Złote klify

Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
Matka
666
szlachetny fae
Bogini
Ma stylowy Kociołek
https://cursebreaker.forumpolish.com
Temat: Złote klify   Złote klify EmptyNie 20 Gru - 3:04

Złote klify

Górujące wysoko nad morską tonią klify rozpościerające się na dość znacznej długości wybrzeża Dworu Lata. Oprócz huku roztrzaskujących się u ich podnóży fal i krzyków mew ponad głowami nic nie zakłóca spokoju osób pragnących skorzystać z tych zacisznych miejsc, do których wielu nie zbliża się obawiając się upadku z wysokości. Z drugiej strony klify prezentują się jako doskonałe miejsce na romantyczny spacer, malarską sesję czy zwyczajnie spotkanie z daleko od cywilizacji i towarzyszących jej czujnych oczu.
Powrót do góry Go down
Asa
369
szlachetny fae
nadworna malarka
blizna półksiężyc na lewym ramieniu
jesienny wiatr, różowy pieprz, jaśmin
https://cursebreaker.forumpolish.com/t46-asa
Temat: Re: Złote klify   Złote klify EmptyNie 28 Lut - 17:25
15.04.23


Słońce dopiero zaczęło się wyłaniać zza horyzontu, gdy Asa dotarła nad klify. Kolorowa łuna światła zaatakowała ciemne sklepienie, odganiając rozgwieżdżoną noc na rzecz cudownego dnia nieskalanego ani jednym obłoczkiem, który mógłby swą obecnością zakłócać niekończący się błękit nieba. Dobiegająca końca noc była ciepła, a bryza nadciągająca znad morza delikatnie i niemal czule rozwiewała jej włosy, które luźno puszczone spoczywały beztrosko na ramionach. Przy sobie miała podręczny zestaw artysty, z którym rzadko kiedy rozstawała się na dłużej. Blok ze sztywnymi kartkami i pudełko kolorowych pastelowych kredek było schowane w słomianej torbie, z której wyciągnęła również koc. Rozkładając swoją podróżniczą stację nieopodal krawędzi, zasiadła na samym środku i sięgnęła bo blok.
Ostatnie dni w Dworze Jesieni były dość deszczowe i chłodne dlatego artystka stwierdziła, że jest to najbardziej odpowiedni moment aby wybrać się w krótką podróż. Najlepiej tam gdzie będzie ciepło i słonecznie ale nie przesadnie upalnie, do miejsca gdzie w ciszy i spokoju będzie mogła poszukać natchnienia i skupić się na swojej sztuce. Lato było idealnym miejscem.
Pierwsze ruchy kredką były delikatne i nieśmiałe, ledwo muskały chropowaty papier zostawiając na nim lekkie jak piórko ślady. Minęło dobrych kilka minut zanim na jej płótnie pojawił się chociażby drobny zarys. Nie chciała się spieszyć, czekała na przypływ weny, tajemnicze natchnienie, które gdy obrało ją sobie za cel nie odpuszczało aż do momentu ukończenia zadania. Czekała i czekała, dłoń delikatnie sunęła ponad papierem nakładając kolejne warstwy koloru. Z odgłosem niezadowolenia odłożyła przybory. Być może nie mogła się skupić z pustym żołądkiem. Wyciągnęła więc z Kieszeni przygotowany wcześniej mały koszyk z owocami i kompotem. Drobna przekąska może natchnie ją do działania.
Miała jednak cały dzień. Pośpiech nie wisiał nad nią z zegarkiem w ręku. Mogła czekać ile musiała, a w międzyczasie podziwiać będzie rozciągającą się przed nią wodę, która niczym falujące zwierciadło odbijała promienie słońca. Piękna i śmiercionośna woda. Woda, której z jakiegoś powodu bała się bardziej niż żywego ognia.
Powrót do góry Go down
Hrothgar
12
szlachetny fae
korsarz
maska na twarzy
morska bryza, mięta, drzewo sandałowe
https://cursebreaker.forumpolish.com/t342-hrothgar
Temat: Re: Złote klify   Złote klify EmptyCzw 4 Mar - 21:27
Co tu dużo mówić to już minął kwartał odkąd Hrothgar niezmordowanie ścigał swój Lament czasem rozmijał się z nim ledwie o dzień, czasem w ogóle trafiał na miejsce gdzie nigdy nie słyszano o takim okręcie. Zawsze jednak był zbyt późno, żeby trafić z powrotem na pokład okrętu. Jakoś tak wyszło, że przez ten czas mały fae ani razu nie wpadł na to, że przecież mógłby wrócić do swojego domu i tam poczekać aż statek zawinie do portu. Kiedyś musiał wrócić. No a może wpadł, ale uznał, że to zbyt proste i oczywiste? Poza tym większa chwała by go czekała gdyby znalazł go gdzieś na drugim krańcu Prythianu. To by dopiero było!
Chłopiec nie wyglądał zbyt szczególnie. Widać było, że od wielu dni był w podróży. Włosy miał przydługie i w lekkim nieładzie, ubranie było całkiem dobrej jakości, ale gdzieniegdzie przy rękawach i nogawkach zaczynało się strzępić, a już wkrótce mogą stać się dla niego za krótkie. Poza tym, tak jakby dla dopełnienia obrazu, Hrothgar był cały w kurzu z gościńca.
Specjalnie zboczył z drogi na klif. Po pierwsze droga była przyjemniejsza kiedy szedł wzdłuż urwiska. Czasem może aż zanadto zbliżał się do krawędzi, ale lubił czuć wysokość. Chętnie spróbowałby się wspiąć do góry z wysokości morza. Najpierw jednak musiałby znaleźć zejście na dół. Po drugie zaś dzieciak wymyślił sobie, że z klifu więcej widać, więc jeśli Lament jest w pobliżu to pewnie będzie w stanie go wypatrzeć.
Dopiero po jakimś czasie odwrócił się w stronę lądu i dojrzał jakąś postać. Zaciekawiony podszedł bliżej. Szkoda, że tu było tak wiele wolnej przestrzeni. Gdyby nie to mógłby spróbować jej buchnąć słomiany kosz. Coś mu mówiło, że tam mogą być jakieś smaczne przekąski, a śniadaniem by wcale nie pogardził.
-Dobrze rysujesz?- wypalił gdy już był dość blisko. Jego wzrok był całkiem niezły więc nie miał problemów z rozróżnieniem przedmiotów jakie leżały obok niej. Może ją zagada i wtedy rąbnie jej śniadanie? Spróbować nie zawadzi.
Powrót do góry Go down
Asa
369
szlachetny fae
nadworna malarka
blizna półksiężyc na lewym ramieniu
jesienny wiatr, różowy pieprz, jaśmin
https://cursebreaker.forumpolish.com/t46-asa
Temat: Re: Złote klify   Złote klify EmptyPon 8 Mar - 3:29
Skąpana w pomarańczowych promieniach wschodzącego słońca, Asa siedziała na swoim kocu niedaleko urwiska. Powieki miała przymknięte, twarz wystawioną do gorącej gwiazdy, dłoń zaś sama i na ślepo wędrowała między małą miseczką winogron i jej ustami, które rytmicznie otwierały się i zamykały kosztując słodkiej przekąski. Czekała tak na przypływ natchnienia, tą delikatną nutkę inspiracji, która raz złapana i wystarczająco dobrze pielęgnowana potrafiła zaprowadzić ją pod same wrota dzieła sztuki jakie samo wychodziło spod jej palców.
Cisza i spokój sprzyjały temu nastrojowi, a rozbijające się u dołu klifu fale nieustannie docierały do jej wrażliwych uszu, wprowadzając ją niemalże w stan medytacji. Być może i właśnie do tego by doszło, gdyby nie cichy szelest trawy i intencjonalne lub nie naruszenie jej przestrzeni.
Otwierając oczy, zwróciła się w stronę krawędzi klifu, lecz aby dobrze zobaczyć nadchodzącego fae musiała przysłonić najpierw wzrok przed oślepiającym wschodzącym słońcem. Nie spodziewała się zobaczyć w tym miejscu żadnego fae. Na pewno nie tak wcześnie i nie tak małego. Sam wzrost zbliżającego się chłopca sugerował, że nie mógł być on dorosły w żadnym tego słowa znaczeniu. Obserwowała go w milczeniu, tak długo aż nie zbliżył się do niej wystarczająco żeby nie musiała jakość szczególnie wytężać wzroku ani słuchu. Chociaż jej twarz tego nie pokazała, kobieta od razu zauważyła w jakim stanie był młodzieniec. Ona sama miała na sobie czystą i zwiewną suknię na grubych ramiączkach, która swoim jasnym kolorem kontrastowała z jej ciemnymi włosami.
- Nawet bardzo dobrze. - Odpowiedziała zgodnie z prawdą, wciąż mając go na oku. W palcach obracała zaś winogrono, którego nie zdążyła jeszcze zjeść. Po krótkiej chwili wyprostowała się trochę i oparła dłonie na kolanach. - Co robisz tutaj sam o tak wczesnej godzinie? - spytała szczerze ciekawa. Nie wyglądał zbyt dobrze i dzieci w sierocińcu wyglądały lepiej od niego. Była ciekawa co mu się przytrafiło i z kim miała do czynienia.
Powrót do góry Go down
Hrothgar
12
szlachetny fae
korsarz
maska na twarzy
morska bryza, mięta, drzewo sandałowe
https://cursebreaker.forumpolish.com/t342-hrothgar
Temat: Re: Złote klify   Złote klify EmptyWto 9 Mar - 13:06
Sam zainteresowany nie był zbytnio przejęty swoim własnym wyglądem. Chociaż może to dlatego, że ostatnio nawet się nie przeglądał w tafli jeziora. Gdyby tak zrobił to istniała szansa, że sam by się siebie przestraszył. Z drugiej strony nikt po dłuższej wędrówce nie wyglądałby raczej kwitnąco.
-Naprawdę?- zainteresował się jeszcze bardziej. -A potrafisz rysować statki?- zapytał.-Widziałaś może jakiś przepływający statek rano?- padło jeszcze jedno pytanie. Cóż, Horthgar uwielbiał okręty i w zasadzie jedyne obrazy nad którymi był w stanie się zatrzymać na dłużej to właśnie te przestawiające żaglowce. No ale czego się spodziewać po dzieciaku, który całe swoje życie spędził nad morzem lub na pokładzie.
-Idę tam!- ręką machnął na kierunek w którym się kierował -Tam podobno jest całkiem duży port. – dodał jeszcze. Nie miał pojęcia jak daleko jest do celu jaki sobie wyznaczył. Mogło być parę godzin drogi, a mogło i parę dni. Przez całą rozmowę chłopiec uważnie obserwował winogrono, które Asa obracała w swoich smukłych dłoniach. Czy udałoby mu się zwinąć koszyk z przekąskami? Uznał, że do próby zwędzenia przysmaków musi jeszcze chwilę poczekać. Na razie nieznajoma uważnie mu się przyglądała, więc od razu dostrzegłaby jego ruch.
Powrót do góry Go down
Asa
369
szlachetny fae
nadworna malarka
blizna półksiężyc na lewym ramieniu
jesienny wiatr, różowy pieprz, jaśmin
https://cursebreaker.forumpolish.com/t46-asa
Temat: Re: Złote klify   Złote klify EmptySob 13 Mar - 6:01
Nie odwracając swojego spojrzenia od Hrothgara, Asa zgarnęła swój bloczek oraz pastele na kolana. Dzięki temu zdołała zrobić trochę miejsca na kocu. Między nią i koszem przekąsek pojawiła się wystarczająca przestrzeń aby ktoś mógł tam usiąść. Przez krótką chwilę kobieta uśmiechała się lekko do chłopca, chociaż jej uśmiech nie sięgnął jej oczy. Wciąż tliło się w niej pewne podejrzenie i chociaż Hrothgar był tylko dzieckiem, Asa była uważna w jego obecności. Z pewnością potrzebowała chwili żeby się przyzwyczaić do tej sytuacji i poznać jego intencje.
Przemogła się w końcu i poklepała miejsce obok siebie.
- Chcesz ze mną usiąść? Narysuję dla ciebie jakiś statek. - Zaoferowała i dla potwierdzenia swoich słów, spojrzała na biały papier, który trzymała i wykonała na nim kilka ruchów. Zaledwie chwilę temu miała zupełnie inny plan na ten kawałek papieru, ale skoro chłopiec był wyraźnie zainteresowany statkami może tym uda jej się zaskarbić trochę jego zaufania. - Hmm, nie patrzyłam ciągle na horyzont ale obawiam się, że nie było tam żadnego statku. - Odpowiedziała zgodnie ze swoimi spostrzeżeniami. Bez względu na to jak mogło być to dla niego istotne, Asa nie widziała niczego poza wschodzącym słońcem oraz niekończącymi się falami.
- Dojście do portu zajmie ci przynajmniej kilka godzin. - Powiedziała spoglądając między nim i miseczką winogron, a wraz z jej słowami naczynie podniosło się w niewidzialnych dłoniach i podryfowało wprost do chłopca. - Jadłeś coś dzisiaj? - zapytała jakby od niechcenia, wracając wzrokiem do swojego rysunku. - W koszyku są jeszcze ciepłe rogale i sok pomarańczowy. - Dodała jakby to miało znacznie skuteczniej nakłonić chłopca do usiądnięcia na kocu.
Powrót do góry Go down
Hrothgar
12
szlachetny fae
korsarz
maska na twarzy
morska bryza, mięta, drzewo sandałowe
https://cursebreaker.forumpolish.com/t342-hrothgar
Temat: Re: Złote klify   Złote klify EmptyPon 29 Mar - 22:36
Przyglądał się jej poczynaniom. Asa nie musiała go specjalnie namawiać by się dosiadł. Ledwie klepnęła miejsce obok siebie, a chłopiec znalazł się przy niej. Gdyby nie był jeszcze nieco zbyt młody to można by go posądzić o wykonanie przeskoku.
-Naprawdę!?- był zachwycony tym, że nieznajoma narysuje dla niego statek. Doskonale. - A mógłby być trójmasztowy? – zwrócił się jeszcze do niej z małą prośbą.
-Och… szkoda…- mruknął kiedy dowiedział się, że nie widziała żadnego przepływającego statku. -Pewnie przepływał tędy wcześniej…- dodał jeszcze nieco niepocieszony. Podejrzewał, że znowu rozminie się z Lamentem o parę dni. Już któryś raz.
-Wiem. To w zasadzie już całkiem blisko- odpowiedział. Podróż do portu mogłaby być nawet krótsza gdyby udało mu się wprosić na jakiś wóz jadący w jego kierunku. Może mu się poszczęści.
Zręcznie złapał miseczkę kiedy ta do niego podleciała-Łoooo, ty to zrobiłaś? Super! Potrafisz tak z większymi rzeczami?- wydał z siebie coś w rodzaju zachwytu nad umiejętnościami Asy i wsadził sobie winogrono do ust.
-Nie… jeszcze nie. – pokręcił głową odpowiadając na kolejne pytanie kobiety. Liczył na to, że uda mu się coś zorganizować bliżej portu. Widać szczęście się do niego uśmiechnęło i mógł zjeść śniadanie już teraz i to nie byle jakie. Rogaliki!
Oczy mu się zaświeciły ze szczęście i za chwilę chłopiec siedział zadowolony z życia, zajęty pałaszowaniem wypieku. Całkiem mu się podobało takie rozpoczęcie dnia.

Powrót do góry Go down
Asa
369
szlachetny fae
nadworna malarka
blizna półksiężyc na lewym ramieniu
jesienny wiatr, różowy pieprz, jaśmin
https://cursebreaker.forumpolish.com/t46-asa
Temat: Re: Złote klify   Złote klify EmptyWto 30 Mar - 6:10
Asa nie lubiła dzieci.
A przynajmniej próbowała sobie to wmawiać przez ponad trzysta ostatnich lat swojej egzystencji. Jednakże cała sprawa była chyba nieco bardziej skomplikowana od zwykłego lubię czy nie lubię. Jako sierota, która sama została wychowana z innymi dziećmi w sierocińcu, nie potrafiła przejść obojętnie obok małego fae, które mogło przypominać jej samą siebie w tym trudnym okresie. Na co dzień starała się nie wracać pamięcią do tamtych dni. Nawet po tylu latach sprawiały jej one wiele przykrości, a niewidzialne blizny, które już dawno powinny zostać zagojone, nagle dawały o sobie znać. Chcąc lub nie, Hrothgar przygnał nad jej głowę ciemną chmurę wspomnień, które zasłaniały jej dostęp do wschodzącego na niebie słońca.
Mimo to delikatny uśmiech wykrzywił jej usta, gdy chłopiec niemal w podskokach dotarł do jej koca i zajął zaoferowane mu miejsce. Kobieta jednak starała się ukryć swoje rozbawienie, na wypadek, gdyby chłopiec miał sobie pomyśleć, że śmiała się z niego albo co gorsza, że współczuła mu jego sytuacji.
Oczywiście — odparła lekkim tonem i obróciła trzymaną pastele w palcach. — Postaram się, na ile będę mogła. — Zapewne dziwne były to słowa z ust rzekomej malarki, ale statki oraz duże okręty wcale nie były jej specjalnością. W takim wypadku mogła się tylko postarać.
Blisko? — powtórzyła po nim, marszcząc brwi. Spoglądając na niego z boku, przyjrzała mu się uważnie, jak wcina winogrona. Ciekawe jak długo już idzie. Pomyślała do siebie, próbując poskładać dane jej wskazówki w jakąś całość. — Szukasz kogoś — zamiast pytania stwierdziła raczej fakt. W innym wypadku, dlaczego tak wcześnie rano podróżowałby do portu, jednym okiem patrząc pod nogi, a drugim na horyzont i rozciągającą się daleko wodę. Żołądek zawiązał jej się w nieprzyjemnie ciasny supeł, gdy przez jej głowę przebiegła myśl, że chłopiec mógł zostać celowo porzucony i nawet nie miał o tym pojęcia.
Tylko popatrz — rzuciła z uśmiechem, w odpowiedzi na zabawną reakcję Hrothgara na jej magię. Spoglądając na wiklinowy koszyk, za pomocą samej silnej woli uniosła jego klapę i wyjęła karafkę soku pomarańczowego i dwie szklanki, które powędrowały wprost do jej oczekujących rąk. — Jeszcze nie umiem podnosić innych fae, ale za to mam kilka innych asów w rękawie — dodała, puszczając do niego oczko. Po tym nalała do obu naczyń soku i podała mu jedną szklankę. — Wyciśnięty ze świeżych owoców. Smacznego.
Powrót do góry Go down
Hrothgar
12
szlachetny fae
korsarz
maska na twarzy
morska bryza, mięta, drzewo sandałowe
https://cursebreaker.forumpolish.com/t342-hrothgar
Temat: Re: Złote klify   Złote klify EmptyWto 30 Mar - 22:06
Nowy towarzysz malarki nie miał zielonego pojęcia jakież to myśli do niej przygnał. Zresztą ich sytuacja była zgoła odmienna. Hrothgar w końcu nie był sierotą, można by powiedzieć, że wręcz przemierzał Pyrthian z własnego wyboru i wcale sobie nie krzywdował. Jasne, może to nie najwygodniejsze życie, ale przynajmniej był sam sobie sterem, żeglarzem i okrętem. Nikt mu nie mówił co musiał robić, a czego mu nie było wolno. Całkiem mu się taki układ podobał.
-Super!- przypatrywał się jak nieznajoma kreśliła kolejne linie na papierze, na którym miał powstać rysunek.
-No… niecały dzień drogi to już nie tak daleko, prawda? – wzruszył ramionami. -Nie kogoś, a czegoś szukam. Statku. Nie zdążyłem z powrotem na pokład. – dodał dość beztroskim tonem.
Chłopiec uważnie obserwował poczynania fae i wydał z siebie nawet cichy okrzyk kiedy szklanka znalazła się w jej rękach. Zrobił na moment smutną minę kiedy dowiedział się, że jego rozmówczyni jednak nie jest w stanie podnosić innych fae. Szkoda.
-Asy w rękawie? Jakie?- przyjął napój. Chwilowo wyglądało na to, że potok pytań został powstrzymany, bo Hrothgar zabrał się za pożeranie rogalika i popijanie go sokiem. No a przecież nie był dzikusem wiedział, że przy jedzeniu się nie mówi.
Powrót do góry Go down
Asa
369
szlachetny fae
nadworna malarka
blizna półksiężyc na lewym ramieniu
jesienny wiatr, różowy pieprz, jaśmin
https://cursebreaker.forumpolish.com/t46-asa
Temat: Re: Złote klify   Złote klify EmptySro 31 Mar - 7:03
Kontynuowana rozmowa pozwoliła fae powrócić do rzeczywistości i odegnać wspomnienia, o których wcale nie chciała myśleć. Dzień zapowiadał się zbyt ładnie, aby niepotrzebnie zawracać sobie głowę czymś, na co już od dawna nie miała żadnego wpływu. Tych kilka minut rozpamiętywania było wystarczające i teraz pospiesznie odganiała ciemne chmury znad swojej głowy.
Wprawna ręka znacznie odważniej zaczęła kreślić wzory na sztywnym papierze jej bloczku i z każdym kolejnym machnięciem, niepozorny szkic coraz bardziej zaczął przypominać powstający statek. Zgodnie z życzeniem Hrothgara, malarka zaznaczyła w równych odstępach trzy maszty, z których rozpinać się miały żagle wypełnione podmuchami wiatru. Energia, jaka rozpierała chłopca od wewnątrz, była chyba zakaźna, bo Asa sama nabrała nieco werwy, pozostawiając za sobą poranny letarg, w jakim jeszcze do niedawna trwała. Odwracając się na chwilę w jego stronę, kobieta podłapała jego spojrzenie i uśmiechnęła się szeroko.
Jak go nazwiemy? — spytała, wskazując kiwnięciem głowy statek, jaki dla niego rysowała. Początkowo zamierzała stworzyć dla niego coś prostego i w zupełności wymyślonego przez nią, ale w międzyczasie naszedł ją pewien pomysł.
Och, to zależy z jak daleka podróżujesz — odparła jedynie, gdy chłopiec zdradził jej tajemnicę swojej wędrówki. Z pewnym zaskoczeniem pokiwała lekko głową, bo tego zupełnie się nie spodziewała. Jednakże wezbrała w niej pewna ulga na wieść, że mimo wszystko nie został porzucony, tak jak jej się to wydawało. Z drugiej jednak strony zaczęła się zastanawiać, jak można było być aż tak roztrzepanym i mało zaangażowanym, aby w porę nie zauważyć zniknięcia własnego dziecka i odpłynąć z portu. — Powiedz mi o nim coś więcej, chętnie posłucham — powiedziała i gestem dłoni zachęciła go do podzielenia się z nią jakimiś rzeczami odnośnie statku. Miała w planie narysować dla niego obrazek z ów okrętem, którego szukał. W ten sposób być może prędzej uda mu się odnaleźć zgubę, a nawet jeśli nie, to chyba przynajmniej będzie mu raźniej, mając coś, co przypominało mu dom.
Szeroki i zarazem podstępny uśmiech wykrzywił wargi Asy. Chociaż na co dzień nie chwaliła się na prawo i lewo swoimi umiejętnościami, pokazywanie pewnych sztuczek Hrothgarowi przynosiło jej swego rodzaju satysfakcję. W końcu chłopiec tak szczerze reagował na jej poczynania, że nie sposób było się przed tym wzbronić.
Uważaj — rzuciła wesoło nim razem z trzymaną szklaną, zniknęła mu sprzed oczu. Minęło kilka sekund, nim Asa pojawiła się ponownie, lecz na drugim krańcu koca, z pustym do połowy naczyniem. — Znikanie to jedna z moich specjalności — powiedziała i mrugnęła do niego okiem.
Powrót do góry Go down
Hrothgar
12
szlachetny fae
korsarz
maska na twarzy
morska bryza, mięta, drzewo sandałowe
https://cursebreaker.forumpolish.com/t342-hrothgar
Temat: Re: Złote klify   Złote klify EmptyCzw 1 Kwi - 21:46
Obserwował ruchy kobiety jak zahipnotyzowany. Ba, nawet przez chwilę miał ochotę nauczyć się rysować tak jak ona. To musiało być super, tak móc zachować wszystko co się widziało. Z tych rozmyślań wyrwało go pytanie malarki. Na szczęście młodzian nie musiał zastanawiać się nad odpowiedzią.
-Lament!- wypalił od razu. Najlepsza nazwa ever.
-W sumie to nie wiem jak to daleko… no ale do Dworu Jesieni na pewno jest dalej- powiedział. Teraz Asa mogła się chociaż domyślać skąd Hrothgar wędruje. Co do samego porzucenia, cóż, ciężko było powiedzieć jak było naprawdę, ale z drugiej strony fakt był taki, że chłopiec w pewien sposób został pozostawiony sam sobie.
-Coś więcej? – musiał się na moment zamyślić. -Ma smukły kadłub, sprawia wrażenie, że nie jest głęboko zanurzony, jakby sunął po wodzie. Ma lekko skośne białe żagle. Na galionie ma kobietę z rozwianymi włosami z jedną ręką wyciągniętą w przód- starał się opisać najlepiej jak potrafił.
Spojrzał na swoją rozmówczynię uważniej gdy ta powiedziała, żeby „uważał”. Kiedy zniknęła, mały fae zerwał się z cichym okrzykiem na równe nogi.
-Jak to zrobiłaś? Naucz mnie tak!- znikanie wywarło na nim chyba największe wrażenie do tej pory. O rany, jaka to była fajna umiejętność! Nikt by go nie nakrył na podkradaniu jabłek albo jajek.
Powrót do góry Go down
Asa
369
szlachetny fae
nadworna malarka
blizna półksiężyc na lewym ramieniu
jesienny wiatr, różowy pieprz, jaśmin
https://cursebreaker.forumpolish.com/t46-asa
Temat: Re: Złote klify   Złote klify EmptyPią 2 Kwi - 5:02
Malarka sama nie wiedziała, dlaczego była raz jeszcze zaskoczona odpowiedzią chłopca. W końcu ten od samego początku zdawał się zadziwiać ją na każdym możliwym kroku. Mimo tego uniosła lekko brew w geście zdziwienia, gdy usłyszała nazwę, jaką Hrothgar chciał nadać papierowemu statkowi, wolno powstającemu przed ich oczami.
W porządku, w takim razie będzie to Lament — odpowiedziała, kiwając przytakująco głową. — Jeśli mam być szczera, brzmi to, jak dobre imię dla miecza albo innej, podobnej broni. Chyba nie nazwałabym w ten sposób statku — dodała jeszcze, głośno myśląc ostatnie zdanie. Nic jej było do tego, ale słowa same uciekły jej spomiędzy ust.
Jeśli chcesz, to zabiorę cię ze sobą do portu — zaoferowała, nie odwracając spojrzenia od bloczku. — Przeskoczenie tam będzie znacznie szybsze od przemierzania klifów.
Zachęcając Hrotka kiwnięciem głowy, kobieta miała cichą nadzieję, że podrzuci jej kilka pomocnych wskazówek dotyczących statku. Ciężko było jej narysować coś takiego zupełnie z pamięci, a skoro chciała podarować mu jego własny Lament, wypadałoby, aby był przynajmniej trochę podobny do tego prawdziwego, za którym tęsknił i którego tak dzielnie i wytrwale szukał. Po chwili mógł się nawet zorientować, dlaczego zadała mu to podchwytliwe pytanie, bo każdy szczegół zaczął pojawiać się na kartce, obierając coraz to dokładniejsze kształty. Ciemne kreski pasteli nie przypominały dłużej przypadkowego mazidła, łącząc się raczej w trójmasztowy okręt.
Mam nadzieję, że będzie chociaż trochę podobny — powiedziała do niego z uśmiechem, próbując podłapać na chwilę jego spojrzenie. A gdy na krótką chwilę skupiła się na magicznych sztuczkach...
Nie wiem, jak mogłabym cię tego nauczyć — przyznała zupełnie szczerze. Sama nie wiedziała jak posiadła tę zdolność, aby mogła się nią podzielić z kimś innym. Pewnego dnia po prostu zniknął jej kawałek ręki, a reszta była historią. — Tak właściwie to ile masz lat?
Powrót do góry Go down
Hrothgar
12
szlachetny fae
korsarz
maska na twarzy
morska bryza, mięta, drzewo sandałowe
https://cursebreaker.forumpolish.com/t342-hrothgar
Temat: Re: Złote klify   Złote klify EmptySro 14 Kwi - 20:23
Dla Hrotka, Lament był najlepszą nazwą dla statku na świecie. Głównie dlatego, że to był statek na którym pływał, no a wiadomo lepszego nie było!
-No to jakbyś ty nazwała statek?- postanowił zapytać. Chociaż w sumie rudowłosa miała racje. Lament było również dobrą nazwą dla broni. Może kiedyś nad tym pomyśli.
-Naprawdę? Super!- ucieszył się na obietnicę przeskoczenia. Zawsze to lepiej niż maszerować kolejne parę godzin. Kto wie, może nadrobi czas i dopadnie w końcu ten statek, który gonił przez pół Pyrthianu?
Na razie jednak mały towarzysz Asy, był skupiony na tym jak powstawał rysunek. Widać okręt na papierze musiał być chociaż trochę podobny do opisanego jej oryginału, bo Hrothgar intensywnie wpatrywał się w kartkę i nie zgłaszał, żadnych zażaleń. Mimo to sztuczki okazały się dużo bardziej interesujące od rysunku.
-Och…- zasępił się nieco, kiedy fae mu powiedziała, że nie wie jak go tego nauczyć. Zaraz potem padło pytanie, które nieco odwróciło jego uwagę. Zresztą mały podróżnik, nie należał do osób, które długo by siedziały z nosem na kwintę. Nie da się to trudno, może sam wymyśli jak się nauczyć.
-Dwanaście!- oznajmił dumny z siebie. -A ty? Ile masz lat?- nikt go nie zdążył jeszcze nauczyć, że kobiety o wiek się nie pyta.
Powrót do góry Go down
Asa
369
szlachetny fae
nadworna malarka
blizna półksiężyc na lewym ramieniu
jesienny wiatr, różowy pieprz, jaśmin
https://cursebreaker.forumpolish.com/t46-asa
Temat: Re: Złote klify   Złote klify EmptyWto 20 Kwi - 5:59
Wykonując kolejne ruchy pastelom, Asa zastanowiła się chwilkę nad imieniem, jakim ona nazwałaby swój statek. Było to nie lada zadanie, bo przecież wybranie odpowiedniego i permanentnego imienia dla ważnego przedmiotu w tak krótkim czasie niosło ze sobą pewną presję, jakiej nie sposób było strząsnąć z ramion. Co więcej, nie chciała wypaść źle w oczach chłopca, więc poświęciła temu naprawdę dobrą chwilę namysłu.
Chyba nazwałabym mój statek Ariel, dokładnie tak jak ta syrenka z opowieści. Wtedy bym się nie bała, że prędko zatonie. Albo może Fala — dodała jeszcze jedno imię do woreczka pomysłów. Jeśli miała być szczera, to wcale nie była najlepsza z wymyślaniem nazw i imion. Aczkolwiek poniekąd była zadowolona ze swoich wyborów, jakimi podzieliła się z Hrothgarem.
Widząc, z jakim podekscytowaniem chłopiec zareagował na propozycję wspólnego przeskoczenia do portu, usta kobiety rozciągnęły się w uśmiechu i nie mogła się powstrzymać przed lekkim rozczochraniem włosów chłopca. — To żaden problem — dodała z ciągłym uśmiechem i wróciła spojrzeniem do rysunku, który coraz bardziej przypominał majestatyczny okręt przemierzający połacie nieznanych wód.
Hej — powiedziała do niego i lekko szturchnęła go łokciem, gdy zobaczyła, jak zasępił się na jej słowa o umiejętności. — Jestem pewna, że jak przyjdzie pora na odkrycie twoich umiejętności, to też będziesz umieć robić coś fajnego. Być może twoje sztuczki okażą się jeszcze lepsze od moich — zagaiła, chcąc podnieść go na duchu. Głupio byłoby go zasmucić skoro dopiero udało jej się go jakoś rozbawić. Jednak zaraz po tym sama wybuchła cichym śmiechem. Chłopiec naprawdę miał coś w sobie, co szybko potrafiło ją rozbroić.
Dwanaście to już poważny wiek — odrzekła rozbawiona i pstryknęła go lekko w nos. — Lepiej zapamiętaj na przyszłość, że pytanie kobiet o wiek nie jest zbyt grzeczne. Ale powiem ci to w tajemnicy — dodała i ściszając swój głos, powiedziała mu na ucho, że ma aż trzysta sześćdziesiąt osiem lat.
Powrót do góry Go down
Hrothgar
12
szlachetny fae
korsarz
maska na twarzy
morska bryza, mięta, drzewo sandałowe
https://cursebreaker.forumpolish.com/t342-hrothgar
Temat: Re: Złote klify   Złote klify EmptyCzw 29 Kwi - 21:19
Widać Hrothgar miał inny gust nadawania imion statkom niż Asa. Niby nic dziwnego. W końcu ona była dojrzałą artystką, on zaś dwunastoletnim żeglarzem. Dziwne by było, gdyby ich gusta były podobne.
-Jakieś takie delikatne te nazwy- mruknął sobie. Trochę brzmiały jak nazwy dla okrętu handlowego, a szanujmy się. Hrothgar w końcu pływał na okręcie korsarskim. To był coś. Jego statku miano się bać! Wiadomo, że musiał się odpowiednio nazywać.
-Ja swój statek nazwałbym Furia- rozmarzył się na moment. O to była adekwatna nazwa. Ha, tak właśnie nazwie w przyszłości swój okręt, którego będzie kapitanem. Doskonały pomysł.
-No… może… ale co może być fajniejszego od ruszania przedmiotami bez ich dotykania? TO.JEST.SUPER!- kto wie, może faktycznie w przyszłości jak już odkryje swoje magiczne umiejętności uzna, że one są super? Czas pokaże, już niedługo zresztą.
-Dlaczego kobiet nie, ale mężczyzn już tak? No i w ogóle czemu pytanie o wiek jest niegrzeczne? - jak widać młody fae miał całkiem sporo pytan i wątpliwości dotyczących tego delikatnego tematu. No ale co się dziwić? Jak się nad tym logicznie zastanowić to faktycznie mogło być trochę pokręcone.
Hrotek nieco rozdziawił buzię, gdy Asa mu oznajmiła, ile ma lat. -Wooo to strasznie dużo! - wypalił. Oczywiście nic złego nie miał na myśli.
Powrót do góry Go down
Asa
369
szlachetny fae
nadworna malarka
blizna półksiężyc na lewym ramieniu
jesienny wiatr, różowy pieprz, jaśmin
https://cursebreaker.forumpolish.com/t46-asa
Temat: Re: Złote klify   Złote klify EmptySob 1 Maj - 6:08
To znaczy, że chyba nie byłabym dobrym piratem ani żeglarzem — zaśmiała się malarka, podnosząc swoje spojrzenie znad kartki, na której widniał już prawie zakończony Lament. Chociaż nigdy wcześniej nie miała okazji spotkać tego okrętu i przyjrzeć mu się swoim eksperckim okiem była z siebie dumna, że tak łatwo i szybko rozprawiła się z obrazkiem. Hrothgar chyba podzielał jej zdanie, bo nie poprawiał jej za bardzo a właściwie to nawet wcale. Kobieta musiała przyznać, że byłby dobrym jej asystentem, gdyby tylko miała na takiego miejsce w swoim małym studio w Auguście.
To... jest bardzo dobre imię! — odparła, szczerze zaskoczona pomysłowością chłopca i adekwatnością wybranego imienia. Oczami wyobraźni była w stanie zobaczyć jak fae w różnych portach Prythianu i nie tylko dzielą się między sobą historiami o Furii i jej załodze. — Mam nadzieję, że pewnego dnia usłyszę o tym okręcie. Wtedy narysuje ci jeszcze jeden obrazek — powiedziała pół żartem i pół serio, żeby zaraz po tym oderwać sztywną kartkę od bloczku i wręczyć ją Hrothgarowi. — Proszę, prezent dla ciebie.
Ekscytacja małego korsarza jej umiejętnościami sprawiała, że chciała mu pokazać jeszcze kilka sztuczek. Już prawie sięgnęła po ogień, który niecierpliwie krążył pod jej cienką skórą, ale w ostatniej chwili się powstrzymała. Chłopiec jeszcze nie posiadał żadnej ze swoich umiejętności i takie popisywanie się przed nim mogłoby go w końcu zasmucić. Jeśli miała być szczera, było jeszcze zdecydowanie za wcześnie w dniu, żeby Asa miała się zajmować niepocieszonymi dziećmi. Albo jakimikolwiek innymi dziećmi.
Hmm... — udała, że się zastanawia. — Słyszałam o fae, którzy są w stanie kontrolować różne żywioły. Albo rośliny czy zwierzęta. Inni za to sami potrafią zmieniać się w jakieś zwierzaki. Jeszcze wszystko przed tobą! — pocieszyła go i zmierzwiła mu włosy.
Nie każda kobieta chce się dzielić swoim wiekiem, zwłaszcza te, które są dużo starsze, niż na to wyglądają — oświeciła go, sama śmiejąc się na to stwierdzenie. W rzeczy samej, gdy mówiło się o tym na głos, brzmiało to śmiesznie i dość niedorzecznie. Jednak, gdy tylko komentarz Hrotka opuścił jego usta, wargi Asy rozeszły się w szoku. Trochę prawdziwym i trochę udawanym. Właśnie dlatego nie pytało się kobiet o wiek!
Udając oburzenie, zabrała mu miskę winogron i odłożyła ją po swojej drugiej stronie, z dala od chłopca.
Mali chłopcy nie powinni jeść jedzenia od starych fae. Nawet nie wiesz, a może jestem czarownicą! — powiedziała, próbując przybrać minę krzyczącą "czarownica!".
Powrót do góry Go down
Hrothgar
12
szlachetny fae
korsarz
maska na twarzy
morska bryza, mięta, drzewo sandałowe
https://cursebreaker.forumpolish.com/t342-hrothgar
Temat: Re: Złote klify   Złote klify EmptyWto 18 Maj - 20:43
Wyszczerzył się najszerzej jak tylko potrafił kiedy Asa pochwaliła go za nazwę. No przecież wiedział, że była dobra, ale cieszyło go, że innym też się podobała. Kto wie, może to był ten moment, w którym Hrotek już zadecyduje na przyszłość o nazwie swojego okrętu i za jakiś czas Furia będzie siać postrach na morzach?
-Na pewno usłyszysz! To będzie najlepszy okręt!- oznajmił tak pewny siebie jak tylko potrafili być dwunastoletni chłopcy. Może jeszcze coś by dodał na temat potęgi Furii gdyby nie to, że malarka podała mu swoje dzieło.
-Naprawdę! Super- dało się słyszeć pośród ogólnego zachwytu Hrotka. No bo przecież ten okręt był super.
-Och! Żywioły. Mój tata panuje nad wodą, wiesz? – przypomniał sobie jeden szczegół. Ciekawe czy on też będzie tak potrafił, chociaż takie zamienianie się w zwierzę to też super sprawa. To też jednak szybko poszło w niepamięć, bo Asa postanowiła mu wyjawić czemuż to, kobiet nie pyta się o wiek. Problem tylko w tym, że chłopiec wcale nie wyglądał na przekonanego.
-No ale… dlaczego? Przecież skoro tyle mają to nic na to nie poradzą…- wydął lekko policzki. No nie zrozumie tego. Te kobiety są jakieś dziwne. Zanim jednak zdążył coś jeszcze chlapnąć, ku jego zaskoczeniu miseczka z winogronami została zabrana poza zasięg jego łapek. No nie fair.
-No ale ty nie jesteś czarownicą. Przecież wiadomo, że czarownice są brzydkie i wredne! – proszę bardzo, oto wiedza o świecie Hrothgara. Może to nawet dobrze, że podróżuje po świecie pieszo a nie na statku? Może trochę poszerzy horyzonty.
-No chyba… że jesteś wiedźmą w przebraniu- przymrużył nieco oczy. W końcu na statku mieli takiego jednego gościa co to potrafił zmieniać wygląd. No ale czy Jesienna Fae też tak umiała?
Powrót do góry Go down
Asa
369
szlachetny fae
nadworna malarka
blizna półksiężyc na lewym ramieniu
jesienny wiatr, różowy pieprz, jaśmin
https://cursebreaker.forumpolish.com/t46-asa
Temat: Re: Złote klify   Złote klify EmptyWto 22 Cze - 3:50
Lekki niczym morska bryza nastrój chłopca udzielił się również malarce. Nie sposób było zachować kamienną twarz bądź burmuszyć się bez powodu, gdy przed oczami rozciągał się piękny widok wschodzącego słońca, a chłopiec nadawał obok niej rozweselony niczym katarynka.
Panowanie nad wodą to świetna sprawa — rozmarzyła się i wspierając na dłoniach, odchyliła się do tyłu by wystawić twarz do słońca. — Tylko pomyśl, można sobie napełnić szklankę wody bez wstawania. Albo lepiej! Wanna sama może się napełnić gorącą wodą i czekać na ciebie w łazience. — Co do ostatniej rzeczy Asa nie była w zupełności pewna, ale chci8ałaby wierzyć, że fae posiadający zdolność kontrolowania wody mogli do tego doprowadzić. W innym wypadku byłoby to naprawdę wielkim marnotrawstwem magicznego potencjału i z pewnością mogliby składać zażalenia do Matki za to wielkie niedopatrzenie z jej strony. — Ja sama nie potrafię kontrolować wody, ale za to potrafię sprawić żeby prędko nie wystygła — zaśmiała się lekko i unosząc dłoń, pokazała chłopcu iskry przeskakujące między jej palcami. Co więcej na ułamek chwili każdy czubek palców zajął się ogniem niczym woskowa świeczka. Wszystko po to żeby zaraz zniknąć i zostawić po sobie drobne ogonki dymu, które szybko zniknęły w powietrzu.
Sama nie wiem dlaczego — wzruszyła ramionami. — Ale tak po prostu już jest. Kobiety chyba chcą pozostać na zawsze młode. Przynajmniej ja bym chciała — dorzuciła i mrugnęła żartobliwie do małego korsarza. Miseczka winogron, która przed chwilą odfrunęła od chłopca, otoczyła Asę i wróciła posłusznie do koszyka, a zaraz za nią zaczęły odkładać się inne przedmioty, które również odnalazły swoje miejsce w piknikowym koszu. Wypijając ostatni łyk soku, również karafka wróciła do środka. Najwyraźniej czas na siedzenie i pogaduszki zbliżał się ku końcowi.
Słońce stopniowo zaczęło wznosić się na horyzoncie, okrywając całą okolicę złotą łuną światła.
Może jestem czarownicą — odpowiedziała wolno z wilczym uśmiechem, którego używała do straszenia dzieci w Dworze Jesieni. — W końcu nie wiesz naprawdę kim jestem, więc skąd pewność, że nie jestem czarownicą? — spytała nie spuszczając go z oka.
Powrót do góry Go down
Hrothgar
12
szlachetny fae
korsarz
maska na twarzy
morska bryza, mięta, drzewo sandałowe
https://cursebreaker.forumpolish.com/t342-hrothgar
Temat: Re: Złote klify   Złote klify EmptyWto 6 Lip - 22:11
Chłopiec musiał się poważnie zastanowić nad słowami Asy. No w sumie tak jak mówiła, to panowanie nad wodą nie było wcale takie złe. Minę przy tym miał wyjątkowo poważną, a po chwili było widać, że wpadł na jakiś ge-nial-ny plan. Aż klasnął w dłonie dla dodania dramatyzmu.
-No! I można jeszcze kogoś oblać wodą!- proszę bardzo o to do czego Hrotek będzie w przyszłości wykorzystywał swoje moce. Ułatwienie sobie życia? Nieee, oblewanie ludzi? No jasne. Może wymyśliłby coś jeszcze ale z rozmyślań skutecznie odciągnął go mini pokaz Asy. Przeskakujące iskry pomiędzy jej palcami były ekstra.
-POTRAFISZ KONTROLOWAĆ OGIEŃ!- praktycznie zerwał się na równe nogi z wrażenia.-Też tak chcę…- dodał jeszcze. Tym razem to myślenia przerwała mu lewitująca miseczka z winogronami, a potem reszta rzeczy pakująca się do koszyka. Trochę mu się smutno zrobiło, że to już koniec, ale hej. Fae obiecała, że z nim przeskoczy do portu! Może uda mu się odnaleźć Lament?
-No na pewno nie jesteś. Czarownice są wredne i brzydkie, a ty taka nie jesteś – odpowiedział z typową dla siebie pewnością w głosie. No przecież znał opowieści o czarownicach. Zawsze były brzydkie i wredne. Zawsze.
Powrót do góry Go down
Asa
369
szlachetny fae
nadworna malarka
blizna półksiężyc na lewym ramieniu
jesienny wiatr, różowy pieprz, jaśmin
https://cursebreaker.forumpolish.com/t46-asa
Temat: Re: Złote klify   Złote klify EmptySro 21 Lip - 6:50
Jeszcze nigdy nie spotkałam takiego dziecka jak on — pomyślała sobie z rozbawieniem malarka i pokręciła głową. Na jej ustach majaczył uśmiech, ciepły i szczery czyli jednym słowem nie taki, który często pojawiał się na jej twarzy. Z reguły nie miała do kogo uśmiechać się w ten sposób i to z własnej i nieprzymuszonej przez nikogo woli. Odpychanie od siebie innych fae było jej ukrytym talentem jaki pielęgnowała każdego dnia.
Tak — przytaknęła mu w akompaniamencie krótkich kiwnięć głowy. — Można kogoś oblać — zaśmiała się, nie mogąc dłużej powstrzymywać się przed wizją chłopca biegającego beztrosko wokół jakiegoś skwerku, oblewającego przechodniów przywołaną przez siebie wodą. Na szczęście Hrotek wyglądał na takiego, który ma siłę w nogach i bardzo dobrze, jeśli kiedyś przyszłoby mu do głowy próbować swoich pomysłów lepiej żeby potrafił szybko uciekać.
To jedna z moich ulubionych umiejętności — odpowiedziała w większości zgodnie z prawdą. O ile naprawdę uwielbiała swoją możność kontroli nad ogniem tak nie do końca czuła, aby było to odpowiednie by zdradzić Hrothgarowi jej ulubioną umiejętność. W zależności od odbiorcy... trupi dotyk jaki posiadała potrafił być nieco traumatyzujący. W końcu kto normalny cieszyłby się z czegoś takiego i jeszcze do tego chwalił?
Pomimo dużej różnicy wieku, wzrostowo byli niemal tacy sami. Za kilka tygodni pewnie byliby sobie równi, za miesiące może nawet musiałaby zadrzeć głowę do góry, by móc spojrzeć na twarz chłopca. Teraz jednak zniżyła się trochę żeby móc spojrzeć mu prosto w oczy. Delikatny uśmiech rozświetlił jej twarz, a sama malarka zmierzwiła mu włosy w wesołym geście. — Dziękuję, jesteś naprawdę miły — powiedziała i wyprostowała się. Gdy koszyk był już spakowany i koc schował się do środka, całość zniknęła w jej kieszeni. Nie było potrzeby, aby trzymała go w ręku skoro miała przeskoczyć razem z chłopcem do przystani. Łapiąc go za rękę, spojrzała na niego. — Gotów? — gdy dostała odpowiedz, razem przenieśli się z wysokiego klifu na dość ruchliwą ulicę niedaleko głównego portu Adriaty.
Mam nadzieję, że prędko odnajdziesz swój Lament. — To były jej ostatnie słowa pożegnania jakimi uraczyła obdarować Hrotka, jednak nie był to jedyny "prezent" jaki od niej otrzymał. Gdy rozglądał się po ulicy, Asa wykorzystała chwilę jego nieuwagi i za pomocą swojej magii wsunęła mu kilka monet do kieszeni. Była pewna, że chłopcu przydadzą się znacznie bardziej niż jej — czy to kupi sobie jedzenie albo skorzysta z jakiejś gospody żeby odpocząć. Rzecz jasna jeśli tylko włoży rękę do kieszeni i znajdzie swój "skarb".
Po tym zniknęła. Rozpłynęła się w tłumie przeskakując do własnej pracowni w Dworze Jesieni. I dopiero gdy wyciągała swój bloczek z kieszeni, zorientowała się, że nigdy nie zapytała chłopca o jego imię, ani nie podzieliła się z nim swoim własnym.


z/t x2
Powrót do góry Go down
Nico
75
szlachetny fae
Błyszczące oczy tak ciemne, że niemal czarne, półdługie kręcone czarne włosy, niedbały zarost
świeża morska bryza, drzewo sandałowe, bergamotka
https://cursebreaker.forumpolish.com/t390-nico
Temat: Re: Złote klify   Złote klify EmptyCzw 10 Lut - 9:59
24 II (południe)

Oddychał głęboko słonością bryzy Dworu Lata rozwiewającą jego kruczoczarne futro. Minął niemal miesiąc, odkąd uciekł spod Góry, od Loviatar, która postanowiła go otruć. Umknął jej i odnalazł się tutaj, pośród zwierząt, które przyjęły go jak swego. Wilkom można było zaufać, jego życie stało się proste i przewidywalne. Bezpieczne.

Teraz jednak na moment odłączył się od watahy, by popatrzeć na morze. Czy raczej pochłonąć morze, poczuć jego aromat i bezkres w tej ubogiej formie, jaką oferował klif, nie galeon. Wilk morski, jego bracia i siostry nie zrozumieliby tej miłości, on z kolei nie miał jak w prostych zwierzęcych gestach im tego wytłumaczyć. Tęsknota i muzyka - to były dwa aspekty faeństwa, które  mocno utkwiły w jego zezwierzęconym sercu. Więc patrzył w dal i chłonął bezkres z wywalonym ozorem.

Aż wtedy stało się, wcale nie brutalnie, raczej jak przedwiośnie, które niespiesznie, niezauważenie roztapia śniegi i pozwala pierwszym kwiatom zakwintąć. I tak jak krokusy i przebiśniegi, feerią barw zaczęły słać się po jego umyśle wspomnienia. Mróz kłujący w noc. Ciepło niedźwiedziego futra. Zapach zupy serowej. Rodzinne ognisko otoczone melancholią. Szorstkość dłoni zatopionej między czarnymi kędziorami. Smak krwi i trzymiesięcznego brudu w ustach. Smak zguby.

Proszę, do końca życia pamiętaj, że cię kocham, dobrze?

Nie teraz, ale Nico pamiętał, jak mrozem zakwitło to zdanie. Jak wraz z nim przyszła świadomość potwornej prawdy, którą od siebie odsuwał. Sierść jeżyła mu się na karku, czerń zbielona drżeniem i stresem wrażenia, które doświadczał. Oto pięć Twoich zgubionych lat. Pięć lat odebranych jednym prostym zdaniem wypowiedzianym pośród zimowej tajgi ledwie kilka miesięcy później niż to niepewne wyznanie. W pierwszym odruchu, wobec ogromu uczuć, jakie pojawiły się w jednym momencie, chciał zerwać się i gnać. Na północ, przez granice, przedrzeć się przez zaporę, wytropić tego białowłosego dziada i jeśli Matka da, złapać go za chachły i wykrzyczeć mu wszystko w twarz. Wypłakać. Przytulić mocno i zaśmiać się. Co za żart, wyborny, nie pozbędziesz się mnie tak łatwo. Fae nie miał wiedzy, dlaczego rozkaz opadł, czy może Milo znów poddał się jakiemuś kaprysowi. Kazał mu pamiętać, potem nie pamiętać... Cóż za szalona konsekwencja. Wilcze ciało wciąż drżało, mięśnie rwały, instynkt, pieprzony psi instynkt domagał się wiernego, bezrefleksyjnego gnania ku... ku czemu właśnie? Miłości? Gdyby miał usta, prychnąłby pogardliwie. Bursztynowe oczy zapatrzone były w morze, które było teraz jego kotwicą w tu i teraz. Tu był bezpieczny, z dala od otumaniającej woni bergamotki i igliwia. Teraz otaczała go sól, zapraszającą wizją upragnionej wolności. Trzykrotnie go odprawił. Trzykrotnie pokazał, że są ważniejsze sprawy, ważniejsi fae w jego marnym życiu. A może po trzykroć mówił mu, że go nie potrzebuje? Że mu się znudził? Gardłowy warkot wyrwał się spod chrap, wilcze ciało dziwnie reagowało na te rozbudowane przemyślenia. Co było w końcu prawdą? Niejednokrotnie okłamywał go na każdym kroku. A może to Nico okłamywał sam siebie, zaślepiony i ogłuszony uczuciem?

...nie chciałeś nigdy widzieć mnie jako potwora. Ale nim jestem. To ja zabiłem Mirabellę.

Nie chodziło nawet o księżniczkę, a o całokształt. Te krokodyle łzy, zaciśniętą szczękę wypełnioną hipokryzją, miękkie słowa jak śnieg, który nie daje ciepła, a tylko wyciąga z Ciebie życie i zdrowie. Fałszywa troska. Fałszywa lojalność. Fałszywa miłość. Warkot trwał, dodając nową wibrację, nakierowując napięte mięśnie na atak wobec celu, którego zwierzęca natura nie mogła nigdzie dostrzec. Teraz, gdy widział te wszystkie pięć lat NA RAZ, jak łąkę rozpościerającą się w pełnym słońcu, tak w nim jak i przed nim. Teraz to widział bardzo dosadnie. Miłą był zabawką. Naiwną bardzo. To pewnie dlatego, że nigdy nie lubił czytać książek. Może gdyby je czytał, przejrzałby na oczy szybciej.

Poderwał się na nogi i zaczął biec, lecz w przeciwnym niż północ kierunku. Nagłym zrywem przewrócił się i przekoziołkował po trawie. Zaczął się tarzać nerwowo na plecach, by strząsnąc z siebie wrażenie, wytracić nagromadzoną adrenalinę, poczuć się znów w teraz. Te pięć lat, to też przecież inne twarze. Loviatar, biedna niesłusznie oskarżona przez niego o chęć otrucia, nie chciała przecież zrobić nic złego, tylko przywrócić mu faeńską postać. Rowena... na Matkę, będzie musiał ją przepraszać następną dekadę za to co zrobił. Taika i Hrothgar, dzieciaki z Maskarady, ciekawe co z nimi? Myślał o Matce, o Księciu Tarquinie, których porywem szczeniackiego serca porzucił, tak łatwo odpuścił służbę dla Dworu... to się już nie odstanie, nie widział dla siebie drogi powrotu. A jednak, pozostawała dla niego nadzieja. Za dwa, trzy księżyce klątwa minie i wtedy znów będzie mógł złapać linę w dłonie. Odnajdzie Ionę i nigdy więcej nie zejdzie na ląd. To brzmiało jak doskonały plan. Potarzał się jeszcze chwile, a potem poderwał znów i choć nie było nad nim księżyca, zaczął wyć do morza, jakby chciał przywołać w ten sposó swoją przyjaciółkę. Swoją prawdziwą przyjaciółkę.

A gdy już się zmęczył tym tarzaniem się i wyciem, opadł na trawę klifu, niebezpiecznie blisko jego granicy i przymknął powieki. Nie spał jednak, a układał w głowie piosenkę, którą zaśpiewa, jak tylko w dłoniach znów znajdzie się jego lub jakakolwiek inna lutnia. Zdecydowanie poprawiało mu to nastrój. "Pamiętaj do końca życia...?" Nie będę złamasie. Zdychaj, gdziekolwiek jesteś. Albo spłoń. W końcu tak bardzo lubisz płomienie.


If you're alive
It would be so disappointing
I've survived,
no thanks to you
Did I not bring you some glee Mister Oh, Look at me?
Now I'll burn all the memories of you

All those lonely miles that you ride
Now you'll walk with no one by your side
Did you ever even care
With your swords and your stupid hair?
Now watch me laugh
As I burn all the memories of you

What for do you yеarn?
It's the point of no return
After еverything we did, who we saw
You turned your back on me
What for do you yearn?
Watch that butcher burn
At the end of my days when
I'm through
No word that I've written will ring quite as true as burn

Burn, butcher burn
Burn, butcher burn
Burn, burn, burn, burn, burn, burn, burn, burn
Watch me burn all the memories of you
Powrót do góry Go down
Cassian
364
szlachetny fae
mieszkaniec
Niewielką blizna na prawym boliczku, jasne włosy, poplamione atramentem palce
Cynamon, migdały, miód
https://cursebreaker.forumpolish.com/
Temat: Re: Złote klify   Złote klify EmptyCzw 21 Lip - 1:37
18 VII


Gdy tylko Cassian dostał list od brata rzucił wszystko i jak najszybciej ruszył we wskazane przez niego miejsce. Nawet nie zamierzał ukrywać, że wiadomość go mocno zaniepokoiła. Deus od zawsze był raczej chaotyczny, to fakt, jednak często zachowywał w miarę przyzwoity poziom chaotyczności. Taki, że Cassian i inni jedynie czasem pukali się w głowę, ale nie spodziewali się po nim najgorszego. No cóż, najwidoczniej jednak Thaddeus ten poziom chaotyczności właśnie przekroczył.

Prawdę mówiąc Cassian nie był w stanie nawet powiedzieć, który fragment listy zaniepokoił go najbardziej. Czy ten o byciu na wakacjach z Machiavellą i wyrywaniu się z jej uścisku. Czy ten o zerwaniu z Asą i kupieniu sobie dworku, czy może wreszcie ten, w którym pisze, że go kocha. Deus nigdy nie napisałby w liście, że go kocha. Cholera, przecież kiedyś obiecali sobie, że jak jeden będzie umierał, to ten drugi wyjdzie z pokoju. 

- Zwariował. Zwariował. Oszalał już do końca - mamrotał pod nosem, szybkim krokiem idąc przed siebie. Nikogo nie zastał w domu należącym do ich starego przyjaciela Aarona, więc założył, że Thaddeus musiał być gdzieś w pobliżu, korzystając z uroków natury Dworu Lata.

A może ktoś go porwał? - przemknęło mu przez myśl. - Ktoś go porwał, a on napisał tę wiadomość w taki sposób, by mnie zaalarmować. Tylko kto? Wpadł w jakieś kłopoty z władzami Dworu Lata? Albo gorzej, przespał się z Machiavellą, ta jakimś cudem zaszła w ciążę i teraz przetrzymywała go siłą, by z nią został.

Przyśpieszył kroku.

Najgorsze, że poza niewielkim nożykiem, piórem, notatnikiem i siła słowa, nie miał przy sobie żadnej broni. Zresztą i tak nie sądził, że zdołałby zrobić cokolwiek Machiavelli, nim ona zrobiłaby coś jemu. Najprawdopodobniej, jeśli teoria była prawdziwa musiał się po prostu szybko pogodzić się z tym, że stracił brata. 

Nagle z ponurych myśli wyrwało go ciało. 

Cassian stanął jak wryty. Na malowniczym klifie, w znacznej odległości od niego, leżały zwłoki zwrócone stopami do morza i słońca, które swoim oszałamiającym blaskiem oślepiało Cassiana na tyle, by ten nie mógł zobaczyć szczegółów skąpanego w promieniach martwego fae. Widok pewnie powinien wywołać w nim odrazę, bądź przerażenie, ale pisarz nie mógł oprzeć się myśli, że Kocioł zesłał to ciało po to, by wszyscy pobliscy artyści zyskali dzięki niemu inspirację. Widok był bowiem niemal jak z obrazu. Zielona trawa poprzetykana kamieniami i piaskiem, błękitna toń morska i równie błękitna, ale nieco inaczej, toń niebiańska, które znajdowały się jednocześnie blisko i daleko. Białe, puchate chmury na horyzoncie. Skrzek mew. Ryk i szum fal przypominający mu o tym jednym momencie Zakochanej i Pogrzebanej, w którym Aureliana rzuca się w objęcia morze, by zostać uznaną za martwą i dopiero po latach powrócić do ukochanego Octaviana. A w tym wszystkim było jeszcze to tajemnicze ciało, na razie bez twarzy, leżące Idealnie pośrodku klifu, skąpanego, wraz z całą roślinnością, w złocistych ramionach słońca. Cassian nawet nie zauważył, kiedy wyjął swój notes, gotów napisać za jednym zamachem całe opowiadanie o tym widoku. Już miał rzucić wszystko i zabrać się do pracy, gdy nagle zmarszczył brwi. Coś w ciele wydało mu się dziwnie znajome. Szybko podszedł do niego i zrozumiał, że to nie było, żadne martwe źródło inspiracji, a żywy Thaddeus.

- Deus? - spytał zdziwiony. Z jednej strony ulżyło mu, że jednak nikt nie porwał jego brata. Z drugiej strony był nieco rozczarowany tym, że w przypływie artystycznego uniesienia wziął brata za zwłoki. Czemu nie mógł znaleźć ich obu? I żywego Thaddeusa i martwe ciało jakiegoś innego, obcego im fae? Przyjrzał się młodszemu synowi Elitii. Deus był prawie na pewno pijany. - Dostałem twój list. Znalazłem też testament. Wszystko w porządku? Machiavella jest w ciąży? I co z Asą? To dlatego z tobą zerwała? Po co ci dworek? By wychowywać w nim dziecku? Słuchaj nie ma dowodów na to, że jesteś ojcem. Możemy coś wykombinować, albo oddać je na wychowanie wilkom. Z taką matką powinno się świetnie wśród nich odnaleźć.
Powrót do góry Go down
Thaddeus
352
szlachetny fae
Szpieg
sygnet rodzinny
mięta, jodła, mirra
https://cursebreaker.forumpolish.com/t757-thaddeus
Temat: Re: Złote klify   Złote klify EmptyCzw 21 Lip - 2:43
Słychać było tylko fale oceanu obijające się o skały. Dźwięki wydawane były regularnie, tworząc symfonię natury, która była jakże kojąca. Otuliła do snu z pewnością nie jednego fae. W końcu nie ma nic tak pięknego, jak odgłosy dzikiej, rozkołysanej i frywolnej natury. W ciemności, która ich otaczała, można było pomyśleć, że stanowi się jedność z przyrodą. Poczuć prawdziwe przywiązanie, o którym łatwo zapomnieć w obecnych szybkich czasach. Zza okna czaiły się pojedyncze światełka palonych świec w dalekim sąsiedztwie. Poza tym można było dostrzec blask księżyca odbijający się o wodę. Było pięknie i kojąca. Aż nagle, coś niespodziewanego, enigmatycznego oraz jakże rujnującego aurę spokojnej sielanki. Nieśmiało rozniosło się po pomieszczeniu.

- Ja pierdole – wymamrotał Thaddeus. Leżał w objęciach Machiavelli, a minę miał skwaszoną. Ręką zaczął szukać czegoś. Czy to pióra, aby zapisać swoje kołatające się w głowie myśli? Czy może też poduszki, aby podłożyć ją pod głowę śpiącej na jego klacie kochanki? A może, ale tylko może, szukał świecy, aby móc jeszcze raz spojrzeć na twarz anioła, z którym leżał. Dostrzec jej blond włosy, po kołtunione już i pachnące morską bryzą. Wymieszane z figą, sezamem i mirrą. Czyżby mężczyzna chciał jeszcze raz sztachnąć się zapachem ezoterycznego bazaru?

Nie. Deus szukał butelki, którą wcześniej, profilaktycznie, postawił na drewnianej etażerce. Próbował się napić jej zawartości, kwaskowatego wina, które zdecydowanie nie należało do jego ulubionych. Niestety, był w takiej pozycji, że prędzej sieknąłby tą butlą Machiavellę, niżeli napiłby się z niej. A trochę go to korciło. Tak zakończyć ich historię. Morderstwem i samobójstwem. Pogrzebana i zakochany. Tylko nie w niej, a w malarce, która spierdoliła od niego przy pierwszej lepszej okazji. Szczerze? Nie dziwił się jej. Powoli sobie zaczął na nowo zdawać sprawę, jak fatalnym fae był. Nosz cholera jasna, on leżał w łóżku z byłą narzeczoną, niedoszłą żoną, katem i jego byłą oprawczynią. Zabawił się jej emocjami, bo on wiedział, że u siebie ich nie znalazł. Szukał, naprawdę szukał. Chciał coś poczuć, coś innego niż ta pieprzona agonia wymieszana z żalem do świata i wściekłością. Co prawda, znalazł na chwilę ukojenie. Przez ten czas, gdy się zbliżyli, starał się nie myśleć o niczym. Jednakże to też nie było dobre. Bycie w marazmie to też nie jest dobra rzecz. Szczególnie, gdy po prawie dwudziestu pięciu latach, jest się ponownie, choćby przez dzień, z byłą narzeczoną. Byłą największą miłością. Nie wiedział już, w którym momencie przestała być najważniejszą kobietą w całym jego życiu. Chyba w Ravie, gdy Asa poświęciła mu tyle czasu i dobra. Pokazała mu jak to jest być na nowo szczęśliwym. Ponownie zaczął widzieć słońce, doceniać świergot ptaków i nawet poezję brata. Wtedy mu zdecydowanie odjebało. Bo to chodzi o takie małe, maluteńkie momenty. Milisekundy, nieśmiałe dotknięcia i ukradkowe spojrzenia. Ja Ci spojrzę w oczy, a ty mnie rozbierzesz. Coś w ten deseń.

Pogłaskał Machiavellę po włosach, tak z przyzwyczajenia, odstawił butelkę i wygramolił się z łóżka. Poszukał ubrań, które leżały na ziemi i narzucił na siebie koszulę oraz bieliznę. Nie chciało mu się więcej, w końcu nigdzie daleko nie szedł. Chwycił jeszcze to niedobre wino i westchnął. Ponownie spojrzał na śpiącą kobietę. Przechylił głowę i się zastanowił Zjebałem znowu?. Wyszedł następnie z wielkiej sypialni, zrobionej w stylu wyspiarskim i poszedł do pokoju dziennego. Usiadł na sofie i wziął dużego łyka z butli. Czerwona ciecz spłynęła po jego gardle, a Thaddeus nie wiedział czy płakać czy się śmiać. W końcu, gdy do niego doszło co on na wyrabiał. Zaśmiał się cicho. Najpierw nieśmiało, a potem już na cały głos. Wpadł na pomysł. I to nie byle jaki. Poszedł szukać kartki oraz pióra i napisał list. Kiwał się tworząc te wypociny w rytm pieśni, która leciała mu w głowie. Popijał przy okazji tę anomalię alkoholową i wypalił skręta. Załamał się trochę poziomem desperacji, który reprezentował, ale jebać to. Machiavella miała wyjechać, a on nie chciał zostać sam. Nie mógł znowu skończyć w pojedynkę, bo wiedział, że coś by zrobił. Coś tak złego, że potrzebował nadzorcy. A właśnie nim miał zostać Cassian.

Thaddeus nawet się nie zastanawiał, czy brat przypadkiem nie dostanie zawału widząc te jego wypociny. Nie wpadł na pomysł, że tam to tak wszystko pokręcił, że gorsze to od ustaw w Nocy. Przecież jego brat zatrzymał się na etapie, gdy Deus był z Asą. Szczęśliwy, niepokojąco wręcz oraz planujący piękną przyszłość. A tu nagle mu napisał o Elli, Lecie, dworku i mu wyznał miłość. A to akurat bardzo nie pasowało do persony szpiega. Ani on, ani jego artystycznie uzdolniony braciszek, nie byli wylewni wobec siebie. Jak to zimowe rodzeństwo, za dużo ciepła tam nie było. Jednakże Deus miał większy problem na głowie, a mianowicie przespał się kurwa ze swoją byłą, którą kochał. Ale nie w taki sposób, który dodaje skrzydeł. W taki, który rozbija od środka, a potem próbuje to naprawić na ślinę i słowo zaufania. A jak wszyscy wiemy, Thaddeus miał problemy z zaufaniem.

No i minął może dzień. Blondyn już został sam i jakoś musiał zagospodarować wolny czas. Udał się na złote klify, rozłożył kocyk i położył. Miał koło siebie kolejną butelkę, tym razem mocniejszego trunku i tak po prostu leżał. Jego blade, ale już czerwonawe ciało od słońca, wtapiało się w tło jasnego kamienia. Ponownie miał na sobie lekką koszulę z krótkim rękawem, tym razem w kolorze błękitnym. Dlaczego taka? Bo Asa mu kiedyś powiedziała, że to jest jego kolor. Że jest jak niebo. Tak więc, gdy dostrzegł ją w swej szafie (był się w stanie założyć, że farbowała ją niegdyś Machiavella, której monotonność jego ubrań przeszkadzała), musiał ją wziąć. Była ona rozpięta, a do tego miał również oddychające spodnie, ucięte nad kolanami. Leżał tak więc, otulony promieniami złocistego słoneczka i myślał.  Nad wszystkim i niczym. Głównie to wspominał miłe chwile w swoim życiu. Skupił się na obrazie malarki, pośród nieba i chmur, gdy byli razem w latarni. Tam się całowali, a on komicznie trzymał rękę w kwiatkach. Wróciłby do tamtego dnia i rzucił się z wysokości. Potem myślał o Elli, o tym ile dobra mu okazała przy tym zerwaniu. A on ją znowu wykorzystał. Jak można od kogoś uciec, żeby do niego wrócić?

Co gorsza, miał wyrzuty sumienia. Pomimo zerwania, nie z jego winy (albo przynajmniej, to nie on był inicjatorem), czuł się jakby zdradził Asę. To ją kochał stąd do księżyca. To ona była jego słońcem, które najwidoczniej bardzo parzyło. Bo pomimo tej całej nienawiści wobec niej, nadal tęsknił jak skurwysyn. I nadal kochał.

I wtedy spadł mu z nieba on. Blondwłosy nosiciel pięknego słowa. Słysząc swe imię, Deus otworzył jedno oko i się skrzywił. Cieszył się na widok brata, ale ludzie drodzy. On właśnie był w transie myśli! I nic nie zrozumiał ze słów brata. Jaka ciąża? To testament dotarł? Dzieci? Dworek. No tak, w końcu postanowił go kupić. Ale ojcostwo? No niby z kim? Może i by chciał w końcu mieć własną rodzinę, ale nie na takich zasadach. I prawie na pewno nie z Machiavellą. Przynajmniej nie w tamtej chwili. To byłby bardzo zły moment. Zatem, otworzył drugie oko. Naprawdę nie miał pojęcia co mu do kurwy jasnej odpowiedzieć.

- Cassian – odparł najpierw i ciężko, podniósł się, aby usiąść. Chwycił flaszkę, napił się, a potem podał ją starszemu synowi Drazhana. – Asa mnie rzuciła – westchnął i znowu opadł na koc. Sklepienie było twarde, ale jemu to pasowało. Bolało go nie tylko serce, a i plecy. Ponownie zamknął oczy i wziął głęboki wdech.

- Wiesz Cassian. Najgorsze w życiu jest jak osoba, która dała Ci najpiękniejsze wspomnienia zostaje wspomnieniem. To niszczy fae od środka. – Powiedział chyba najładniejsze zdanie, jakim uraczył Cassiana w całym swoim życiu. – No i z tego wszystkiego uprawiałem seks z Machiavellą. – Dodał już się krzywiąc. – Zjebałem, prawda?
Powrót do góry Go down
Cassian
364
szlachetny fae
mieszkaniec
Niewielką blizna na prawym boliczku, jasne włosy, poplamione atramentem palce
Cynamon, migdały, miód
https://cursebreaker.forumpolish.com/
Temat: Re: Złote klify   Złote klify EmptyCzw 21 Lip - 19:55
Cassian bez zastanowienia przyjął flaszkę i wziął dużego łyka na uspokojenie. Jeśli miał jakoś ogarnąć Deusa, to zdecydowanie potrzebował do tego jakiegoś trunku. Już nie wspominając o tym, ilu przed chwilą najadł nerwów. Zerknął na brata. Dobrze z nim nie było, ale chyba też nie aż tak tragicznie, jak myślał, że będzie.
Na wzmiankę o Asię westchnął jedynie i usiadł obok. Musiał przyznać, że było tu całkiem przyjemnie, a krajobraz, nawet bez trupa, wydawał się całkiem malowniczy.

- Tak, już wspomniałeś w liście - rzucił podając mu z powrotem flaszkę. - I o dziwo też w testamencie. Właściwie to tylko tyle udało mi się z niego odczytać. I, że zostawiasz mi tamtą książkę o ziemniakach. Co się dokładniej stało? Kiedy zerwaliście?

Zmarszczył brwi na jego kolejne słowa. Po pierwsze były one niezwykle ładne, jak na Thaddeusa, a po drugie Cassian zorientował się, że tak naprawdę nie ma zielonego pojęcia, jak mu pomóc w tej chwili. Oczywiście pisał wielkie miłosne historie przeplatane dramatami osobistymi, ale to pozostawało jedynie w sferze jego zdolności literackich. Przecież, gdy przyszło co do czego i sam miał z kimś zerwać, zrobił to w tak zgrabny sposób, że wywołał aferę na całą rodzinę, a tamta osoba dalej się do niego nie odzywała. I teraz to niby on miał udzielać jakichkolwiek rad w tym zakresie?

Westchnął ciężko. No dobra. Musiał się naprawdę postarać. Co by na jego miejscu zrobiła Mussolinia, albo inny bohater Zakochanej i Pogrzebanej.?

- Nieee - zaczął, nie do końca pewny, czy dam wierzył w to co zaraz zamierzał powiedzieć. Nie mógł jednak olać brata w takim stanie. - Nie zjebałeś. No dobra. Może z Machiavellą trochę, ale skupmy się na razie na Asie. Fae ze sobą zrywają. Tak po prostu. Zresztą mówiłeś, że maluje, tak? Artyści są powalenie jeśli chodzi o związki. Wiem coś o tym.

Prawdę mówiąc nie wiedział, co dalej mógłby mu powiedzieć. Nie znał szczegółów jego związku. Wiedział jedynie, że Thaddeus w jednej chwili był szczęśliwy z Asą, a w drugiej leżał zrozpaczony na klifie po zerwaniu i nocy z Machiavellą.
Powrót do góry Go down
Thaddeus
352
szlachetny fae
Szpieg
sygnet rodzinny
mięta, jodła, mirra
https://cursebreaker.forumpolish.com/t757-thaddeus
Temat: Re: Złote klify   Złote klify EmptyPią 22 Lip - 23:50
Thaddeus już w tamtym momencie był całkowicie wypruty z emocji. Najpierw w jego życiu grała muzyka pogrzebowa, która dzięki Asie zmieniła się w piękną symfonię. To było dzieło jego życia. Ten związek, włożył w niego całe serce i próbował wszystkiego byleby się trzymał. Naprawdę, przez te dwa miesiące był szczęśliwy. Może i trochę to trąciło urojeniami i sennymi marzeniami. Może i on sobie ubzdurał trochę i żył w jakichś majaczeniach (prawie że pijackich). I może, ale tylko może, tak naprawdę to wszystko inaczej wyglądało. Ale dla niego ten czas był niczym najpiękniejszy koncert, najlepszej orkiestry Prythianu. Rozkoszował się nim i pławił tym związkiem. Kochał ją najbardziej na świecie, stawiając na wielkim piedestale. Zrobił tym Asie wielką krzywdę, bo gdy okazało się, że to bogini, którą widział. Wcale nią nie była, to wpadł w jakąś histerię. Ale ta pieśń przestała dumnie grać w momencie, w którym Melisandre postawiła mu  w karty. Wtedy do ogarnęły nim takie emocje, że ciężko było to opisać. Złość, smutek, rozczarowanie, żal. Och, jaki on miał wielki żal do świata. Obwiniał go twierdząc, że nigdzie nie było jego winy. W końcu on po tylu latach, w końcu, chociaż raz, chciał mieć szczęśliwe zakończenie. Jednakże, po każdym szczęśliwym zakończeniu jest dzień po. I on właśnie z tego powodu cierpiał niemiłosiernie. I muzyka, symfonia jego miłości, obłudy i stanu maniakalnego, nagle przestała grać. Zatrzymała się, tak samo jak on. Przez dobre kilka dni w ogóle nie wyszedł z tego stanu rozstaniowego. Tkwił w nim zamknięty i cierpiał. Pił, palił opium, zdemolował dom i doprowadził siebie do stanu fatalnego.  W sumie zerwanie zaczął już przeżywać, gdy dowiedział się, że jest ten drugi. Jebaniec od pierdolonych bułek. Deus sam już nie wiedział, czy ona faktycznie go zdradzała, czy to tylko jego paranoja. Jedno było natomiast pewne, on już nikomu nie ufał. W tym sobie.  Sam nie rozumiał jakim cudem mógł wpaść w taki szał, który go ogarnął.

Blondyn widząc jak brat siada koło niego, odsunął się nieznacznie, byleby go tamten nie dotknął. Nie chciał nikogo już więcej przytulać, całować, czy nawet stykać się kończynami. Co to, to nie. Źle się ze sobą czuł. Źle potraktował jedną i drugą. Dwie kobiety, które kochał. Tylko jedna powinna była zostać na zawsze przeszłością, a druga niestety nią została. Z tym się jeszcze nie pogodził, ale apatia, która w niego wstąpiła, trochę dawała ulgi cierpieniu. Oczywiście, ono nie minęło. Jednakże, chyba się powoli godził z tym, że jest tym kopciuszkiem, który całe życie zapierdala na mopie, a potem jeszcze gubi buty. Pysk to miał jak niewiniątko, w tej grzywce i ze smutkiem namalowanym na twarzy. A w rzeczywistości informacje i haki na innych zbierał szybciej, niż wiewiórka orzechy. Jak się mu przysługę zrobi, to dwa razy zapomni, ale każdą urazę do końca życia będzie pamiętał. Szuja z niego była straszna, ale na koniec dnia. To był zwykły fae, którego życie potraktowało jak wyrodna macocha pasierbicę. I chyba mało kto naprawdę sobie zdawał, jeżeli ktokolwiek, jak on naprawdę cierpiał całe swoje życie. I dla niego strata Asy była naprawdę wielką tragedią. Bo pomimo tych wszystkich urojeń, te uczucia były dla niego prawdziwe. A znowu czuł się jak niechciany syn. Znowu był odrzucony i to już przez kolejną osobę. Czuł jakby jego matka miała rację. Tej dziury w sercu nie zapełnił niczym.

I chciał krzyczeć, proszę nie odchodź, kocham Cię nad życie . Ale nie zrobił tego w porę i został sam. Zresztą to by nie pomogło. Rychły koniec związku malarki ze szpiegiem był im pisany. I on wiedział, że nikt tego nie zrozumie. Za wiele lat kłamał, żeby teraz nawet Cassian pojął prawdziwą tragedię Deusa.

- Nie wiem, kilka dni temu. Zostawiła mnie. – Skrzywił się i znowu sięgnął po butelkę od brata. Wziął łyka i pokręcił głową w załamaniu. – Nawet alkohol mi już nie smakuje. Rozumiesz? Ja nie mam już niczego. Nie zależy mi. Znowu będę tylko ja i praca. Tylko to mi wychodzi. – Odparł. Deus do opisywania swoich emocji tak samo się nadawał jak do baletu, czy innego tańca na rurze. Ale próbował jakkolwiek przybliżyć Cassiana do poziomu swojego bólu. A zrobił to poprzez podkreślenie, że nawet napoje wyskokowe, straciły swój smak. Już nie mówiąc o seksie. To była jego kolejna tragedia. Jedna za drugą.

Nie widział sposobu, w jaki miałby naprawić swoje życie. Po prostu nie było takiej możliwości. Chyba potrzebował pomocy, ale to było za dużo lat milczenia i kłamstw, żeby komuś się to udało. Eksperyment społeczny jakim był po prostu się nie udał. Okazuje się, że taki skurwiel pierwszej klasy, jednak nie zasługuje na miłość. Zaczął się nawet bać, że się na nim poznała. Ale potem szybko doszedł do wniosku, że to było realnie niemożliwe. Jak się zna techniki to można z fae zrobić wszystko. I najwidoczniej ten twór, pół Thaddeus, pół szaleniec, najnowsza kreacja mężczyzny. Nie spodobała się Asie. A on naprawdę starał się przed nią otworzyć. Blondyn chciał być sobą, ba, nawet nie raz był. To go też właśnie bolało. Miał wrażenie, jakby malarka stworzyła sobie zupełnie inny obraz go, a potem gdy się okazało, że w rzeczywistości był zupełnie inny. To go zostawiła. Nie wierzył w te jej ogólnikowe wyjaśnienia. Jakieś kurwa przerwy, zagubienie. Po co ona w ogóle wchodziła w nim związek, gdy wiedziała, że tego nie chce? Uważał ją za wręcz okrutną i rzeczywiście znienawidził za to co mu zrobiła. Tylko, że miłość tak łatwo nie mija. To nie kac, który można wyleczyć szklankami wody z cytryną. To stan przewlekłej choroby ducha.

- Fae ze sobą zrywają. To żeś kurwa palnął. Poeta! Filozof. Proszę państwa o to kwiat literacki Prythianu. Fae ze sobą zrywają. – Przedrzeźniał brata wciąż leżąc. Głowa go bolała, plecy też, ale to nawet jak akupresura. Pomagało.Maluje kurwa, artystka się znalazła. Zdradzała mnie pewnie, w kartach mi to wyszło Cassian! W kartach! Znajdę tego chuja to mu tak mordę przestawię, że nowy portret rodowy będzie musiał zamawiać. Tamta mu pewnie chętnie zrobi. – Dodał lekko podjudzony, ale wciąż miał rezygnację na twarzy. Thaddeus już nie chciał. On po prostu miał ochotę przestać to wszystko czuć i skupić się na przeżyciu. – Nie wiem kurwa. Ja już nie wiem stary co jest prawdziwe. Wszystko mi się miesza, myli, napada. Mam wrażenie, że oszalałem. Kurwa, przespałem się z Machiavellą. I wiesz, mam wyrzuty sumienia. Głupie co nie? Baba mnie zostawiła samego z dnia na dzień, a ja ruchać się ze starą miłością nie mogę. Ale jakoś musiałem się odciąć, sam wiesz jak to jest. Albo i kurwa nie wiesz, bo ty gryzipiórku to o romansach piszesz, a ja uskuteczniam.
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Temat: Re: Złote klify   Złote klify Empty
Powrót do góry Go down
 
Złote klify
Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Cursebreaker: Dwór Cierni i Róż :: Prythian :: Dwór Lata-
Skocz do: