Złote klify

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
Matka
666
szlachetny fae
Bogini
Ma stylowy Kociołek
https://cursebreaker.forumpolish.com
Temat: Złote klify   Złote klify - Page 2 EmptyNie 20 Gru - 3:04
First topic message reminder :

Złote klify

Górujące wysoko nad morską tonią klify rozpościerające się na dość znacznej długości wybrzeża Dworu Lata. Oprócz huku roztrzaskujących się u ich podnóży fal i krzyków mew ponad głowami nic nie zakłóca spokoju osób pragnących skorzystać z tych zacisznych miejsc, do których wielu nie zbliża się obawiając się upadku z wysokości. Z drugiej strony klify prezentują się jako doskonałe miejsce na romantyczny spacer, malarską sesję czy zwyczajnie spotkanie z daleko od cywilizacji i towarzyszących jej czujnych oczu.
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Cassian
364
szlachetny fae
mieszkaniec
Niewielką blizna na prawym boliczku, jasne włosy, poplamione atramentem palce
Cynamon, migdały, miód
https://cursebreaker.forumpolish.com/
Temat: Re: Złote klify   Złote klify - Page 2 EmptyWto 2 Sie - 11:53
Cassian, aż uniósł brwi na te tragiczne wieści odnośnie alkoholu. Czyli było, aż tak żle. Zastanowił się przez chwilę nad tym, co tak właściwie powinien teraz powiedzieć. Zdanie Nie no. To nie tak, że ci nic nie wychodzim. Przecież jesteś ekspertem w robieniu ziemniaków nie wydawało mu się szczególnoe odpowiednie, nawet jeśli wypowiedziane w żartobliwie sposób.
- Praca też może być miłością. Każda jedną na dziesięć prostytutek ci to powie - pokręcił głową. To chyba zabrzmiało dziwnie. - Zresztą jeśli obie na ciebie kiedyś poleciały to znaczy, że trafi się jeszcze nie jedna. Może taka, która cię bardziej doceni.

Zerknął jeszcze raz na brata. Czy powinien go jakoś przytulić? Nie, to chyba byłoby zbyt dziwne. Zresztą sam Deus wyraźnie odsunął się od niego, gdy tylko usiadł. Trzeba to będzie zrobić bez naruszania strefy osobistej kogokolwiek. Zmarszczył brwi, zupełnie ignorując komentahk zrywających fae i skupiając się na tym co padło zaraz potem.

- Zdradzała cię? Jesteś pewien? - od tamtego spotkania z Lisą, która korzystając z kart delikatnie mówiąc, powiedziała mu o jego wszystkich problemach, zdecydowanie bardziej wierzył w moc kart, niż kiedykolwiek wcześniej. Jeśli więc wyszło tak Thaddeusowi w kartach, albo po prostu miał na to dowody, to pewnie była to prawda.
- Jeśli chcesz to mogę spróbować jakoś to wybadać - zadeklarował w przypływie jakiegoś dziwnego braterskiego oddania. Dopiero, gdy wypowiedział te słowa dotarło do niego, jak bardzo nie chciał, by Deus zgodził się na ten głupi pomysł. W końcu jak niby miałby to zrobić? Pewnego dnia wbić do domu Asy, licząc, że akurat przyłapie ją z innym fae tworząc nagą sztukę malarską, czy coś w tym stylu?

Głupie co nie?
Tak. To było głupie.

Nie rozumiał czemu Deus znowu zadawał się z Machiavellą. W jego głowie postać tej konkretnej fae jawiła się niemal karykaturalnie, z przekoloryzowanym do granic możliwości charakterem, niemal jak z jakiejś bajki dla dzieci o złych czarownicach, którymi straszyli ich rodzice w dzieciństwie.
Nie rozumiał też czemu tak bardzo wierzył, że nigdy już nikogo nie znajdzie. Przecież znał go. Jasne, czasem bywał specyficzny, ale nie oznaczało to, że nigdy więcej już nikogo nie znajdzie.
Nie chciał jednak zadawać mu teraz pytań. W końcu jaki miałoby to cel? Zamiast tego jedynie westchnął i wyjął swój notes wraz z przyborami do pisania. Nadeszła pora na ratunek ze strony sztuki.

- Wiesz… - zaczął przeglądając swój notatnik w poszukiwaniu czystej strony, co wcale nie było takie łatwe. - !Mi w takich przypadkach zawsze pomagało pisanie. Może nie jesteś poetą, ale jeszcze nie pznamłem nikogo, komu pisanie wrednych wierszyków o swoich byłych nie pomogło chociaż trochę. Powiedz mi tylko, co według ciebie rymuje się z Asa. Cokolwiek. Może być nawet obraźliwe.
Powrót do góry Go down
Thaddeus
352
szlachetny fae
Szpieg
sygnet rodzinny
mięta, jodła, mirra
https://cursebreaker.forumpolish.com/t757-thaddeus
Temat: Re: Złote klify   Złote klify - Page 2 EmptySob 6 Sie - 16:12
Problemem Thaddeusa było faktycznie to, że praca była jakąś jego miłością. Może i ten romans nie był nazbyt udany i nie raz, nie dwa się potykał. Ale na koniec dnia, robił co miał zrobić i był szpiegiem dla samego Kalliasa. Ba, ten mu nawet dał w podziękowaniu kompas! Może i było to głupie, ale naprawdę było to dla Deusa ważne. To, że ktoś go jakoś docenił. Traktował Księcia jak jakiś rodzaj mentora, modelu do naśladowania. Dlatego też, gdy musiał, wybrał go, a nie Machiavellę. I pomimo lat łez i trudów związanych z konsekwencjami straconej miłości, to gdyby musiał podjąć decyzję jeszcze raz. To zrobiłby to jeszcze raz. Ten jego patriotyzm był wyniesiony z domu, ale i również podbudowany latami służby. Całe swoje życie poświęcił dla pracy dla Dworu Zimy i nie zamierzał tego zmienić. W tym się sprawdzał. A że wiązało się to z masą kłamstw, manipulacji, czasem morderstw, to trudno. Taki był krzyż Thaddeusa, który musiał już nieść do końca życia. Chwilami nie było łatwo, ale między Matką, a prawdą. To właśnie to przynosiło mu dumę. Jako jedną z nielicznych dobrych rzeczy, które mógł o sobie powiedzieć było, że właśnie sumiennie służy Zimie. Ta pokryta lodem kraina, była naprawdę ważna dla mężczyzny i nie rozważał żadnej przeprowadzki. Nawet dla miłości. Już raz mieszkał w Wiośnie i nie chciał sobie tego drugi raz robić.

Zresztą ta jego praca dosyć mocno kolidowała z samym zamysłem założenia rodziny. Jak już się przekonał, kobiety nie lubią, jak ich partner znika ni z tego, ni z owego. Przecież on byłby niesamowicie nieobecnym mężem/narzeczonym czy też nawet chłopakiem. Już się o tym przekonała Machiavella, a ona i tak miała ten plus, że faktycznie razem mieszkali. Dla Asy to wygospodarowywał czas z niczego i nie spał byleby zdążyć na sesję portretową. Miłość doprowadza do szaleństwa, a w jego przypadku była to próba pogodzenia kariery szpiega z życiem prywatno-uczuciowym.

Słysząc o prostytutkach, podniósł brew do góry i zerknął na brata rozbawionym wzrokiem. Obydwoje byli wybitnie złotouści i nawet parsknął cichym śmiechem. Cóż za porównanie!
- Ja kocham moją pracę, naprawdę. Ale z duchem patriotyzmu i nie zjesz śniadania, ani nie pójdziesz z nim do łóżka Cassian! Ja nie wiem co ty robisz z tym piórem i atramentem, aż się boję zapytać. Ale nie mieszajmy stary miłości do kobiety, czy też mężczyzny, z miłością do uprawiania szeroko zakrojonej dyplomacji. – Odparł całkowicie poważnie. To było dość nietypowe dla Thaddeusa, żeby w rozmowie z bratem, zachowywał się jak cywilizowany fae. Chyba po prostu stracił te swoją iskierkę, którą nazywano dziwne poczucie humoru i rzucanie pokrętnych tekstów. Nie miał na to siły, ani ochoty. W głębi duszy, nigdy nie był taki wesoły Romek i to się ujawniało. Czas pokazał, że fasada szczęścia musi spaść. Czuł się, jakby zestarzał się o kilka set lat. Młodzieńcza miłość dodała mu skrzydeł, a tracąc je, znowu przygniótł go ciężar rzeczywistości. Niestety w tym przypadku nie wystarczyło udać się do mistrza Astrape, po mechaniczny zamiennik. Zostało mu się leczyć. Albo pogodzić ze zmianami i po prostu żyć dalej w marazmie. – Tylko Cassian, tak między nami kolegami. Czy jest co kurwa doceniać? Kupię ten dworek, spełnię marzenia ojca, będę kimś. Może i już nawet jestem. Ale takich się zawsze znajdzie trzystu. Będą ode mnie ładniejsi, mądrzejsi i z normalnymi pracami. Będą goście, co zagwarantują nawet takiej Asie, normalne życie. Na rynku matrymonialnym w Zimie jestem skreślony. Dzięki sobie. A nie jestem kurwa psem, co jeździł dorożką, żeby zwiedzać zakamarki Prythianu w poszukiwaniu miłości. Pogódźmy się, że ja nie jestem dobrym fae. Nie jestem porządny, nie jestem Tobą. Możesz to sobie nawet zapisać, bo pierwszy raz to chyba ode mnie usłyszysz. Jestem chujową osobą, która wykorzystuje innych i jedyne co jest we mnie wyjątkowe to moje spaczenia psychiczne. Mogą się mną co najwyżej jarać nastolatki, bo aura tajemniczości je kręci.  – Dodał.

W końcu ciężko się podniósł, aby usiąść obok brata, zachowując również pewną odległość. Czy był pewien, że go Asa zdradzała? No kurwa nie. Ale zafiksował się na tym punkcie i chyba łatwiej mu było zrzucić na nią winę, niż pogodzić się z tym, że rzeczy są po prostu. W jego analitycznym umyśle, wszystko musiało mieć ciąg przyczynowo skutkowy. W tym przypadku, padło na zdradę. Ona mnie nie chce, BO ma innego. A nie, że po prostu, ona mnie nie chce. Poza tym te karty same powiedziały, że w tę dziwną grę nie grał sam. Był ktoś inny i choć nie miał żadnych innych dowodów, to się upierał, że coś musiało być na rzeczy.
- Nie jestem pewien, pewien. Ale tak wyszło w kartach i kiedyś mi wspominała, że duch przeszłości powrócił. To wszystko skleja się w jedną całość Cassian. – Odparł. Słysząc ofertę brata, aż się zdziwił. Nie spodziewał się, że starszy syn Drazhana, wyjdzie przed szereg i mu pomoże w ten sposób. Chyba na niefart poety, dla Thaddeusa to był dobry pomysł. – Mógłbyś?! Matko, to by mi pomogło. Ja nie mam siły się już w to mieszać, ale mógłbyś na przykład zagadać kogoś. O z Felixem się zgadaj i moglibyście coś poczarować. – Powiedział trochę bardziej entuzjastycznie niż wcześniej. – Jesteś moim bratem, musisz mieć jakiś gen szpiegowski. Mogę Ci nawet użyczyć moich materiałów. – No i on się rozkręcił. Tutaj już widział Cassa w krzakach z lornetką i szukającego śladów po kochanku. Nie to, żeby to było normalne, ale oni oboje przekraczali granice trzeźwości umysłowej nieustannie. Tacy już byli. Synowie Elitii musieli mieć jakąś tragi-komedię w genach. Przecież Deus nie był jedynym z fatalną miłosną historią. Tylko w przypadku starszego fae, to on nawalił. A tak precyzując, to spierdzielił od swojej niedoszłej żony. Gen ucieczki też najwidoczniej mieli we krwi.

Pomysł na pisanie wiersza, początkowo trochę zdziwił Thaddeusa. Temu kurwa się we łbie poprzewracało pomyślał. Ale po dłuższej chwili oraz po wzięciu kolejnego łyka alkoholu, wzruszył ramionami i uznał, że co mu szkodzi. Spojrzał na brata i chwilę się zastanawiał nad jakimś rymem.
- Asa wybrała innego kutasa
Najwidoczniej każda miłość wygasa
Pewnie rucha urzędasa
Czy innego kurwa złamasa. –
Zarzucił próbując powstrzymać śmiech. Doszedł do wniosku, że on to jednak nie powinien  był sięgać po moc pióra i słowa.
Powrót do góry Go down
Cassian
364
szlachetny fae
mieszkaniec
Niewielką blizna na prawym boliczku, jasne włosy, poplamione atramentem palce
Cynamon, migdały, miód
https://cursebreaker.forumpolish.com/
Temat: Re: Złote klify   Złote klify - Page 2 EmptyCzw 11 Sie - 17:06
Słysząc o pójściu do łóżka z duchem patriotyzmu Cassian zamyślił się na chwilę. Nie. W prawdziwym życiu nie można było przespać się z czymś takim, ale w fikcji… A gdyby tak napisać opowiadanie o dawnym bohaterze wojennym, który całkowicie zatracił zdolność kochania swojego Dworu I pogrążając się w alkoholu czeka na koniec swoich dnia, aż pewnego dnia do tawerny, w której zwykł przesiadywać, przychodzi piękna kobieta, która tak naprawdę jest personifikacją patriotyzmu i…

Ok. Chyba się zamyślił. Szybko skupił się na tym co mówił do niego brat, bo wyglądało to na ważne. Zwłaszcza, że młodszy z nich mówił to całkowicie poważnie. Prawdę mówiąc nigdy nie zastanawiał się nad tym sam. Na razie jego praca mu wystarczała, a po ostatnim nieudanym związku wolał w to wszystko się nie mieszać. Jeszcze znowu zostawiłby kogoś na niedługi czas przed ślubem i znowu byłby problem. Widocznie jednak Deus był na tyle życiowo ogarnięty, by sama praca mu nie wystarczała. 

Na jego kolejne słowa uniósł brwi i pomyślał dłuższą chwilę. 

- Wiesz co o tym myślę? Myślę, że powinieneś przestać oceniać się tak surowo. Jesteś porządnym facetem Deus. Jasne, trochę szalonym, a z dramatyzmem czasem wyprzedzasz matkę, ale nie dziwię się, że zawsze kogoś znajdujesz. Przynajmniej ci zależy nie? A to też całkiem ważne. 7 i ,mówisz o trzystu takich jak ty czekających na Asię. W takim razie gdzieś tam musi być utrzysta takich jak Asa czekających na ciebie, no takich jak Asa poza aspektem zdrady. I aspekcie sztuki. Bez urazy, ale nie chcę z nikim konkurować o tytuł naczelnego artysty w rodzinie. Chyba, że będziesz ją bardzo kochać. Wtedy mogę się nad tym zastanowić.

Naprawdę wierzył, że Deusa stać na kogoś dobrego. Lepszego niż Machiavella i Asa razem wzięte. 

- Ale na Kocioł nie umawiał się z nastolatkami.

Hah… Nie był fanem śledzenia byłej brata, ale w sumie… Jeśli miało mu to jakoś pomóc i były dowodu na to, że ona naprawdę go Zdradzała. W sumie jak trudne może być śledzenie przez chwilę jakiejś osoby? Z drugiej strony to dalej byłoby śledzenie byłej Deusa, a on wątpił w ten legendarny gen szpiegowski. Zerknął na drugiego fae. Eh… Czego się nie robi dla rodziny. 

- Zobaczę co da się zrobić - obiecał, zastanawiając się jak delikatnie prowadzić  Felixa w tę całą aferę. W sumie przydałaby mu się druga osoba do pomocy - O jakich materiałach mówimy?

Nie wiedział, czy on ma gen szpiegowski, ale zdecydowanie wiedział, że Deus posiadał chociaż śladowe elementy genu artystycznego. Nie wiedział, czy to alkohol, czy schodzące z niego zdenerwowanie, ale zaśmiał się, gdy usłyszał ten jakże piękny wierszyk.

Teraz to on wziął łyka i wyrecytował uważając przy tym, by przypadkiem nie wymyślić czegoś obraźliwego o bracie.

- Facet pewnie dobrze całuję
Lecz co z tego, gdy wiecznie w zły otwór celuje.
Asa męczy się z tym nieubłaganie.
A on nawet nie wie, jak zrobić jej na przeprosiny śniadanie.
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Temat: Re: Złote klify   Złote klify - Page 2 Empty
Powrót do góry Go down
 
Złote klify
Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Cursebreaker: Dwór Cierni i Róż :: Prythian :: Dwór Lata-
Skocz do: