Gospoda “Pod Porożem”

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
Matka
666
szlachetny fae
Bogini
Ma stylowy Kociołek
https://cursebreaker.forumpolish.com
Temat: Gospoda “Pod Porożem”   Gospoda “Pod Porożem” - Page 2 EmptyNie 20 Gru - 2:50
First topic message reminder :

Gospoda “Pod Porożem”

Wielki szyld, z nazwą karczmy oraz wypalonym w drewnie kształtem poroża zawieszony został na żeliwnych łańcuchach. Drewniane drzwi, z metalowymi wzmocnieniami strzegą wejścia do przybytku, który zbudowany jest z jasnego kamienia, z którym przyjemnie współgra wykonana z gliny dachówka wieńcząca budynek. Wkraczając do środka pierwsze co uderza gości to wypełnione zapachami jadła i piwa ciepłe powietrze, podgrzewane przez znajdujący się po prawo kominek, do którego właściciele hojnie dorzucają drewna. Na przeciwko zaś wejścia dostrzec można szynkwas nad którym zawieszono trofea myśliwskie z polowań na jeleniowate.
Po całej sali rozsiane są stoliki, każdy jakby z innej bajki. Są więc te dość niewielkie, z dostawionymi pojedynczymi krzesłami, jak i długie ławy zdolne pomieścić nawet do dwunastu osób. Po lewo dostrzec można schody prowadzące na piętro, gdzie znajdują się pokoje do wynajęcia, wyposażone w prosty siennik, krzesło i komodę.

Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Cassian
364
szlachetny fae
mieszkaniec
Niewielką blizna na prawym boliczku, jasne włosy, poplamione atramentem palce
Cynamon, migdały, miód
https://cursebreaker.forumpolish.com/
Temat: Re: Gospoda “Pod Porożem”   Gospoda “Pod Porożem” - Page 2 EmptyWto 8 Lut - 3:45
Jak jeszcze raz usłyszę, że jestem jebnięty to kogoś zabiję
Na te słowa prawa brew Cassiana powędrowała znacząco do góry, ale jej właściciel nie skomentował tej deklaracji w żaden inny sposób, chociaż musiał przyznać, że przez krótką chwilę kusiło go, by sprawdzić, czy jego młodszy brat rzeczywiście spełni swoją groźbę. Uznał jednak, że zbyt lubi swoją koszulę, by została ubrudzona krwią.
- Despotyczny kucharz? - skrzywił się na tę myśl - Po co miałbym wrzucać despotycznego kucharza do książki przygodowej? I co jeszcze? Może miałby przewodzić tej grupie? Bez sensu. Naprawdę Thaddeus, pomimo bycia niezwykle barwną osobą, czasami miewał beznadziejne pomysły.
- Zresztą mówię poważnie. Naprawdę chcę znowu napisać coś z czego będę zadowolony. Coś co poruszy wszystkich, tak jak… O! Tak jak tamten wiersz o tobie! - gdyby nie to, że nie zamówił sobie nic do picia, wziąłby teraz łyk piwa z uśmieszkiem satysfakcji na ustach. Niestety musiał mu wystarczyć sam uśmiech. Jakkolwiek głupi był tamten wiersz, rzadko później był z siebie tak dumny, jak wtedy. Prawdopodobnie to był pierwszy raz, gdy matka postanowiła zacząć rzucać w niego łyżkami - Mówiłem ci, że kilka lat później przerobiłem go na dramat? Miałbyś nawet własną rolę.
Szkoda, że gdy ojciec zobaczył, co jego pierworodny pisze w swoim notatniku, wyrwał wszystkie kartki i je spalił. A taki dobry byłby z tego spektakl...
- Wiem. Pamiętam - mruknął Pamiętam, bo wyskoczyłeś przez to okno, wpadłeś na mnie i mnie przewaliłeś - nie, że pierwszy raz, któryś z nich wpadał na tego drugiego, ale to wydarzenie było to wyjątkowo bolesne, bo właśnie wtedy próbował poderwać jedną dziewczynę. W jednej chwili myślał, że już mu się udało, a w drugiej leżał twarzą w śniegu z młodszym bratem na plecach i wylatującymi przez to samo okno nożami. Typowy dzień w ich rodzinie. Tamta dziewczyna uciekła z krzykiem i nigdy nie wróciła.
Gdy przeszli do wspominania dziewczyny Deusa, Cassian nie wytrzymał i się zaśmiał, odchylając się na krześle tak, że niemal z niego zleciał.
- To nie była czysta furia. To była dziką furią z domieszką szaleństwa i krwawych fetyszy - rzucił i aż go dreszcz przeszedł - Czasami nie wiedziałem, czy ona cię przytula, czy dusi.
Można było o Cassianie powiedzieć naprawdę dużo, ale przynajmniej jego byłe nie były potworami.
Widocznie żaden z nich nie uznał za stosowne poświęcić się i znaleźć sobie szybko żonę, więc Cassian jedynie pokręcił głową z rozbawieniem.
- Wiesz co? Rzadko to mówię, ale możesz mieć w tym trochę racji. Mógłbym rzucić iluzję, że padam nagle na podłogę i umieram, a potem, gdy nie będzie wiedziała, co się dzieje ucieknę przez okno. Przy odrobinę szczęścia potknę się i zabije i to rozwiąże wszystkie mojego problemy
Powrót do góry Go down
Thaddeus
352
szlachetny fae
Szpieg
sygnet rodzinny
mięta, jodła, mirra
https://cursebreaker.forumpolish.com/t757-thaddeus
Temat: Re: Gospoda “Pod Porożem”   Gospoda “Pod Porożem” - Page 2 EmptySro 9 Lut - 1:34
A właśnie, że Thaddeus widział tego despotycznego kucharza, wręcz lidera. Może i był nieskomplikowany, ale trochę dziwnych pomysłów miał i ten był kolejnym z nich. Dodałby też kucharzowi-cholerykowi denerwującego podopiecznego, nimfomana ale gawędziarza. Takiego co by z wypiekami na twarzy opisywał najróżniejsze obsceniczne ekscesy, które znał jedynie z cudzych opowiadań. Nazwałby ich jakoś z nawiązaniem do obecnej sytuacji politycznej, coś w stylu Rhysand i Tamlin, ale jednak nie, aż tak. Byłoby to lepsze od tego wspomnianego przez Cassiana, cholernego wiersza.
- Który tym razem? Bo oryginał doczekał się tyle kontynuacji, że to aż pojebane Cass. I się nie szczerz, jak debil. Z cudzej tragedii to się najlepiej śmieje, kurwa. A jak ja wspominam o tym, że mogłeś to wesele zrobić chociaż dla prezentów, to słyszę, że jestem niewrażliwy i prostolinijny. -Cassian bardzo dobrze wiedział na co zareaguje Thaddeus. Wczesna poezja starszego brata jest kamieniem milowym, który raz na jakiś czas rozpala Deusa do czerwoności. Już by wolał, żeby Cassian pisał obsceniczne limeryki, niżeli te, które doprowadziły że Tadek był kojarzony głównie z jedną rzeczą. Jakby już wystarczająco był niekochany, to ten mu od małego dowalał tym dziełem. Ale między Bogami, a prawdą, to te rymy go często śmieszyły.
- Dramat? Twoje życie to dramat, ale jakim cudem przerobiłeś ten wiersz na sztukę?- Jakby Thaddeus miał kiedyś dziecko-artystę to by chyba sobie coś zrobił. On nie rozumiał, jakim sposobem tamten wierszopis siadał i produkował tyle tych dzieł. Do dziś miał przed oczami widok, jak naprawiali matce coś z okiennicami. Thaddeus na drabinie, a drabinę trzymał Cassian. A raczej to się o nią opierał, bo nagle dostał przypływu weny, więc młodszy brat zleciał z impetem w masę śniegu. Dobrze, że z lenistwa cały śnieg z odśnieżania zebrał właśnie w to miejsce, bo inaczej mógłby się połamać. Nie miał tego Cassianowi za złe, ale tak samo jego porady miłosne za młodu mu bardziej mieszały, niż pomagały, a tego też nie wypominał. Zresztą Deus miał we krwi spadanie z okien.
- Wpadłem na Ciebie? Ty, a tego nie pamiętam. Wiem, że gdzieś jeszcze pobiegłem. - Praca grupowa przynosi najlepsze wyniki i to było tego dowodem. Mogli we dwoje zbierać wspomnienia i tworzyć z tego całość. Co prawda selektywna pamięć nie raz przeszkadzała w ustaleniu jednej wersji, ale Thaddeus na to nie narzekał. Gdy Cassian się tak odchylił, to Deusa korciło, żeby go tak pchnąć. Poczuł, że mu coś spływa po twarzy i wytarł to ręką. Oczywiście brat nie poinformował go, że jednak mu krew leciała z rozwalonego przez niego strupa. No bo po co? Potwierdziło to teorię Deusa, że artyści są odklejeni.
- Dobra już zostaw ją w spokoju. Może i mnie tam próbowała topić, ale było git. Plusy ujemne idą w pakiecie z każdą relacją. - Już nie chciał tak nagadywać na Machiavellę, ponieważ pomimo wielu zastrzeżeń co do niej. To też nie był kochankiem roku, a de facto to się dobrze bawił w tym związku. To co go wymęczyła to rekompensował sobie obniżając temperaturę do zera w nocy. No trafił swój na swego, ale w życiu by tego nie przyznał. Co nie zmieniało faktu, że miała obłęd w oczach. Zdziwił się, gdy Cassian przyznał mu rację. No zwariował, zatruł się czymś, albo go odmroziło go za mocno. Thaddeus musiał mieć śmieszną minę, bo zmarszczył brwi, wykrzywił się i patrzył na brata.
- Jak chcesz umierać to powiedz jej, że od dziś zawodowo operujesz soplami lodu. Wiesz jak ona sobie dopowiada rzeczy. Albo, że ten szlafroko kaftan złoty, które nam przywiozła, zgubiłeś. Zdekapituje Cię. - Zasugerował rozmyślając, co jeszcze by spowodowało rychły zgon Cassiana. - Ale nie umieraj, byłbym niepocieszony.
Powrót do góry Go down
Cassian
364
szlachetny fae
mieszkaniec
Niewielką blizna na prawym boliczku, jasne włosy, poplamione atramentem palce
Cynamon, migdały, miód
https://cursebreaker.forumpolish.com/
Temat: Re: Gospoda “Pod Porożem”   Gospoda “Pod Porożem” - Page 2 EmptySob 12 Lut - 2:18
- Sam nie wiem. Z dwa, czy trzy - nie miał serca wyjawić tego bratu w tej chwili, ale prawda była zupełnie inna. Dramatów o Deusie napisał tylko trzy. Dwa, gdy jeszcze myślał, że może powinien rozważyć karierę w teatrze, a trzeci kilka lat temu, gdy mocno się upił. Natomiast z wierszami sprawa prezentowała się zgoła inaczej, a mianowicie tak, że przez te wszystkie dekady wymyślił ich aż tyle, że nie był w stanie sam tego zliczyć. To nie tak, że Deus stanowił dla niego jakąkolwiek inspirację. Po prostu tworzenie złośliwych wierszy było czymś, co go zawsze odstresowywało, no i jakoś przypadkiem zawsze najłatwiej było mu ułożyć taki o bracie. Na przykład wczoraj przed samym snem wymyślił coś, co jeśli pamięć go nie myliła, brzmiało mniej, więcej tak:
Mój brat kiedyś miał dziewczynę
Często robił jej malinę.
Nikt nie wiedział czemu byli razem.
Prawie go zabiła głazem.

Oczywiście nie powiedział tego na głos.
- Tak. Dramat. Jak? Po prostu mam talent, ale spójrz na to z innej strony. Nawet jeśli byłeś wpadką, to po tamtym wierszu, rodzice odetchnęli z ulgą, że urodziło im się kolejne dziecko, które być może ich nie zawiedzie.
Oczywiście, gdyby wiedzieli co wydarzy się później, od razu pognaliby do sypialni starać się o kolejne, a ich dwóch cisnęliby w najbliższą zaspę.
- Nie nazwałbym tego wpadnięciem. Bardziej. Staranowaniem moich pleców i pozbawieniem mnie szansy na randkę. Biegłeś? Na pewno gdzieś potem jeszcze biegłeś? - tego z kolei on nie pamiętał. Możliwe, że po prostu wyparł to z pamięci, tak jak robił to z wieloma innymi wspomnieniami, zwłaszcza ze swojego dzieciństwa - Zaraz… Rzeczywiście gdzieś pobiegłeś i… Deus. Wiesz, że Ci krew leci z twarzy?
Cała ta rozmowa sprawiła, że zupełnie nie zauważył lecącej mu po czole strużki krwi. Szybko podał bratu chusteczkę, czując się w niewielkim stopniu odpowiedzialny za tę sytuację.
- Plusy ujemne mówisz? - Cassian przez chwilę nie był pewny, czy dobrze usłyszał. Za nic na świecie nie rozumiał relacji swojego brata z kobietami. Biły go, kopały, groziły morderstwem, a on koniec w końcu i tak gadał o plusach ujemnych i topieniu w relacji. Nikt dziwnego, że on sam wolał jedynie fikcyjne romanse. Jeśli okazałoby się, że miał to samo szczęście w  miłości, co jego brata, to chyba wolałby jednak pójść w tej chwili chwili najbliższego jeziora I się w nim utopić - Dobra. Niech Ci będzie. Rzeczywiście jak raz mnie ugryzła, to czułem, że starała się zrobić to tak, by nie poleciało za dużo krwi.
- Soplami lodu? Dopowiada sobie? Co masz na my… Ah. Dobra. Nie ważne - W tym momencie przypomniał sobie tę jedną awanturę, gdy jego matka zdecydowanie źle zrozumiała pewną sytuację.
Ale nie umieraj, byłbym niepocieszony.
Jakie to urocze.
- Niemożliwe - pokręcił głową - I co jeszcze mi powiesz? Że mnie kochasz?
Powrót do góry Go down
Thaddeus
352
szlachetny fae
Szpieg
sygnet rodzinny
mięta, jodła, mirra
https://cursebreaker.forumpolish.com/t757-thaddeus
Temat: Re: Gospoda “Pod Porożem”   Gospoda “Pod Porożem” - Page 2 EmptySob 12 Lut - 23:28
Cassian przekonał Thaddeusa, że to właśnie on był jego największą inspiracją. Nic dziwnego, w końcu wenę czerpie się z otoczenia, a obydwoje spędzali ze sobą całe życia. Gdyby któryś z nich chciał napisać biografię to miałby pełne prawo nazwać ją Głupi i głupszy i nikt nie powinien się z tym sprzeczać. Co prawda, Thaddeus uważał, że sztuką zajmowali się bufoni zaślepieni komercją. No ale przecież jego książka z pewnością by nie wpadała w tę kategorię. Oczywiście to Cassian wypełnił wakat rodzinnego artysty i Deus nie powinien nigdy dotykać się pióra w celach pisarskich. Jednakże dobra satyra z literatury, którą byłaby jego biografia, mogłaby zostać nie lada gratką dla analfabetów.
- Nie byłem! A wiesz kim ty jesteś? Pisarzem. A pisanie to jakbyś się położył na drodze, czekał na uwagę, a zamiast tego stratował cię niedźwiedź. - Odparł już złośliwym tonem. Piwo mu się kończyło, a brat coraz bardziej go denerwował. Najlepsze w tym było, że Cassian nawet nie mógł robić żartów z jego zawodu. Niby na upartego mógłby rzucić tekstem, że jest handlarzem żywym towarem, albo porażką wydziału komunikacji wojskowej. Ale to by nie sięgało nawet do żartów z artystycznej duszy Cassiana, której Deus nigdy nie zrozumiał.
Thaddeusowi daleko było od radości, gdy brat mu wypomniał krew na czole. Jakby już o tym nie wiedział. Wziął od niego chustkę i przyłożył do czoła przy okazji próbując resztę wytrzeć. Rozmazał to wszystko i wyglądał chyba jeszcze gorzej, ale on przecież tego nie widział.
- A weź idź się rzuć w zaspę - odparł kręcąc głową. Dwóch spostrzegawczych mężczyzn jak zwykle bardzo poruszył temat byłej Tadka. Wyjątkowo uznał, że się otworzy, a sprowokowały go te plusy ujemne.
- Bo z tym topieniem to wcale tak nie było. Patrz - szybko wstał z krzesła i stanął naprzeciwko brata, gotowy na pokazówkę. - Byliśmy na randce i napatoczyło się jezioro, to weszliśmy, wiesz u nas nie ma zbytnio jak. No i ja genialny, szedłem jak najdalej, bo przecież ego mi nie dało cholera na mieliźnie zostać. I wiesz, ona się mnie trzymała za te ramiona, żeby nie zmoczyć włosów i biżuterii. Nic dziwnego, tam układała te warkocze, kolczyki nowe, zrozumiałe. Ale ona, że chodź głębiej, będzie fajnie Thaddeus. Takie teksty. - Mężczyzna cały czas dynamicznie gestykulował, zatrzymał się trzymając dłonie na swoich ramionach, aby Cassian mógł się wczuć. - No i teraz słuchaj, ja tam robię krok, ta mnie całuje, bo romantycznie i łup, zapadło się. Ja pod wodą, a ta mnie tak trzymała od góry, że kiła i mogiła. Jak wypłynąć, jak ona ci palce do oczu wsadzi i skopie, żeby nic się nie stało we włosy. Mogłem jej tego badyla nie wsadzać do włosów, a tak to już nawet do bali z nią nie wejdę. - Skończył te historię cały czerwony od emocji, które na nowo przeżywał. Stąd wszystkim radził, nie całuj się, ani nic innego w wodzie, bo Cię utopią. Oczywiście, sam się tej złotej rady nie stosował. Chciał już usiąść, ale go wątek z gryzieniem lekko wytrącił z równowagi. Kilka sekund po prostu stał i zastanawiał się, kiedy do cholery ona mogła go pogryźć.
- Co ty gadasz Cassian? Jakie gryzienie? - Niby go to nie interesowało, ale no od kiedy jego własny, rodzony brat, gryzł się z jego byłą? Co gorsza, ten sam okropny facet, śmiał się go spytać o miłość. Żartowniś z niego, jeśli myślał, że Deus spowie się z uczuć i innych bzdetów.
- Nie, tego Ci nie powiem. Ale mam nowy dywan z podróży, chcesz pójść zobaczyć? - Spytał się poważnie. Jakiś czas temu zostało mu zasugerowane, że może warto dodać mały akcent do pustego miejsca zamieszkania. Także postawił na solidny dywan. Nazwał to inwestycją w estetyczne jutro.
Powrót do góry Go down
Cassian
364
szlachetny fae
mieszkaniec
Niewielką blizna na prawym boliczku, jasne włosy, poplamione atramentem palce
Cynamon, migdały, miód
https://cursebreaker.forumpolish.com/
Temat: Re: Gospoda “Pod Porożem”   Gospoda “Pod Porożem” - Page 2 EmptyWto 15 Lut - 21:08
Cassian coraz bardziej żałował, że nie zamówił piwa. Gdyby to zrobił mógłby wysłać je na Thadeussa. Przynajmniej alkohol skutecznie zdezynfekowałby jego ranę.
Niestety nie mógł tego zrobić.
- Jesteś pewny, że to chodziło o pisarzy, a nie młodsze rodzeństwo? Bo z własnym doświadczeń wiem, że młodsi bracia zachowują się tak samo.
Tak Thaddeus, na pewno wyskoczyłeś wtedy przez to okno, bo nasza matka chciała cię zamordować. Jakbyś nie mógł uciekać przed jej nożami przez główne drzwi, jak każdy normalny człowiek. Skubany wyskoczył przez to okno dla atencji i tyle.
Bo z tym topieniem to wcale tak nie było.
O świetnie. Zaczynało się.
Z opowieści brata wywnioskować dwie rzeczy.
Po pierwsze, życie miłosne jego brata stanowiło świetną inspirację do pisania jednego z bohaterów Zakochanej i Pogrzebanej - Lorenzo.
Po drugie, absolutnie nie był w stanie stwierdzić, czy nikt nie dusił Deusa, czy Deusowi jedynie wydawało się, że nikt go nie dusił i ten fakt najbardziej go przerażał.
- Jasne - uśmiechnął się do wyraźnie zaaferowanego opowieścią fae z tonem głosu, takim jakby zwracał się do małego dziecka, lub człowieka po bardzo ciężkich przeżyciach. - Nikt cię nie dusił. Rozumiem. Ale i tak mam nadzieję, że nie masz zamiaru do niej wrócić. Stać cię na inną. Mniej agresywną, a przynajmniej tak mi się wydaje.
Kochał brata, aby nie było, ale gdy w tej chwili pomyślał o wszystkich znanych mu fae, które mógłby spróbować zeswatać z Deusem zrozumiał, że żadnej z nich by tego nie zrobił.
- Tak! - teraz to starszy z braci się odpalił. Szybko wyciągnał swoją prawą rękę, tak że niemal strącił wszystko ze stołu - Ugryzła mnie. W tę rękę! Dziwne, że nie mam po tym blizny. Ja wiem, że nie mogę jej niczego udowodnić, ale to było na jednym ze spotkań rodzinnych! Miałem dosyć gadania matki, więc się upiłem i poszedłem spać do swojego pokoju. Spotkałem ją po drodze. Dalej średnio cokolwiek pamiętam, ale obudziłem z ugryzieniem! No kto inny, by mógł mnie ugryźć, jak nie ona!
Może niczego nie pamiętam z samego ugryzienia, ale Cassian swoje wiedział.
Była Thaddeusa z jakiegoś powodu postanowiła go ugryźć i miał nawet przez chwilę na to dowód, dopóki rana nie postanowiła się ładnie zagoić.
Cassian, po uspokojeniu się, zamyślił się na chwilę i westchnął ciężko. Czuł, że dalsza rozmowa o ugryzieniach, byłych i matkach nie miała już sensu.
- Tak. Tak chcę zobaczyć twój nowy dywan - powiedział i nawet nie kłamał.

zt x2
Powrót do góry Go down
Morana
595
szlachetny fae
Felczer / cyrulik, miejscowy arbiter
---
Cyklamen, Mięta zielona, Mech dębowy
https://cursebreaker.forumpolish.com/t422-morana
Temat: Re: Gospoda “Pod Porożem”   Gospoda “Pod Porożem” - Page 2 EmptyCzw 4 Sie - 23:17
21 dzień VII miesiąca 24r.


     Zrujnowana chatka w samym sercu gęstej puszczy tydzień za tygodniem zmieniała się nie do poznania, zarówno z zewnątrz, jak i w środku. Morana była z siebie coraz bardziej zadowolona, satysfakcjonowały ją widoczne efekty własnej, samodzielnej pracy. Angażowała się w spuściznę po Tkaczce znacznie bardziej niż w poprzednią kryjówkę, która owszem, była bezpieczna i wygodna dla samotnej kobiety ukrywającej się przed światem, lecz Pustelniczka nigdy tak naprawdę nie uważała jej za swoją własną; znalazła po prostu ten zasypany śniegiem, drewniany barak osierocony przez właściciela i zajęła go tak, jak krab pustelnik zajmował osierocone puste muszelki, które akurat pasowały na jego garb w danym stadium rozwoju. Tutaj rzecz miała się zgoła inaczej: wszak ta ziemia była dla niej prezentem. Dla innych być może całkowicie bezwartościowym, dla niej – wprost przeciwnie. Bezcennym. Jedynym, czego brakowało Moranie w tym jej malutkim, prywatnym raju, to kogoś – lub czegoś – do kogo mogłaby otworzyć usta podczas prac przy obejściu oraz relaksu. I wcale nie miała tu na myśli męża ani służącego.
     Do momentu podróży w Zaświaty kobiecie towarzyszyła niedźwiedzica polarna, wierna kompanka wszelakiej pustelniczej doli i niedoli. Jak Morana lubiła o niej żartobliwie myśleć, „Vigdis robiła jej za towarzyszkę filozoficznych rozpraw, pojazd, dywan, grzejnik, system wczesnego wykrywania, ochroniarza, fotel i łóżko”, bardzo wielofunkcyjna była z niej bestia. Już wiele razy fae rozważała, czy nie spróbować odnaleźć misia i nie sprowadzić go z Zimy, finalnie uznała jednak,  że zwierzę tylko by cierpiało w Puszczy podczas letnich upałów, a ponadto białe futro niedźwiedzicy stanowiłoby na jej niekorzyść w habitacie, który nie zapewniał jej kamuflażu.
     Wcześniej był też, oczywiście, Milo, chociaż on nie do końca zaliczał się jako zwierzątko. No… przynajmniej nie dosłownie... mniejsza o to. Stara Walkiria trochę tęskniła za obojgiem. Często gdy krzątała się po chatce, na przykład gotując, wycierając artefakty z kurzu, susząc i rozdzielając zioła albo szyjąc sobie pościele, Morana rozmawiała na głos do stojącego w kąciku Bagażu. Oczywiście wiedziała, że Kufer jej nie odpowie, nie była aż tak szalona. Ale mógłby chociaż szczeknąć albo zamerdać ogonem… yyy, to znaczy, zamkiem zagrzechotać albo klapnąć pokrywą, ma się rozumieć. Chociaż na znak, że ją słyszał. Że miał jakiekolwiek pojęcie o jej istnieniu.
     Kufer pozostawał jednak bierny. No cóż, przynajmniej do tej pory jeszcze nie odgryzł Moranie nogi… więc bilans zalet oraz wad pupila wychodził na zero. Była skłonna wspaniałomyślnie wybaczyć mu uparte milczenie.

     Melisandre podpowiedziała Moranie, że zna kogoś, kto mógłby zaradzić na jej zgryzotę samotności (nie, w dalszym ciągu nie mam na myśli męża). Skierowała przyjaciółkę do Aideena i pomogła zorganizować ich spotkanie. Po wymianie rzeczowej korespondencji, Morana – nieprzedstawiona w listach z imienia, nazwana tylko „przyjaciółką”, ale za to dokładnie opisana z wyglądu oraz ubioru – miała wyglądać bladolicego chłopaczka w „Pod Porożem”. Moranie o wiele łatwiej było się tam dostać, jako że psiarz był pomniejszym.
     Dopiero co dzwony w mieście przestały wybijać południe. Morana usadowiła się przy stoliku tuż przy drzwiach, żeby nie zgubić chłopca pośród kręcących się w tę i we w tę klientów.
Powrót do góry Go down
Aideen
236
pomniejszy fae
Łowczy
Intensywnie fioletowe oczy
Mięta, lawenda, zielona herbata
https://cursebreaker.forumpolish.com/t657-aideen
Temat: Re: Gospoda “Pod Porożem”   Gospoda “Pod Porożem” - Page 2 EmptyNie 7 Sie - 13:44
Norden, dumna stolica dworu Zimy, która wyrastała na tle białego krajobrazu. Dla większości monotonnego i nieprzyjaznego. Niskie temperatury i ostry wiatr, wciskający drobinki śnieg i do oczu, były utrapieniem dla wędrowców, przemierzajacych góry i równiny, lecz dla tutejszych, była to codzienność. Nawykli do mrozu fae, potrafili odnaleźć piękno w zimowym otoczeniu. Większość żyła w miastach lub wioskach, tętniących życiem jak jeden organizm. Byli też i tacy, który wybierali samotnie, podobnie jak Aideen. 

W oddalonym od miasta przestronnym domu, żył ze swoim stadem, poświęcając im niemal wszystko. Dbał o swoje psy, tak jak inni dbają o swoich potomków. Białowłosy otaczał zwierzęta opieką i miłością, dając im bezpieczne schronienie, a one odwdzieczały się tym samym, pomagając dodatkowo w pracy łowczego. 

Nie narzekał on na swoje życie, sam je przecież wybrał. Czuł się lepiej pośród zwierząt niż otoczony przez fae. Spędzał czas w swojej bezpiecznej przystani, wybierając się do miasta tylko kiedy musiał. Wśród mieszkańców miasta miał opinię dziwaka, jednak nie przejmował się tym. Wśród fae nie miał praktycznie przyjaciół,  a zawierane znajomości, traktował jako jednorazowe, bo przeważnie tak było. 

List od Melisandre był sporym zaskoczeniem. Wysoka, elegancka dama, którą poznał podczas swojego pobytu w Lux, była bardzo miła, ale też przerażająca, gdy się zdenerwowała. Gdy zobaczył jej podpis na kopercie,  jego umysł przywołał wspomnienie cichej furii kobiety, gdy nieumyślnie wylał na nią lodowatego drinka. Wciąż pamiętał przerażenie jakie odczuwał, ale też jak niegrzecznie nakrzyczała na niego ta druga kobieta. Nie pamiętał już jej twarzy ani imienia. Nocna dama zapadła mu w pamięci, głównie przez spotkanie w ogrodach, gdy pocieszała go przed wyjazdem. Wtedy widział ją po raz ostatni. Teraz, trzymając jej list, w którym poprosiła o pojawienie się w gospodzie w konkretny dzień, udał się tam, w nadziei na spotkanie z nią. W liście nie było żadnych szczegółów, więc założył że opiekunka sztuki, pragnie się z nim spotykać. 

Zazwyczaj gdy wychodził z domu, towarzyszyły mu psy, jednak dzisiaj postanowił wziąć tylko jednego. Wszedł do gospody w towarzystwie szaro - brązowego psa, który nie odstępował łowczego ani na chwilę. Wędrował spojrzeniem między łowczym A otoczeniem, pokazując wszystkim, że białowłosy chłopak jest pod jego ochroną. 

Aideen rozejrzał się po pomieszczeniu, wypatrując znajomej twarzy, lecz nigdzie jej nie dostrzegł. Uznał więc, że przybył za wcześnie. Zamówił grzane wino i oddalił się by zająć wolny stolik na uboczu z widokiem na wejście.
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Temat: Re: Gospoda “Pod Porożem”   Gospoda “Pod Porożem” - Page 2 Empty
Powrót do góry Go down
 
Gospoda “Pod Porożem”
Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Cursebreaker: Dwór Cierni i Róż :: Prythian :: Dwór Zimy :: Norden-
Skocz do: