i długością do tej pierwszej, żeby było sprawiedliwie.
Powrót do góry Go down
Melisandre
599
szlachetny fae
Mecenat - opiekunka sztuki
biała skóra i jasne włosy iskrzące się jak śnieg
Neroli, Magnolia, Piżmo [Ozon]
https://cursebreaker.forumpolish.com/t464-melisandre
Temat: Re: Pole ćwiczebne   Pole ćwiczebne - Page 3 EmptySob 9 Lip - 20:53
I tak nie będzie sprawiedliwie...

...co tu dużo mówić, nawet jeśli Morana uważała siebie za "zaśniedziałą", to i tak przewyższała Melisandre szkoleniem wojskowym i doświadczeniem. Pamięć mięśniowa nieużywana zanikała w jakimś stopniu, ale nie zupełnie, a fae który lata nie dotykał klawesynu, mógł sam siebie zaskoczyć, jak palce same wystukują wyuczoną przed dekadami melodię przetkaną kontrapunktem. Już nie biała, wcale nie dama nie miała wątpliwości kto wygra. Jej wiktoria byłaby albo chichotem losu, albo żartem podarowanym jej przez starą kumę, chociaż znając jej poczucie humoru, drobniejsza fae szykowała się na ostry – mówiąc szalenie kolokwialnie – omłot. Magiczną kieszeń miała wypełnioną zestawem pierwszej pomocy, z dużą ilością maści na opuchlizny czy inne rozcięcia skóry. Siniakami potem zajmie się magia... Szczęście, że odpowiednia ilość złota sznuruje usta nie tylko pracownikom teatru, ale też uzdrowicielom. Z Marcusem była już dogadana. Wszystko musiało być zaplanowane, również możliwie miękkie lądowanie po wszystkim.

– Teraz to widzę, jak już przestałaś się garbić niczym stara baba. – odpowiedziała Melisandre na zaczepkę dotyczącą wzrostu, próbując nie wychodzić z "roli" jaką sobie nadała. To było dziwne uczucie, trochę niewygodne, a jednocześnie fascynujące przez to oderwanie od korzeni. To była tylko rola. Potem zdejmie kostium, odda rekwizyty i nikt nie będzie miał do niej pretensji. Prawda? Odchrząknęła.

– Carol bardzo dawno temu, powiedziała mi, że jeśli fae chce się umówić z jedną z was... – celowo nie wypowiedziała nazwy zapomnianego oddziału, wciąż tożsamość i tajemnica Morany była uszanowaną przez Melisandre świętnością. Nawet jeśli były tutaj same, nawet jeśli nikt nie podsłuchiwał. Nieważne. – ... to musi ją pokonać w walce. Oto jestem. Wyzywam Cię. – powiedziała hardo, odbierając pałkę i jednocześnie zadzierając głowę, wysuwając buńczucznie brodę, niezmiennie świadoma tego, że przegra.
Powrót do góry Go down
Morana
595
szlachetny fae
Felczer / cyrulik, miejscowy arbiter
---
Cyklamen, Mięta zielona, Mech dębowy
https://cursebreaker.forumpolish.com/t422-morana
Temat: Re: Pole ćwiczebne   Pole ćwiczebne - Page 3 EmptyNie 10 Lip - 19:57
     Stara baba? Morana uniosła brwi tak wysoko, że gdyby nie linia włosów nad czołem, powędrowałyby chyba aż na czubek głowy. Przez ułamek sekundy na końcu języka zawisło jej stwierdzenie, że przecież jest stara, ale nadal nie aż tak, by zacząć się kurczyć, jak Biały Kurdupelek. Ale nie zdążyła nawet otworzyć ust, gdy Melisa kontynuowała, rzucając swojej starej kumoszce wyzwanie.
     — W porządku — odparła powoli, nad wyraz poważnym głosem, chociaż zdawało się, że w jej czarnych oczach skaczą lekko zadziorne iskierki. Wiedziała już z listu, co chodziło Melisie po głowie, ale usłyszeć to prosto w twarz było niesamowicie pocieszne. — Przyjmuję wyzwanie.
     Wybrała sobie w końcu „buławę” z nieprzetartym rzemieniem i ruszyła na pustą arenę. Dobrze, że przynajmniej ostatnio nie padało, nie będzie musiała babrać się w błocie jak na zawodach z początku szóstego miesiąca.
     — Twój towarzysz wie, że bijesz się z inną kobietą o randkę, hmm? — rzuciła przez ramię wesołkowato. — Pozwolił ci się umawiać?
     Ten dowcip o zdobywaniu Walkirii był niegdyś jednym z ulubionych żartów Morany. Szastała nim na prawo i lewo z zawzięciem psa obronnego przy każdej możliwej okazji, oczywiście będąc całkowicie świadomą, że ten tekst zrobił się nudny jeszcze zanim w ogóle Morana przyszła na świat. Ale działał. Przydawał się przy odrzucaniu zalotów. Niewielu było chłopców, którzy mogli pokonać żołnierki w pojedynku, a jeszcze mniej takich, którzy naprawdę, na poważnie, żywili szczere uczucia względem jakiejś z nich, nie traktując wojowniczek jedynie jak trofeum.
     Było jeszcze kilka innych żartów, które Walkirie powtarzały do porzygu. Na przykład ten o łamaniu partnerom miednic w łóżku albo duszeniu oraz kruszeniu czaszek udami podczas seksu oralnego.
Powrót do góry Go down
Melisandre
599
szlachetny fae
Mecenat - opiekunka sztuki
biała skóra i jasne włosy iskrzące się jak śnieg
Neroli, Magnolia, Piżmo [Ozon]
https://cursebreaker.forumpolish.com/t464-melisandre
Temat: Re: Pole ćwiczebne   Pole ćwiczebne - Page 3 EmptyPon 11 Lip - 10:43
– Randka? Oczekuje możliwości spotkania z minimum zaangażowania emocjonalnego. Randka semantycznie ma społecznie zbyt silną asocjację z aspektem seksualnym, by jakkolwiek pasowało to do mnie czy ciebie. – na moment wyszła z roli drepcząc za Moraną, ale szybko zdała sobie sprawę, że przecież dzikuska z lasu nigdy by nie użyła kilka słów, jakie właśnie opuściły jej usta. Odchrząknęła więc, jakby chciała oczyścić gardło od tej nieadekwatnej do sytuacji mowy.

– Prosił, żeby Cię pozdrowić. Mam nawet dla Ciebie dżem wieloowocowy, który robił tydzień temu... Co tam było... na pewno pomarańcze i mango, chyba też banany i papaja są w środku, nie wiem... ech nieważne. – znów odpłynęła i znów otrząsnęła się, upominając w ostatnim słowie sama siebie. Przyjęła czujną, aktywną postawę, której uczyła się przez te kilka dni od najemniczki. Była kiepską aktorką w tej nowej grze, z dala od salonów, koronek, kryształów wypełnionych najznamienitszym winem, rozmów wysyconych pułapkami słownymi, wymagających siły umysłu, a nie mięśni. Skoro jednak powiedziało się A...

Gdy stanęły naprzeciwko siebie, nie zamierzała dłużej czekać, czy zastanawiać się nad etykietą. Przyszedł ten moment, kiedy po prostu trzeba było mocniej złapać pałkę i nią zwyczajnie kogoś walnąć. Próbując zachować porady Sekhmet w pamięci, wyprowadziła cios nie tak zamaszysty jak podczas zmagań na arenie, wyszło jej nawet w miarę poprawnie technicznie. Szkoda tylko, że jej wątłe ręce w tydzień nie zyskały siły, która mogłaby się jakkolwiek przełożyć na odpowiednią ilość obrażeń...


Atak: (50+16)/2-2=31


statystyki i ekwipunek:
Powrót do góry Go down
Morana
595
szlachetny fae
Felczer / cyrulik, miejscowy arbiter
---
Cyklamen, Mięta zielona, Mech dębowy
https://cursebreaker.forumpolish.com/t422-morana
Temat: Re: Pole ćwiczebne   Pole ćwiczebne - Page 3 EmptyPon 11 Lip - 11:30
     — Ależ nie, nie, właśnie, że ważne! —  zaprzeczyła Morana, z tą swoją udawaną, teatralnie wielkopańską manierą. — Lubię egzotyczne owoce, a ty rozpieszczasz mnie ostatnio. Najpierw figi, potem dostawa pod drzwi, teraz domowy dżem…
     Przyjęła pozycję wyjściową. Ciało ustawione trochę bokiem do Melisandre, jedna noga bliżej, druga nieco z tyłu, po skosie, kolana luźno ugięte, w gotowości do poczynienia gładkiego kroku. Ręce ułożyła w taki sposób, że nie leżały one symetrycznie w stosunku do środka kija, lecz odrobinę przechylały chwyt na jedną stronę, zostawiając tę część od strony Melisy nieco dłuższą, niż ta druga. Lewa dłoń wierzchem do dołu, prawa – wierzchem do góry. Jeszcze zanim towarzyszka zadała cios, Morana obróciła pałką młynek by przetestować wyważenie broni. Po tym ruchu była gotowa.
     Uważne, ptasie spojrzenie przeskoczyło niespokojnie po całej sylwetce Melisandre, wyłapując detale. Notowała nieprawidłowości w postawie, w trzymaniu broni, dobór odzieży, luźne fragmenty, które Morana mogła wykorzystać przeciwko koleżance; ale zauważała też i poprawne elementy, na przykład prawie dobre ułożenie nóg, które blondynka na pewno trenowała na tej właśnie ubitej ziemi razem z Sekhmet, albo zasłonięte części ciała, co ukrywało widok pracujących mięśni i ścięgien przed wzrokiem drapieżnika.
      — Jeśli to nie jest miłość to nie wiem, co nią jest — zakpiła, unosząc lekko jeden kącik ust. Ruch nadal był zbyt zamaszysty, by ją zaskoczyć. Usunęła się płynnie i natychmiast kontratakowała dźgnięciem wyprowadzonym prosto w żołądek. — Chyba że to nie miłość, tylko przeprosiny? —  parsknęła zadziornie. Skoro Melisandre chciała bawić się w surowość, to ją dostanie.


HP: 280

Unik: [ 81 + 53 ] : 2 = 67
Atak: [ 98 + 26 ] : 2 = 62

Staty i EQ:
Powrót do góry Go down
Melisandre
599
szlachetny fae
Mecenat - opiekunka sztuki
biała skóra i jasne włosy iskrzące się jak śnieg
Neroli, Magnolia, Piżmo [Ozon]
https://cursebreaker.forumpolish.com/t464-melisandre
Temat: Re: Pole ćwiczebne   Pole ćwiczebne - Page 3 EmptyPon 11 Lip - 11:44
– Módl się zatem, żeby magiczna kieszeń była odporna na zgniecenia, to sama się przekonasz. – wyrzuciła z siebie Melisandre skupiona bardziej na walce, w której czuła się tak boleśnie nieudolna. Minę miała zaciętą, trudno było jej utrzymać maskę obojętności. Każdy chybiony atak dokładał jej ciężaru na barkach, na razie dopiero pierwszy zainicjował wewnętrzną kupkę wstydu. Widząc pchnięcie w brzuch spróowała uchylić się przed nim i niemalże jej sięto udało. Pomyliła się o półcentymetra, więc poczuła drewno zatrzymywane przez kolejne warstwy odzieży. Nawet w formie tak niegroźnego kuksańca, nie była pewna czy będzie z tego siniak.

– Przeprosiny?! Próbuję dbać jak poprosiłaś o Twoje dziesięć pałek, żeby nic nie wybuchło Ci w twarz niewdzięczna babo. – gniew zbyt łatwo kruszył chłodne ściany melisandrowego opanowania. Było one prostsze, wręcz banalne do utrzymania w środowisku, które znała. Tutaj, w ruchu i adrenalinie poziom trudności zachowania spokoju okazał się być zawieszony zdecydowanie wyżej. Na to nie mógł przygotować żaden trening, zwłaszcza tak krótki.

24,77
UNIK: (45+24)/2=34.5<62
OBRONA: (77+40)/2+2=61<62 xD
HP:159/160

staty i EQ:
Powrót do góry Go down
Morana
595
szlachetny fae
Felczer / cyrulik, miejscowy arbiter
---
Cyklamen, Mięta zielona, Mech dębowy
https://cursebreaker.forumpolish.com/t422-morana
Temat: Re: Pole ćwiczebne   Pole ćwiczebne - Page 3 EmptyPon 11 Lip - 14:44
     Morana trzymała się znacznie lepiej pod względem rezonu: panowała nad sobą, skupiona na sparringu, jednocześnie nie tracąc maski sarkastycznego lekkoducha. Tak naprawdę nigdy nie traktowała żadnej walki lekko. Czy to podczas treningów na wyspie Walkirii, czy w zaprawach z kolegami Legionistami, w każdym, nawet najbardziej przyjacielskim starciu, Sokolica podchodziła do przeciwników z taką samą powagą. Różnica polegała tylko na tym, na ile ona sama sobie pozwalała w kwestii dozowania siły.
     Kiedy była jeszcze bardzo młoda, często zdarzało jej się gubić wyczucie i poddawać prymarnemu gniewowi, uderzać zbyt zaciekle, za mocno, kiedy nie było takiej potrzeby. Bywało, że ktoś musiał wkraczać i przerywać jej pojedynki, nim doszło do nieodwracalnej krzywdy. Teraz, kilkaset lat później, była zdecydowanie bardziej opanowana, miała lepiej wykształconą fasadę i… zdecydowanie mniej siły. Mimo wielu tygodni codziennych rytuałów dbania o ciało, powrót do dawnej świetności wcale nie był takim łatwym celem do osiągnięcia. Nie można było w kilka miesięcy naprawić tego, co było rujnowane bez opamiętania przez kilka wieków.
     Dlatego też Pustelniczka nie sądziła – czego Melisa, naturalnie, miała prawo nie być świadoma – by mogła wyrządzić przyjaciółce większą szkodę. Bardziej chyba spodziewała się tego, że Melisandre sama siebie skrzywdzi, na przykład nogi jej się poplączą albo pałka utknie w ziemi podczas młynka i uderzy prosto w środek białego czółka. Co nie znaczyło, że Morana zamierzała bawić się oponentką. Nie chciała kpić ani z jej potencjalnych błędów, ani nawet ze wzburzonych emocji. Dobrze było pokazywać je w walce, ruch wyzwalający siłę jednocześnie przynosił pewien rodzaj oczyszczenia. Melisa mogła się złościć, mogła krzyczeć, mogła śmiać się jak opętana – wszystko dozwolone i niepodlegające osądowi.
      — Nie przypominam sobie, żebym prosiła cię o cokolwiek, a już na pewno nie o niańczenie mnie i „moich pałek”. Co takiego powiedziałam? Słucham —  spytała poważnie, obchodząc Łotrzycę po okręgu, by w pewnym momencie wyprowadzić kolejne dźgnięcie, tym razem po skosie w dół – celując w piszczele, by zmusić partnerkę do odskoczenia.


Atak: [ 60 + 26 ] : 2 = 43
Powrót do góry Go down
Melisandre
599
szlachetny fae
Mecenat - opiekunka sztuki
biała skóra i jasne włosy iskrzące się jak śnieg
Neroli, Magnolia, Piżmo [Ozon]
https://cursebreaker.forumpolish.com/t464-melisandre
Temat: Re: Pole ćwiczebne   Pole ćwiczebne - Page 3 EmptyWto 12 Lip - 14:50
Trudno, oj trudno było utrzymać koncentrację, zwłaszcza że gulgoczące emocje dochodziły do głosu w chwili, gdy ciało było bardzo zaangażowane, w ruchu, a nie w posągowej postawie. Zbyt nowa sytuacja jak magma ściekająca po wzniesieniu uśpionej dotąd góry. Nic, absolutnie nic nie było tu dla Melisandre stałą czy pewną. Zacisnęła zęby, gdy poczułą uderzenie. Po tym na pewno już będzie siniak.
– Ach, więc niańczenie to jest jakikolwiek przejaw dobroci i zainteresowania? Skoro wyszłaś z dziupli i pokazujesz się innym, może przyjmiesz do wiadomości fakt, że fae sobie czasem pomagają albo dają coś drobnego, bo... nie wiem, bo się lubią albo im zależy, albo chcą się zwyczajnie podzielić. Albo są po prostu mili. Nie wymieniam Ci pieluszki, przez świat nie prowadzę, nie zbawiam Twojej duszy słoikiem dżemu! – w czasie tej tyrady krążyła w okół Morany przymierzając się do ciosu, ale żaden moment nie wydawał się jej odpowiedni. Dopiero na tym dżemie wyskoczyła do przodu, by pchnąć ją w rękę dzierżącą broń, ale... no cóż, może było to zbyt oczywiste dwa razy atakować w to samo miejsce, tym samym pchnięciem?



Unik: (45+6)/2<43
Obrona: (40+33)/2=36.5<43
HP: 153/160

Atak: (16+45)/2-2=28.5

ZRĘCZNOŚĆ ▬ 45 || ODPORNOŚĆ ▬ 40 || SIŁA ▬ 16
Powrót do góry Go down
Morana
595
szlachetny fae
Felczer / cyrulik, miejscowy arbiter
---
Cyklamen, Mięta zielona, Mech dębowy
https://cursebreaker.forumpolish.com/t422-morana
Temat: Re: Pole ćwiczebne   Pole ćwiczebne - Page 3 EmptyPią 15 Lip - 12:24
     — Ale chyba wydaje ci się, że tak jest, bo stale próbujesz zrzucać odpowiedzialność za swoje własne wyobrażenia – na mnie. To jak to jest, raz tłuczesz mi do głowy, że nie daję sobie pomóc, chociaż tak bardzo tego chcesz, a teraz nagle niby ja proszę o pomoc i robisz mi tym łaskę?  — zmrużyła oczy. Kolejny unik, świdrujące sokole spojrzenie zdawało się być wszędzie naraz, zimne i czujne. Morana markowała kilka ciosów, tak naprawdę nie mając nawet zamiaru ugodzić Melisandre, kręciła pałką tylko dla zmyłki. Dopiero kiedy pchnęła w prawe biodro koleżanki, wycelowała tak, by dotknąć. — Wracam do pytania, bo nie odpowiedziałaś: kiedy niby poprosiłam cię o opiekę nad sobą i swoimi sprawami? Mów. Chcę konkretów — nagliła. — Chcę wiedzieć, co z tego, co mówię, do ciebie dociera.


Unik: [ 65 + 53 ] : 2 = 59
Atak: [ 27 + 26 ] : 2 = 27 Pole ćwiczebne - Page 3 1137811531


Staty i EQ:
Powrót do góry Go down
Melisandre
599
szlachetny fae
Mecenat - opiekunka sztuki
biała skóra i jasne włosy iskrzące się jak śnieg
Neroli, Magnolia, Piżmo [Ozon]
https://cursebreaker.forumpolish.com/t464-melisandre
Temat: Re: Pole ćwiczebne   Pole ćwiczebne - Page 3 EmptyPią 15 Lip - 16:00
Melisandre zmarszczyła brwi na tę odpowiedź, kiedy zaczynało do niej dochodzić, że one nawet jak już ze sobą rozmawiają, to chyba jednak tego nie robią. Jakby była pomiędzy nimi niewidzialna ściana, a słowa odbijały się od nich. Ów zatrzymanie sprawiło, że zaskakująco łatwo uniknęła kolejnego ciosu. Może to jednak kwestia koncentracji?
– Absolutnie NIE TO powiedziałam. Jaka łaska? Jaka prośba o pomoc? Podczas ostatniej rozmowy wymieniłaś rzeczy, które mogłabym dla Ciebie zrobić, a ja chciałam i je zrobiłam. Nie wtrącam się w Twoje sprawy, nie żyje życia za Ciebie. Czy tak ciężko Ci zrozumieć, że ktoś może chcieć być dla Ciebie po prostu miły? – gniew zaczął mimo wszystko przenikać się ze smutkiem, chociaż Melisandre bardzo nie chciała, aby wyszedł on na wierzch, jako oznaka słabości. I rzeczywiście była to oznaka słabości, następne pchnięcie w pierś było totalnie bez przekonania, bez werwy z jaką podeszła do sprawy na samym początku.

Unik: 40+
Atak: (28+16)/2-2=20

rzuty
Powrót do góry Go down
Morana
595
szlachetny fae
Felczer / cyrulik, miejscowy arbiter
---
Cyklamen, Mięta zielona, Mech dębowy
https://cursebreaker.forumpolish.com/t422-morana
Temat: Re: Pole ćwiczebne   Pole ćwiczebne - Page 3 EmptyPią 15 Lip - 20:39
     — Zaczniesz wreszcie odpowiadać na temat? Zadaję proste pytania. Z nas dwóch to ty jesteś tą mądrzejszą, więc się teraz wykaż. Czy poprosiłam cię, żebyś cokolwiek dla mnie zrobiła? Czy padło z moich ust słowo „proszę”, żebyś zajęła się moimi problemami? Czy powiedziałam, że potrzebuję jakichkolwiek przysług?
     Morana kładła wyraźny nacisk na pewne słowa, próbując dać do zrozumienia, że nie podoba jej się ich użycie. W końcu to Melisandre pierwsza powiedziała, że „próbuje dbać o Moranę i jej sprawy tak, jak Walkiria poprosiła”, a teraz umywała od tego ręce. Sokolica nie godziła się na rozmowę w taki sposób. Pozwalała przyjaciółce na emocje wyzwalane ruchem, ale sama uważała, że żadne emocje nie są w porządku, jeśli przyćmiewają logiczny osąd. Mimo wszystko była całkowicie spokojna, niegniewna. W jej głosie nie było nut defensywnych, nie próbowała się uchylać przed zarzutami. Irytująca dla otoczenia obojętność, skała, o którą rozbijają się morskie grzywy.
     — Czy twoim zdaniem to w porządku, by robić coś dla kogoś, rzekomo z własnej dobrej woli, a potem mu to wypominać i nazywać niewdzięcznym, chociaż ten ktoś nigdy o nic takiego nie prosił? Uważasz to za moralnie właściwe?
     Być może Morana tak naprawdę wcale nie potrzebowała odpowiedzi na wszystkie te pytania, co do jednego. Próbowała po prostu zmusić przyjaciółkę do myślenia, tak jak zrobiła to, dając jej ultimatum. Jej styl troski o drugą osobę polegał głównie na rozświetlaniu drogi, poszerzaniu horyzontów. Nie chciała pozbyć się swojej Białej połówki, próbowała po prostu do niej dotrzeć poprzez mgły emocjonalnego wypaczenia rzeczywistości.
     Pustelniczka zakręciła młynek nad głową, a potem nagle zrobiła wykrok w tył jedną nogą, obniżyła korpus prawie do ukłonu i zamachnęła się wirującą buławą w łydki Melisandre, próbując ją podciąć. Drewno świsnęło na takiej wysokości, że wystarczył podskok, jak w dziecięcej zabawie na skakance, żeby go uniknąć.


Unik: [ 39 + 53 ] : 2 = 46
Atak: [ 61 + 26 ] : 2 = 43.5 = 44
Powrót do góry Go down
Melisandre
599
szlachetny fae
Mecenat - opiekunka sztuki
biała skóra i jasne włosy iskrzące się jak śnieg
Neroli, Magnolia, Piżmo [Ozon]
https://cursebreaker.forumpolish.com/t464-melisandre
Temat: Re: Pole ćwiczebne   Pole ćwiczebne - Page 3 EmptyPią 15 Lip - 21:19
– Nie powiedziałaś, że czegokolwiek potrzebujesz. Powiedziałaś bardzo dosadnie, poprosiłaś, żebym nie wtykała nosa w Twoje sprawy. Że nie mam żyć życia za Ciebie. Twoje zmartwienia miały zostać Twoimi. Że Twoje sprawy są Twoimi. – odskok nie wyszedł, ale pałka Melisandre stanęła na drodze pałki Morany. Chwile trwały w zwarciu, a potem Melisandre się odsunęła. Czuła zmęczenie. "Ta mądrzejsza" paliło bardziej niż stłuczona noga. "A teraz spójrz na siebie..."

– Ale... podczas tej rozmowy wymieniłaś rzeczy, które mogłabym dla Ciebie zrobić. Kilka drobnostek, które mogłabym, żeby...  teraz nie wiem... może źle Cię zrozumiałam. Może jednak nie jestem taka mądra. – umilkła zaciskając przez chwilę szczękę, wyraźnie zagubiona. Nagle rozluźniła wszystko, jakby w geście rezygnacji. – Kiedy się widziałyśmy ostatnio, miałam wizję ogni piekielnych rozciągających się szeroką łuną. Wrażenie było tak rzeczywiste, że na ustach wciąż czułam posmak spalenizny. Uszanowałam Twoje granice, tak jak mnie prosiłaś, w bezsilności i strachu o ciebie chwytając się tylko tych kilku rzeczy, które powiedziałaś, że mogę zrobić... o których mówiłaś... wiesz co... nie ważne, cieszę się, że nic Ci nie jest. Może po prostu coś mi się pomieszało w głowie i tyle. – zamiast szukać okazji do ataku, Melisandre zaczęła się wycofywać.

(35+45)/2=40
(91+40)/2>44
Powrót do góry Go down
Morana
595
szlachetny fae
Felczer / cyrulik, miejscowy arbiter
---
Cyklamen, Mięta zielona, Mech dębowy
https://cursebreaker.forumpolish.com/t422-morana
Temat: Re: Pole ćwiczebne   Pole ćwiczebne - Page 3 EmptyWto 19 Lip - 10:47
     A Morana nie przestawała napierać, chociaż obchodziła Melisę dookoła tak, aby niejako nakierować kroki koleżanki z powrotem ku wnętrzu placyku, by Śniączka nie przekroczyła granic areny. Uderzenia Morany nie były silne. Czasami zdradzieckie, ale nie silne, nie wkładała w walkę uczuć mogących prowadzić do agresji.
     — Dobrze, pierwszy krok za nami — podsumowała, jakby chwaliła ucznia za poprawną odpowiedź. Wymierzyła cios od dołu, ukosem w górę do prawej. Z lekkim zamachem, łatwo go było zauważyć i zajął wystarczająco dużo czasu, aby się na niego przygotować. — Idziemy dalej. Powiedziałam, że mam w swoim życiu miejsce wyznaczone dla ciebie, prawda? I inne miejsce, gdzie nie chcę, byś się zapędzała, bo jest wypełnione nieprzyjemnymi rzeczami, tak? — Znów cios, teraz na wysokości ramienia, znowu z zamachem, bardzo wyraźny. — Dlaczego z góry uznałaś, że to brzydkie miejsce zawiera w sobie absolutnie wszystkie „moje sprawy”, a dla ciebie nie zostaje już nic? Czemu myślisz, że „moje sprawy” wszystkie są brudne i mroczne, co do jednej zamknięte przed tobą w moim leżu i że nie ma w moim życiu nic miękkiego, czym mogę się z tobą dzielić? Dobrze, widziałaś ogień, i co z tego? Może to nawet nie było o mnie…? Może widziałaś coś, co miało nadejść gdzieś indziej? A może to była… nie wiem, metafora naszej... gorącej wymiany zdań? Samospełniające się proroctwo?
     Kolejny cios nie był już ostentacyjnym zamachem, lecz pchnięciem w ramię. Był szybszy, niemarkowany ruchami bioder ani nóg, wyprowadzony z zaskoczenia.



Atak: [ 33 + 26 ] : 2 = 29.5 = 30
Powrót do góry Go down
Melisandre
599
szlachetny fae
Mecenat - opiekunka sztuki
biała skóra i jasne włosy iskrzące się jak śnieg
Neroli, Magnolia, Piżmo [Ozon]
https://cursebreaker.forumpolish.com/t464-melisandre
Temat: Re: Pole ćwiczebne   Pole ćwiczebne - Page 3 EmptySro 20 Lip - 10:17
Melisandre zaskakująco łatwo uniknęła tego pchnięcia, mimo, że niewiele wskazywało na jego wyprowadzenie. Być może pasywność w zachowaniu, ustępujący ogień i przekonanie, które rozpalało ją przed zaistniałą konfrontacją sprawiały, że łatwiej było jej wychwycić subtelność intencji, i znaleźć drogę by tego uniknąć. W odpowiedzi niemalże od razu wyprowadziłą bliźniaczy cios w ramię Morany.

– Powiedziałaś, że może czas zaakceptować fakt, że z siebie wyrosłyśmy. Co miałaś na myśli, jeśli nie: w moim życiu nie ma już dla Ciebie miejsca?
– odpowiedziała pytaniem, wskazując na kilka słów więcej, które padły podczas ich ostatniej rozmowy. Nie odniosła się też bezpośrednio do interpretacji ognia, tego czy dotyczył bezpośrednio Morany (karty wskazywały na to, że to bardzo prawdopodobne), czy był on metaforą, czy też nie. Natura jej wizji wciąż pozostawała dla niej nieodgadniona, jedyne co było pewne, to fakt, że ów ogień mocno zaważył na interpretacji całego układu. Dlatego tylko dodała gorzko:
– Gryzący mnie poprzednim razem w kostkę wąż Anat nie był metaforą.  


Unik: (62+45)/2>30
Atak: (77+16)/2-2=44.5  

ZRĘCZNOŚĆ ▬ 45 || ODPORNOŚĆ ▬ 40 || SIŁA ▬ 16
Powrót do góry Go down
Morana
595
szlachetny fae
Felczer / cyrulik, miejscowy arbiter
---
Cyklamen, Mięta zielona, Mech dębowy
https://cursebreaker.forumpolish.com/t422-morana
Temat: Re: Pole ćwiczebne   Pole ćwiczebne - Page 3 EmptySro 20 Lip - 21:26
     Umknęła przed ciosem bardzo oszczędnym ruchem, jedynie odchylając ramię nieco do tyłu po krótkim łuku, w taki sposób, jak otwierają się drzwi. Reszta ciała stała nieruchomo i pewnie, nogi mocno osadzone na ziemi. Na słowa Melisy brwi Walkirii ściągnęły się lekko i kobieta pokręciła głową, co wyglądało trochę jak irytacja, a trochę jak zawód – lecz gdy się odezwała, nie znać było po niej zdenerwowania. Powoli zaczynało być jasne, że Morana sukcesywnie podążała wcześniej wytyczoną ścieżką mającą na celu rozwiązanie konfliktu, nie nosząc w sobie lęku o wynik owego rozwiązania, niezależnie od tego, co miałby przynieść. Wiedziała, czego chce od tej rozmowy, stanowczo nakierowywała ją na proste tory, bezlitośnie odcinając wszelkie nierówności, które w ogóle nie były im w tej chwili potrzebne. Ekonomia myślenia.
     Tym razem zrobią to jej sposobem. Raz a porządnie.
     — Nie, Meliso. Znowu nie tak. Powiedziałam, że być może to będzie dla nas najbardziej odpowiednie rozwiązanie, JEŻELI nie postarasz się zrozumieć, że nie możemy być mierzone wedle tej samej miary potrzeb i emocji. — Cios w nogę, na wysokości kolana, trochę z boku, nie w rzepkę, a w więzadło poboczne. — Co miałam na myśli, to to, że bardzo by pomogło, gdybyś zaczęła mnie słuchać. Prawdziwie słuchać, z uwagą i intencją, bez łapania mnie za poszczególne słówka i wyciągania zdań z kontekstu.
     Może to właśnie o to chodziło. O słuchanie. Morana była osobą bardzo zamkniętą, zwykle to ona pełniła rolę słuchacza i powiernika, studni na cudze przemyślenia, wątpliwości, problemy czy strachy. Poprzednim razem tak właśnie było: Melisa zalała ją bezmiarem swoich odczuć, ale już w drugą stronę to nie działało. Chwile takie jak ta, gdy Sokolica się otwierała, zdarzały się jej naprawdę rzadko, a nie ma chyba nic bardziej frustrującego, niż bycie przekrzyczanym w takich właśnie rzadkich i cennych momentach. To jakby przegapić zaćmienie. Wtedy po prostu odechciewa się mówić. Tak właśnie było kilka tygodni temu, przy rozkładzie kart. Teraz Morana zamierzała to skorygować, a Melisandre mogła zechcieć to wykorzystać – wtedy obie dostaną coś, czego chciały. Melisa dostanie kawałek Morany na talerzu, zaś Morana - na nowo wytyczone, ewidentne granice. Rozmowa z jej strony jeszcze się nie skończyła, podobnie jak pojedynek.


Unik: [ 70 + 53 ] : 2 = 61.5 = 62
Atak: [ 50 + 26 ] : 2 = 38
Powrót do góry Go down
Melisandre
599
szlachetny fae
Mecenat - opiekunka sztuki
biała skóra i jasne włosy iskrzące się jak śnieg
Neroli, Magnolia, Piżmo [Ozon]
https://cursebreaker.forumpolish.com/t464-melisandre
Temat: Re: Pole ćwiczebne   Pole ćwiczebne - Page 3 EmptySro 20 Lip - 22:33
Znów źle, znów coś nie tak. Choć rozczesywanie słów, jakie między nimi padły wtedy i dziś, na tej ubitej ziemi, rozjaśniły w głowie Melisandre bardzo wiele mniej lub bardziej ukrytych intencji, pewnych nieporozumień wynikających z ułomności języka i pamięci... Cóż, scenografia, w jakiej to się działo, zdecydowanie nie sprzyjała łagodnemu przyjęciu tych informacji. Wręcz przeciwnie, o ile Morana stawiała twardo granice, wypominając przekręcanie słów i intencji, bezwzględnie rozliczając się z błędami w tej materii dawnej towarzyszki, o tyle Melisandre miała wrażenie, że jej własne słowa i intencje zostały poddane pod sąd również w oderwaniu od kontekstu, z założeniem złej woli z jej strony. A przecież wsłuchiwała się w swoją przyjaciółkę, najlepiej jak umiała. Czy wtedy jak Mora nie chciała rozmawiać o Lustrze, na Dworze Zimy podczas nieoczekiwanej wymiany wiadomości, czy później, jak w zachłyśnięciu się wizją Melisandre próbowała dotrzeć do osi problemów, lękajac się o życie i zdrowie Pustelniczki. Czy nawet potem kompletując ten głupi koszykkocioł, pozostawiony pod drzwiami niedostępnego jej leża, w którym znalazły się dobra i informacje, o jakie prosiła Morana podczas spotkania. A może wcale nie prosiła? Melisandre słuchała bardzo uważnie i usłyszała tyle, że znowu zawiodła. A Morana dziwiła się, że bladolica nie dała jej znać gdy była u skraju załamania. Jeśli wojowniczka pogardzała jej ułomnością teraz, to jak bardzo gardziłaby nią wtedy?

Mniej niż ciosy, a zdecydowanie skuteczniej na łopatki rozłożyły ją te wszystkie skierowane ku niej słowa zebrane w jedno. Skruszyły jakikolwiek przejaw buńczuczności, czy napędzającego ją do tej całej farsy gniewu. Przez myśl przemknęło jej, że cała poza, jaką udawało jej się obecnie utrzymywać przed Rhysandem i Feyrą wynikała tylko z tego, że zwyczajnie się nie widywali. Zmęczone czujnością ciało uniknęło kolejnego ciosu, ale znów, rozgoryczona Melisandre uznała, że to nie jej umiejętności, a po prostu zabawa ze strony oponentki. Nie trudno było białej damie ocenić komu bardziej zależy, i kto może w tej sytuacji stawiać warunki. Jakie były w tym wszystkim potrzeby Melisandre, nie było w żadnej mierze istotne, z resztą i tak nie byłaby w stanie ich obecnie wyartykułować. Potrzebuję słuchać Cię lepiej, bo nawet na tak banalnym froncie zawodzę. Jak zawsze.. Może dlatego najlepiej dogadywały się, jak obie milczały, w cieniu przydymionej pracowni osłoniętej ciężkimi zielonymi kotarami, gdy jedna była ptakiem, a druga statuą zawieszoną między istnieniem a niebytem?

Złamana i zmęczona pchnęła całkiem celnie w pierś Morany, która kij zatrzymała bez trudu własną dłonią.

– Przepraszam. Źle Cię zrozumiałam wtedy i niepotrzebnie spanikowałam przez wizję i karty. Nie będę więcej mierzyć Cię swoją miarą, miarą swoich emocji i potrzeb, ani wyciągać niewłaściwych wniosków z Twoich słow. – powtórzyła powoli, starając się, aby żadna część postawionych jej warunków nie umknęła. Nie mogła sobie pozwolić teraz na ani jedno uchybienie, nie w obliczu swoich win i niedopatrzeń.

Wypuściła kij i wyprostowała się, podpierając boki. Jej ciało było drżące od napięcia i obolałe, oddychała ciężko, siląc się na uśmiech.

– Brawo, wygrałaś. Chciałam cię zapytać, czy nadaję się na Walkirię i czy chciałabyś mnie zrekrutować, ale chyba zdecydowanie za mało umiem.


Unik (61+45)/2>38
Atak (88+16)/2-2=50

ZRĘCZNOŚĆ ▬ 45 || ODPORNOŚĆ ▬ 40 || SIŁA ▬ 16
Powrót do góry Go down
Morana
595
szlachetny fae
Felczer / cyrulik, miejscowy arbiter
---
Cyklamen, Mięta zielona, Mech dębowy
https://cursebreaker.forumpolish.com/t422-morana
Temat: Re: Pole ćwiczebne   Pole ćwiczebne - Page 3 EmptyPią 22 Lip - 9:46
     Udało jej się zatrzymać kij dosłownie o centymetry od mostka, niezbyt widowiskowo co prawda, ale idealnie jakby dla postawienia kropki na końcu zdania, dla wywarcia dramatycznego efektu swoimi słowy. Może nawet skrycie liczyła na bycie uderzoną, by poczuć ból, poczuć cokolwiek, lecz rozmyśliła się w ostatniej sekundzie? Albo od początku czekała na okazję, by przygwiazdorzyć przed koleżanką, która żywiła wobec niej tak silne siostrzane uczucia, pełne trochę niezasłużonego podziwu. W końcu zawsze musiała być tą silniejszą, twardszą. Po kres czasów.
     A jednak Melisa wypowiedziała na głos TO słowo, mimo wcześniejszej przesadnej ostrożności. Kiedy padło ono między nimi, Morana miała wrażenie, że wiatr, który nagle owiał jej twarz, frywolnie głaszcząc luźne kosmyki młodych włosów na skroniach, wdarł się też do jej klatki piersiowej i ścisnął jej stare serce w niewidzialnej pięści. Tyle tylko, że to serce było już skamieliną, niezdolne do miękkiego odkształcenia się jak przejrzały owoc i puszczenia soków. Mógł co najwyżej uronić połyskliwe drobinki mineralnego pyłu, by leciały daleko, razem z wiatrem.
     Trudno powiedzieć, co Morana miała w głowie, w każdym razie została z dwoma kijami w rękach. Dwie buławy, otwierające się możliwości, pragnienie, by coś zmienić, stworzyć coś nowego. Czas na podjęcie konkretnych decyzji. Oparła obie pałki o glebę, jedną w prawej, drugą w lewej ręce, jak konkwistador wbijający w tę ziemię flagi udanego podboju. Przeprosiny nie przyniosły jej takiej satysfakcji, jakiej oczekiwała. Poszło zbyt łatwo, pojedynek był zbyt krótki, nie zdążyła powiedzieć wszystkiego, co chciała powiedzieć. Miała wrażenie, że jednak nie doszło do pełnego zrozumienia. Nie skończyła. Jeszcze nie.
     Wzięła długi, powolny oddech.
     — Nie ma Walkirii, Meliso — pokręciła smutno głową, doskonale rozumiejąc, co przyjaciółka ma na myśli, a jednak odbierając sugestię z kamienną powagą, jakby sama myśl o wskrzeszeniu żeńskiej armii była worem soli na jej rozharatane wnętrzności. — Leżą w masowej mogile, jedna na drugiej, szkielety splecione ze sobą warkoczami z kości. Relikt, którego świat już od dawna nie potrzebuje… nawet pamięć po nas wymazali, jak hańbę — westchnęła, zadzierając lekko głowę ku niebu. Przejechała językiem po zębach w chwili namysłu, a potem cmoknęła, podrzuciła kije w rękach i ruszyła powolnym krokiem ku wiacie, gdzie stał stojak, z którego je wzięła. — W wojsku nigdy nie chodzi o wyłącznie o fizyczną krzepę, Meliso. Tutaj — postukała się palcem w skroń, bardzo wymownie wskazując mózg. Tutaj się kryje cała siła. Jeśli nie masz stalowych nerwów, mięśnie na nic ci się nie przydadzą. — Otrzepała dłonie i wytarła je o spodnie. Po odłożeniu buław podeszła bliżej Melisandre i skinęła na nią głową, sugerując spokojny spacer poza ubitą ziemię. Kiedy były już bliżej siebie, Morana zniżyła głos prawie do szeptu. — Zawsze starałam się szanować twoją uczuciowość, nawet pomimo tego, że ten rodzaj wrażliwości jest mi zupełnie obcy. Szanowałam, bo to przecież część ciebie. Mojej Melisy, mojej czystszej połowy. Ale rzeczy się zmieniają, śliczna. Teraz mnie to przerasta. Wysłuchaj mnie teraz do końca, nie przerywaj i nie panikuj. Po prostu słuchaj. Odmawiam tkwienia w więzach układu, w którym emocje przysłaniają logiczny osąd. Już nie mogę sobie na to dłużej pozwalać. Nie chcę. Mój świat się zmienił, wywrócił do góry nogami tak samo jak twój. Proszę cię, nie myśl o mnie więcej jak o relikcie z przeszłości. Przestań żyć swoim wyobrażeniem o mnie, przestań pchać się jak ćma do ognia moich sprawunków, w które nie mogę cię wciągnąć. Po prostu… zostań tam, gdzie jesteś i pozwól mi wyjść do siebie. Do tego właśnie zmierzała Morana. To było wszystko to, co Melisa zrozumiała źle, jedna z rzeczy, która prowadziła stare przyjaciółki na drogę ku ruinie. — Jako zwycięzca pojedynku będę teraz proponować warunki traktatu. Posłuchaj. Od tej pory udawaj, że mnie nie znasz, Meliso. Że niczego o mnie nie wiesz. Niczego. Potraktuj mnie tak, jakbym była ci zupełnie obca… i spróbuj mnie poznać na nowo. Lekki, niewyraźny uśmiech. — Zamiast roić sobie swoje własne wizje i wpychać mnie w foremkę, którą sobie dla mnie przygotowałaś, wymaż to wszystko do zera, przestań się o mnie bać, domyślać się rzeczy; bądź ciekawa i zadawaj pytania, żeby mnie zrozumieć. Po prostu pytaj. Nie na wszystko będę mogła ci odpowiedzieć wprost, to prawda. Ale nie możesz bać się pytać. Najwyżej ci odmówię, uczciwie. Świat się nie skończy. To działa w obie strony i ty też możesz odmawiać. Jesteśmy równe. Będziemy stawiać nowe granice. Stare tak się zatarły, że… chyba przestałyśmy je szanować, przestałyśmy je nawet zauważać. Lustro nam to dobitnie pokazało. Co ty na to?
     Starożytna wieża runęła. Pozostały po niej gruzy, ale przecież z gruzów też da się budować. Nie: odbudowywać. Budować. Coś zupełnie nowego, coś innego. Coś na miarę nowych czasów.
Powrót do góry Go down
Melisandre
599
szlachetny fae
Mecenat - opiekunka sztuki
biała skóra i jasne włosy iskrzące się jak śnieg
Neroli, Magnolia, Piżmo [Ozon]
https://cursebreaker.forumpolish.com/t464-melisandre
Temat: Re: Pole ćwiczebne   Pole ćwiczebne - Page 3 EmptyPią 22 Lip - 19:02
Morana nie musiała prosić jej o cisze lub przyspieszać narracji, by zamknąć Melisandre usta. Nie miało to miejsca. Nawet gdy już zadała wieńczące całą wypowiedź pytanie, bladolica kobieta milczała dłuższą chwilę. Nie miała doskonałej pamięci jak jej towarzysz, ale ładunek emocjonalny bez trudu rył jej w pamięci, żeby nie powiedzieć wypalał poszczególne zgłoski zlepione w słowa, w zdania, w ideę, która stała za tą propozycją. Logiczny osąd, o który poprosiła Morana prowadził wewnętrzną buchalterię, kto ile razy kogo zapytał o co, kiedy jest mowa o szacunku granic, a kiedy brak pytań o sfery drażliwe odbierany jest, jako brak zainteresowania i słuchania. W końcu przez odcięcie bagażu nostalgii, zasypania zdroju źródlanej wody zaangażowania emocjonalnego, porzuceniu korzeni, tego z czego wzrosły obie, wzajemnego zasiedzenia, ale też zaufania... W głowie padały przez to inne pytania: jeśli logika, to po co mi znajomość z Tobą? Jeśli logika, to po co Tobie znajomość ze mną?

A zatem Melisandre milczała, nie panikowała, tylko kalkulowała, korzystając z czasu, jaki dawała jej cała wypowiedź i jaki później brała sobie w ciszy, która zawisła między nimi. Ostatecznie w końcu nie liczyły się ich różnorodne punkty widzenia, odmienne stanowisko i interpretacje rzeczywistości nocnej fae, ostatecznie – podobnie jak w dyplomacji – liczył się wspólny cel. A ten przecież właśnie został osiągnięty, padła konkretna propozycja, nowe założenia do realizacji, które odbierały wiele ciężaru obu wiekowym fae w tym wzajemnym zaciśnięciu się i dezorientacji wynikających z nowych warunków życia każdej z nich. Cel obu był ten sam – chciały jakoś zachować w tym wszystkim nowym, przestrzeń dla drugiej osoby. Nie dla starego związanego z tą osobą, tylko konkretnie dla osoby, relacji. Wniosek był na swój sposób krzepiący, a cała reszta traciła na znaczeniu.

Kiwnęła głową.
– To dobry pomysł. Podoba mi się. – przyznała, sama siebie zaskakując lekkością tonu, odpuszczeniem tego zacisku, który jeszcze przed chwilą odejmował jej mowę. Na moment odwróciła wzrok, skupiając się na sznurówce magicznej kieszeni, aby odnaleźć w niej przygotowany zawczasu słoik konfitur.

– Mój partner przygotował słoik konfitury owocowej dla zwycięzcy tego pojedynku. Cieszę się Kirke, że zgodziłaś się poświęcić mi swój czas, mam nadzieję, że będzie Ci smakować. Sekhmet nie będzie zbyt zadowolona, widocznie nie jestem zbyt pojętną uczennicą, ale w sumie nie spodziewałam się niczego innego, skoro zaczęłam ćwiczyć ledwie miesiące temu. – podeszła wyciągając ku Moranie słoik wypełniony słoneczno-pomarańczowym słodziutkim wieloowocowym dżemem.
Powrót do góry Go down
Morana
595
szlachetny fae
Felczer / cyrulik, miejscowy arbiter
---
Cyklamen, Mięta zielona, Mech dębowy
https://cursebreaker.forumpolish.com/t422-morana
Temat: Re: Pole ćwiczebne   Pole ćwiczebne - Page 3 EmptyNie 24 Lip - 19:45
     Tak oto samorobna konfitura Astrape zmieniła właścicielkę. Kirke podziękowała szczerze, po czym, nie zważając na fakt, że nie miały pod ręką ani wypieków, ani sztućców, z marszu odkręciła wieczko i wsadziła palec w smarowidło, jak rozentuzjazmowane słodyczami dziecko. Po oblizaniu palca (a jakże, no przecież), pokiwała głową z uznaniem.
     — Smaczne. Możesz go pochwalić. Chcesz? — spytała bardzo niefrasobliwym tonem, podsuwając otwarty słoik ku Melisandre. Chyba trochę specjalnie się z nią droczyła, bo przecież kto chciałby konsumować rzecz już „skażoną” przez nieumyte, zakurzone pyłem areny ręce. Moranie zupełnie to nie przeszkadzało. Proste życie, proste zasady. Przyroda nie była i nigdy nie będzie sterylnie czysta. — Miesiąc to wcale niedługo, nie powinnaś być dla siebie zbyt surowa. Mam nadzieję, że Sekhmet też nie jest, hmm? To dopiero początek drogi. Znam się trochę na tym, nawet jeśli nie wyglądam.
     Poza ścianą drzew, pod którą udeptano ćwiczebne areny, nad równinami przetaczały się jaskrawe od późno-popołudniowego słońca, kłębiaste chmury. Gnał je wiatr z południa, zwykle przynoszący przyjemne ochłodzenie i czyste niebo z kaskadami mgławic.
Powrót do góry Go down
Melisandre
599
szlachetny fae
Mecenat - opiekunka sztuki
biała skóra i jasne włosy iskrzące się jak śnieg
Neroli, Magnolia, Piżmo [Ozon]
https://cursebreaker.forumpolish.com/t464-melisandre
Temat: Re: Pole ćwiczebne   Pole ćwiczebne - Page 3 EmptySro 27 Lip - 10:58
Pokręciła głową zaprzeczając, choć na jej twarzy próżno było szukać odrazy czy jakiejkolwiek niechęci do tego jak Morana potraktowała zawartość słoika. Melisandre stłumiała w sobie chęć kupowania białozorowi kompletu srebrnych łyżeczek, zamiast tego okrasiła swoją decyzję sprawnym wytłumaczeniem:

– Tylko dla wygranego. To Twoja nagroda, dla mnie będzie konfitura, kiedy uda mi się coś na tym polu osiągnąć, chociaż... możliwe, że przyjdzie mi kilka lat, żeby się doczekać jej słodyczy. Jak sama mówisz, miesiąc to przeraźliwie mało.
– zamknęła kieszeń i poprawiła swój kostium. Odetchnęła, mimowolnie drżąco, czując, że wysiłek fizyczny jak i emocjonalny dał jej mocno w kość. – Próbuję nie być zbyt surowa, ale jest to trudne. Sekhmet... wręcz przeciwnie, zaskakuje mnie swoim łagodnym i bardzo rzeczowym podejściem do całej sytuacji, chociaż teraz kiedy nastroje nie są zbyt wesołe w stosunku do przeskakujących... – rozejrzała się nagle zaniepokojona po obrzeżach pola, ale nikt o tej porze się za bardzo tu nie kręcił.

– Kirke, a Ty w ogóle jesteś w bandzie Sekh? Słyszałam, że dobrze orientujesz się w puszczy, a potrzebowałabym zebrać kilka ziół, które są dostępne tylko na ziemi niczyjej. Nie wiem, czy kontaktować się w tej sprawie z Tobą przez Sekhmet, czy wolisz bezpośrednio? Jeśli oczywiście miałabyś czas i ochotę...
– zapytała trochę z nadzieją, trochę od niechcenia, a trochę próbując wybadać, jaki mógłby być kolejny krok.
Powrót do góry Go down
Morana
595
szlachetny fae
Felczer / cyrulik, miejscowy arbiter
---
Cyklamen, Mięta zielona, Mech dębowy
https://cursebreaker.forumpolish.com/t422-morana
Temat: Re: Pole ćwiczebne   Pole ćwiczebne - Page 3 EmptyNie 31 Lip - 21:25
     Morana pokiwała ze zrozumieniem głową. Tak, tego właśnie spodziewała się po herszt najemników. Sekhmet dała się poznać Kirke jako solidna, lecz zdecydowanie wyluzowana osoba, mająca cokolwiek niefrasobliwe podejście do życia. Z tego, co Pustelniczka zdołała dotychczas zaobserwować, w prywatnym czasie czarnoskóra wojowniczka bywała dość figlarna, lubiła dobrze wypić, stawiać zakłady i brać udział w tawernianych burdach. Moranie wydawała się zbyt pobłażliwa dla swojej drużyny oraz młodzików z pola treningowego, ale z drugiej strony nie była przecież ich matką, dlatego też stara Walkiria nie wtryniała się gdy nie pytano jej o zdanie. Jakoś tak podejrzewała, że Melisandre będzie dla siebie bardziej wymagająca, niż jej trenerka. Czasami to dobrze. Stawianie sobie samemu poprzeczki prowadziło do rozwoju i było jego dobrym motorem. Byle tylko nie była to zbyt wysoka poprzeczka, ponad faeryczne siły.
     — Nie trzeba kłopotać Sekhmet, tak właściwie nie jestem oficjalnym członkiem jej szajki. „Orbituję” trochę przy nich, znamy się i żyjemy ze sobą dobrze. Czasami jadam z nimi, trenuję albo  pomagam… ale chyba wolę być panią swojego losu, nie jestem zwierzęciem stadnym — orzekła, zakręcając słoiczek. Wsunęła go do kieszeni, takiej prawdziwej, nie magicznej. Morana lubiła, gdy jej odzież miała mnóstwo zakamarków, jakoś nie potrafiła się przekonać do używania magicznego wymiaru próżni dla tak błahych przedmiotów codziennego użytku. Co innego, gdy chodziło o niebezpieczne artefakty lub zdradliwe substancje. Dżem z pewnością zdradliwy nie był, naprawdę delicje. — Spieszy ci się już teraz, czy wolisz najpierw się przebrać i przeczekać noc? — uśmiechnęła się ledwie widocznie, ale za to z widocznym, zadziornym wyrazem w spojrzeniu. Naprawdę uważała, że Melisie dobrze było w ciemnych włosach, to nie była kpina. Nie była tylko pewna, czy przyzwyczajać się do Łotrzycy z Lasu, czy też na nową drogę relacji wejdzie z nową-starą-już-nie-Białą-Damą.
Powrót do góry Go down
Melisandre
599
szlachetny fae
Mecenat - opiekunka sztuki
biała skóra i jasne włosy iskrzące się jak śnieg
Neroli, Magnolia, Piżmo [Ozon]
https://cursebreaker.forumpolish.com/t464-melisandre
Temat: Re: Pole ćwiczebne   Pole ćwiczebne - Page 3 EmptySro 3 Sie - 13:38
Twarz Melisandre pozostała niezmieniona, jakby przyszyta do linii włosów, a potem linii żuchwy. Chociaż nie, to kawałek ciemnego kosmyka przylepił się do spoconej skóry, szew z pewnością ukryty był lepiej może pod kołnierzem.
– Wolałabym jutro, teraz muszę... muszę odpocząć, ciało nienawykłe do wysiłku. – kąciki ust delikatnie zadrgały w przepraszającym uśmiechu. Chłód przytulił się do nasady czaszki, okalał ją szronowym zaprzeczeniem szala, pomagając utrzymać resztki fasonu. Była bardzo zmęczona, bardziej niż chciałaby to przyznać.

– Tutaj o świcie?– zaproponowała, aby nie umknął im czas i miejsce spotkania. Zbyt łatwo można było zgubić takie konkrety w swoistym rozedrganiu, kształtującym się początku, kotłującym się chaosie, z którego dopiero miało wychynąć coś konkretniejszego. Otrzymawszy potwierdzenie (lub inną godzinę z lokacją) skinęła głową, z delikatnymi dłońmi ukryła swoją głowę w głębokim kapturze. Rozejrzała się czujnie po opustoszałej okolicy pola ćwiczebnego i podjął niezbyt głośno:

– Jeszcze jedna rzecz... Sekhmet wie o tym, ale i Ciebie uprzedzę. Ktoś podsyca napięcia na granicy, wzajemna nieufność wzmaga, krzyżując mi poniekąd szyki. Zdecydowałam, że nie chcę w tych okolicach używać swojego imienia, aby uniknąć nieprzyjemności, chociażby z moim pracodawcą. Chciałam Cię prosić, byś zwracała się do mnie Mara. - odetchnęła, na moment uciekając myślami do zimowego pisarza, który swojej bohaterce onegdaj chciał nadać imię Mussolina. Bardzo kiepskie miano, gdy choćby w starożytnych pismach można było znaleźć dużo prostsze, a też uwikłane w głębiny znaczeń imiona.

Nie czekając już dłużej, pożegnała się krótko i przeskoczyła do świteńskiego domu, zaskakując zapewne w znaczący sposób swojego towarzysza tak odmienną aparycją. Szarada skończona, efekt zadowalający, choć dopiero czas miał pokazać, czy ów zwycięstwo nie było pyrrysowe.

ZT
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Temat: Re: Pole ćwiczebne   Pole ćwiczebne - Page 3 Empty
Powrót do góry Go down
 
Pole ćwiczebne
Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Cursebreaker: Dwór Cierni i Róż :: Prythian :: Ziemia niczyja :: Okolice Góry-
Skocz do: