O, Merkury, twórco, filozofie i największy wśród mówców, który rządzisz umysłami

Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next
Eligos
599
szlachetny fae
książę Protektor Wykutego Miasta, Generał Niosących Mrok, Pierwsza Tarcza Dworu Nocy, Gwiazda Północna, Pogrobowiec, Zwyrol, Dewastator Emocjonalny, Kuternoga, Cień Kuśtykający Po Kurhanach Wrogów
Spiczaste uszy, broda, laseczka
Heliotrop, tuberoza, benzoin
https://cursebreaker.forumpolish.com/t828-eligos-melphar-beleth#10528
Temat: O, Merkury, twórco, filozofie i największy wśród mówców, który rządzisz umysłami   O, Merkury, twórco, filozofie i największy wśród mówców, który rządzisz umysłami EmptyPią 10 Cze - 21:13

O, Merkury, twórco, filozofie i największy wśród mówców, który rządzisz umysłami

DATA: VIII miesiac, 6 lat przed Wojną Siedmioletnią
MIEJSCE: Morze pomiędzy Dworem Nocy a Vallahanem
OSOBY: Eligos & Morana & sto tysięcy enpeców
OPIS: Tu będzie opis


Panie, który stoisz na wysokości i spoglądasz na pokornych,
który badasz serca i przenikasz sumienie,
Panie duchów, Królu nieba i ziemi, obdarz swą łaską mnie grzesznego,
o Panie, abym podporządkował sobie moce planety Merkury.
O Merkury, najzdolniejszy w logicznej argumentacji, najskuteczniejszy i
najdoskonalszy w mądrości i w każdej nauce;
który rozdzielasz i rozprowadzasz sztukę i rzemiosło każdego nas;
doświadczony i zręczny żołnierzu,
bez Ciebie wszystkie rzeczy ruchome i nieruchome, nie mogą być poznane.
O Merkury, twórco, filozofie i największy wśród mówców,
który rządzisz umysłami; wzywam Cię!

     Minęła wiosna, lato drżało w pełnym rozkwicie, widocznym na otaczającym morzu w postaci skwaru lejącego się z nieba, niczym tak bardzo wyczekiwany deszcz, którego pragnęli wszyscy, poza rolnikami, przygotowującymi się do żniw i obserwującymi z trwogą niebo. Lato to czas modłów do Matki, najpierw o deszcz, aby płody roli nie zmarniały zbyt szybko, aby ziarna nie zasnęły, w połowie rozwinięte, aby owoce pęczniały sokiem w sadach, pośród których odbywają pikniki dziewczęta w białych sukniach i młodzieńcy z rozchełstanymi koszulami i słonkami trawy za uchem. Później modlą się, żeby wybłagany deszcz przestał padać, aby dane było zebrać słomę na czas zimy dla zwierząt i jedzenie, aby nic nie zgniło, nim zagości na stole.
     Trzy statki kołysały się na spokojnych wodach połączone ze sobą znikomą mocą dwóch trapów, prowadzących do środkowego, największego z okrętów,  pod banderą Walkrii. Statek, który przypłynął ze Wschodu, z jednym pokładem i końskim łbem, o biało-czerwonych żaglach w pasy, powiewał banderą Vallahanu, a smukły bryg o białych żaglach, o ostrym dziobie, należał do floty Dworu Nocy, góra Ramiel na fladze z trzema gwiazdami trzepotała wesoło. Pośrodku Verbeny ustawiono stół z przyborami do pisania, lakiem i tygielkiem do rozgrzewania, a także potrzebne dokumenty.
     Wszystkie papiery ktoś obciążył zbereźną statuetką, wyciągniętą z kajuty kapitany, choć należało się nieźle przyjrzeć, aby zrozumieć anatomię, którą propagował bezecny artysta. Na pierwszy rzut oka przypominało to scenę psychotycznej rzeźni i poskręcanych w agonii istnień, zwłaszcza że wszystkie zdawały się mieć jakieś zwierzęce, bardzo wydatne cechy.
     Napięte liny stękały w lekkiej bryzie, a dwie delegacje czekały, aż słońce zejdzie z zenitu, aby spotkać się na rozmowach, koordynowanych przez Walkirie, jako trzecią stronę, bezinteresowną, opłaconą po połowie z obu stron za fatygę wobec tak wygórowanych oczekiwań w kwestii spotkania. Obie delegacje już czekały przy trapach, jeszcze na swoich pokładach, aby jednocześnie stanąć na nim. Czasami taka polityka wymagała koordynacji niemożliwe szczegółowych i delikatnych.
     Halfas wyglądał, jak typowy mieszkaniec Dworu Nocy, ze śniadą skórą, haczykowatym nosem i czarnymi włosami. Jego były długie, niemal do pasa, zaplecione w kunsztownego kłosa. Ubranie mężczyzny świadczyło jasno o jego statusie. Jedwabne szaty kołysały się na wietrze, długa kamizelka, narzucona na koszulę związaną szerokim, materiałowym pasem, luźne spodnie, zebrane w kostkach haftowanym brzegiem. Zarówno mankiety, jak i brzegi kamizelki ciążyły ku dołowi złotymi ornamentami, tak samo jak półprzejrzysty szal, zarzucony dla dodatkowej ozdoby, zupełnie zbędny przy takiej pogodzie.
     Towarzyszyło mu dwóch Legionistów, bardzo wysokich mężczyzn, równego wzrostu, oboje byli w skórzanej zbroi polowej, nikt nie był tak głupi, aby zakładać stal w taką pogodę i to jeszcze na morzu. Oboje mieli bardzo nudne, charakterystyczne dla Nocy jako ogółu twarze, bez niczego szczególnego, co pozwalało ich odróżnić od siebie, włączając w to jednakowe, zaczesane do tyłu fryzury, ukryte pod szalami, chroniącymi głowy od prażącego słońca.
Powrót do góry Go down
Morana
595
szlachetny fae
Felczer / cyrulik, miejscowy arbiter
---
Cyklamen, Mięta zielona, Mech dębowy
https://cursebreaker.forumpolish.com/t422-morana
Temat: Re: O, Merkury, twórco, filozofie i największy wśród mówców, który rządzisz umysłami   O, Merkury, twórco, filozofie i największy wśród mówców, który rządzisz umysłami EmptyPią 10 Cze - 21:42
     Na środku pokładu Verbeny, pomiędzy przerwami w burtach, gdzie zamontowano trapy,  czekała na obie strony negocjacji komandor Halkyone w obstawie kilku swoich bezpośrednich podwładnych, ubranych w letnie wersje paradnych mundurów marynarki, mimo nieznośnego gorąca. Odzież ta różniła się od klasycznych mundurów Walkirii, zresztą samozwańczy specjaliści teorii wojskowości niejednokrotnie dywagowali nad tym, czy tak naprawdę załogę Verbeny można było oficjalnie zaliczyć do szeregów wojowniczek, czy też stanowiły coś w rodzaju pobocznego oddziału, który tylko blisko z nimi współpracował, z uwagi na pozycję samej Halkyone. Imię komandor znane było wśród szeregowych z garnizonu jako postrach. „Myślisz, że tutaj jest ciężko?  Poczekaj, aż za karę wyślą cię do pułkownik Charybdy na rejs, wtedy zobaczymy”, mawiały Walkirie swoim młodszym siostrom w ramach przestrogi. Te nieliczne, które z rozmaitych powodów dołączały do stałych załóg okrętów, rzadko wracały na ląd. Rzadko lub nawet wcale.
     Rosła czarnoskóra kobieta o twarzy pokrytej nierównościami głębokich blizn, czekała, aż przedstawiciele Nocy i Vallahanu staną naprzeciwko siebie. Za jej plecami, tuż przy kasztelu rufowym, Major Kirana wydawała ostatnie rozkazy swoim dziewczętom, robiąc przemarsz wzdłuż burt, gdzie żołnierki stały w równiutkim szeregu, w regularnych odstępach, zwrócone twarzami do morza. Odziane w zdobione tłoczeniami skórzane napierśniki Walkirie nosiły także płytkie lniane kaptury chroniące głowy przed agresywnym słońcem, trochę podobne do tych, które ubierali nomadowie z Dworu Dnia. Każda z nich miała czerń pod oczami, w rękach zaś duże, podkute prostokątne pawęże z banerami kobiecej armii na wierzchu.
     Ponad zwiniętymi żaglami, wkoło bocianiego gniazda, krążyły dwie sylwetki, jedna o skrzydłach ilyrskich, druga – peregryńskich. Powolny, płynny taniec w powietrzu, rzucający ruchome cienie na pokład, ułatwiał rozpoznanie, dawał wgląd na deski towarzyszących statków, a także na to, co kryło się pod powierzchnią wody.
     Sama Kirana również miała swoją własną, niewielką obstawę w postaci czterech podwładnych, które pomagały jej podawać rozkazy dalej wzdłuż obwodu burty, gdy zmienny wiatr połykał słowa w locie i niósł je nie w tę stronę, co trzeba. Kiedy tylko interesanci obydwu krain postawili ostatnie kroki na schodkach i znaleźli się na największym okręcie, przy stole z przygotowanymi dokumentami – padł okrzyk zarządzający wzniesienie magicznych barier i major razem z czterema Walkiriami wróciły na środek, dołączając do Halkyone.
     Stanęły w pięcioosobowym szeregu, w pozycji swobodnej, z rękoma założonymi za plecy i wyeksponowanymi mieczami u pasów. Od lewej do prawej: filigranowa, mocno opalona dziewczyna o szerokim nosie i kręconych, czekoladowych włosach, obok strzelista fae o gęstej czuprynie, srebrzystej jak u staruszki, wystającej spod szala, Major Kirana pośrodku między nimi, po jej lewicy dziewczyna o ciemnych oczach, wydatnych ustach i z włosami zaczesanymi do tyłu, skrytymi pod przewiewnym kapturem, a na samym końcu skośnooka wyższa fae o twarzy okrągłej jak księżyc w pełni.
     Półprzezroczysta kopuła bariery falowała nad okrętem floresami załamanych promieni światła. Ilyrka razem z peregrynką wciąż krążyły poza wielką tarczą, patrolując morze. Komandor Halkyone rozłożyła ramiona powitalnie.
Powrót do góry Go down
Eligos
599
szlachetny fae
książę Protektor Wykutego Miasta, Generał Niosących Mrok, Pierwsza Tarcza Dworu Nocy, Gwiazda Północna, Pogrobowiec, Zwyrol, Dewastator Emocjonalny, Kuternoga, Cień Kuśtykający Po Kurhanach Wrogów
Spiczaste uszy, broda, laseczka
Heliotrop, tuberoza, benzoin
https://cursebreaker.forumpolish.com/t828-eligos-melphar-beleth#10528
Temat: Re: O, Merkury, twórco, filozofie i największy wśród mówców, który rządzisz umysłami   O, Merkury, twórco, filozofie i największy wśród mówców, który rządzisz umysłami EmptyPią 10 Cze - 23:28
     Melphar nie wyglądał jak on sam. To znaczy, jego kłamstwo było utkane pośród prawdy. Skóra była o ton jaśniejsza i bardziej pomarańczowa, charakterystyczny nos został zmniejszony, oczy jednak się nie zmieniły, pokrył iluzją za to brwi oraz kształt ust, tworząc kogoś, kto mógł być jego dalszym kuzynem, kreując twarz znajomą, ale niewystarczająco, aby stwierdzić, gdzie się ją widziało. Halfas również go nie rozpoznał, chociaż tego Eligos się obawiał najbardziej, jako że oboje znali się z Dworu Koszmarów. Dyplomata jakoś nie skojarzył go po głosie. Nie, żeby książę odzywał się zbytnio do tamtego i w Twierdzy i podczas rejsu.
     Personalnie książę nie lubił śliskiego mężczyzny i jego podchodów, czasami miał ochotę wyrwać mu język przez oczodół, ale nigdy nie było okazji, która usprawiedliwiała takie zachowanie wobec polityka. Postanowił zwracać tylko tyle uwagi, ile potrzebował, aby spełnić swoje obowiązki jako Legionista wedle swojej przysięgi. Obowiązku, który miał kierować nim od pierwszego tchu, aż do ostatniego.
     Stojąc za politykiem, obok drugiego Legionisty, utkwił swój wzrok ponad ramieniem tamtego. Delegatura Vallahanu zdecydowanie robiła wrażenie. Kobieta, stojąca na czele, jako dyplomatka, nie miała może najwyższego wzrostu, jednakże jej odsłonięte ramiona przypominały dębowe pnie, białe, kręcone włosy zlewały się z futrem wilka, którego łeb miała założony na głowę. Bardzo zastanawiał się, jak mocno się pociła w swoim odzieniu, skoro jemu już przeszkadzało to, że czarny, lniany kaptur na jego głowie ściągał więcej słońca, niż jasne, Walkiriowe.
     Idyth była ubrana po męsku, tak samo jak towarzyszący jej zbrojni, w kilt w kratę i koszulę sznurowaną na przodzie. Pas, szeroki, z klamrami, musiał ważyć przynajmniej kilka kilogramów. Ona nie nosiła broni, ale mężczyźni już tak, tarcze i topory.
     Eligos szacował możliwości, gdyby wzięli się za łby, a Walkirie nie interweniowały. Musiał przyznać, kwasząc się w duchu, że nie wyglądało to za dobrze. Idyth może nie miała broni przy sobie, ale blizny na jej przedramionach i szerokie knykcie na długich palcach stanowiły wystarczającą odpowiedź w kontekście przynajmniej zainteresowań kobiety. Bardzo możliwe, że gdy słowa nie wystarczyły w podpisaniu warunków, używała do tego fizycznej perswazji. Halfas pod względem walki był bezużyteczny, zaczynając od jego umiejętności fizycznych, jak i magicznych. Przed byciem otyłym, jak niektóre ludzkie zwierzątka fae, tuczone dla zabawy, żeby zobaczyć limity ich ciał, chroniła go tylko magia.
     On i Avan zasalutowali najpierw gościom, a później major oraz komandor, natomiast Halfas wykonał elegancki, zgrabny pokłon, niezbyt głęboki, ale dość, żeby nikt nie poczytał to za obrazę, nawet jeśli wojowniczki w nosie miały takie gesty.
Powrót do góry Go down
Morana
595
szlachetny fae
Felczer / cyrulik, miejscowy arbiter
---
Cyklamen, Mięta zielona, Mech dębowy
https://cursebreaker.forumpolish.com/t422-morana
Temat: Re: O, Merkury, twórco, filozofie i największy wśród mówców, który rządzisz umysłami   O, Merkury, twórco, filozofie i największy wśród mówców, który rządzisz umysłami EmptySob 11 Cze - 1:47
     Cztery Walkirie po obydwu stronach Major wyprężyły się na baczność jak na komendę, strzeliły obcasami i uderzyły się w pierś, zaś dziewczyny Charybdy, te w letnich paradnych żakietach, zamiast salutu uniosły lekko ronda kapeluszy. To tyle w kwestii oddania honorów, po tym oszczędnym geście kobiety znów stanęły luźno, na rozstawionych nogach i z rękoma do tyłu, kładąc cały ciężar spotkania na osobie atletycznej pani komandor.
     — Dostojni ambasadorowie, od chwili postawienia pierwszych kroków na pokładzie Verbeny,  znajdujecie się w bezpiecznej strefie niczyjej. Na honor i krew moich przodków, jako kapitan tego okrętu, gwarantuję, że zawarta umowa będzie bilateralna, a Walkirie występują wyłącznie w charakterze świadków tego uroczystego wydarzenia, całkowicie bezstronnie, nie sprzyjając ani nie ujmując żadnej ze stron, na co zresztą, przypominam, zgodnie przystaliście — zaczęła Halkyone. Miała niski, czysty i donośny głos, wprost stworzony do siłowania się z wiatrem. Łatwo było wyobrazić ją sobie wykrzykującą rozkazy podczas sztormu, hardo i przenikliwie jak dźwięk wojennego rogu tnący pole bitwy, tak samo jak śpiewającą melodyjne szanty pospołu ze swoją załogą, gdy morze uspokajało się i wiatr przestawał wściekle szarpać żaglami. —  Delegaci Vallahanu na Kontynencie, delegaci Dworu Nocy Prythianu, raczcie przekazać w ręce Major Kirany glejty, świadectwa  waszych pełnomocnictw.
     Kirana wystąpiła przed szereg i wyciągnęła ramiona w obie strony ponad stołem, oczekując, że otrzyma od Halfasa oraz Idyth oficjalne dokumenty podpisane przez realne głowy obydwu paktujących krain. Była to zwyczajowa praktyka stosowana przez Walkirie, gdy przychodziło im mediować pomiędzy stronami, mimo że wszystko było już wcześniej ustalone, negocjacje dawno zakończone i wszystkim było wiadomo, wszem i wobec, kto miał się stawić na podpisanie paktu jako reprezentant. W tym obyczaju chodziło jednak nie tylko o dopełnienie uroczystej tradycji, wymagającej przydługiego (i trochę męczącego) wstępu przed właściwą częścią zawierania umowy, był w tym też element czysto praktyczny: należało ostatecznie potwierdzić tożsamość emisariuszy i prawdziwość ich poselstwa. Wśród faerie, którzy potrafili oczarowywać i zmieniać swe oblicza niczym maski, podejrzliwość była podstawową wręcz cnotą. Zwłaszcza gdy było się opłacanym mediatorem i oficjalnie propagowało się bezstronność i apolityczność. Pieniądze nie grały choćby w jednej dziesiątej tak wielkiej roli co nienaganna reputacja.
     Dwa pergaminowe rulony trafiły w ręce oficer Walkirii, ta zaś przekazała je jednej ze swoich podwładnych – tej drobnej, opalonej, z burzą czekoladowych loczków. Dziewczyna rozwinęła najpierw jeden zwój, potem drugi, sprawdziła podpisy i pieczęcie, jednocześnie używając na nich magii pozwalającej zajrzeć w przeszłość. Gdy skończyła, zwinęła rulony z powrotem i skinęła głową Kiranie. Wówczas Major wybrała inną dziewczynę z szeregu, tę, która stała wcześniej tuż po jej lewej ręce, by z jej pomocą przejść do drugiej, równie nudnej części protokołu. Ciemnooka fae z włosami gładko zaczesanymi pod kapturem, zwracając się najpierw do Idyth, odezwała się głosem, który książę Eligos miał okazję słyszeć już wiele razy.
Głosem jego niegdysiejszej partnerki treningowej.
     — Wypowiedz wszystkie swe pełne, prawdziwe imiona, pokaż prawdziwe oblicze. Jeśli nosisz na sobie magiczny pozór, porzuć go teraz i przysięgnij szczerość, na cokolwiek, w co wierzysz.
     Dla postronnych miało to brzmieć niewinnie; kolejna napisana bardzo starodawnym językiem formułka urzędowa, straszliwie sztywna i przydługa, jak każdy zresztą konwenans. Dla podtrzymania pozoru, Morana trzymała w dłoni artefakt, który podobno pozwalał przejrzeć kłamstwo. W rzeczywistości magiczny przedmiot grał jedynie rolę rekwizytu, straszaka, na który wszyscy mogli sobie popatrzeć. Prawdziwą rolę – wprawdzie równie epizodyczną, co jej koleżanka od pergaminów – odegrała sama Morana, swoimi przesyconymi magią słowy naginając delegatkę do prawdomówności. To samo później zrobiła z Halfasem, a gdy jej krótki występ dobiegł końca, wycofała się z powrotem do szeregu i już więcej się nie odezwała.
Powrót do góry Go down
Eligos
599
szlachetny fae
książę Protektor Wykutego Miasta, Generał Niosących Mrok, Pierwsza Tarcza Dworu Nocy, Gwiazda Północna, Pogrobowiec, Zwyrol, Dewastator Emocjonalny, Kuternoga, Cień Kuśtykający Po Kurhanach Wrogów
Spiczaste uszy, broda, laseczka
Heliotrop, tuberoza, benzoin
https://cursebreaker.forumpolish.com/t828-eligos-melphar-beleth#10528
Temat: Re: O, Merkury, twórco, filozofie i największy wśród mówców, który rządzisz umysłami   O, Merkury, twórco, filozofie i największy wśród mówców, który rządzisz umysłami EmptySob 11 Cze - 8:37
     Wziął głęboki oddech, słysząc znajomy głos, którego nie słyszał od pamiętnej nocy, a który tak nie pasował mu do płaskiej przestrzeni, otwartej wody. Nie był w stanie rozpoznać nut jej zapachu pośród tak wielu spoconych fae. Może i ona go nie rozpozna. Byli tak blisko, ale liczył, że magnoliowe smarowidło, którego użył dyplomata oraz ostre, piżmowe zapachy futra ukryją jego słodkie, kwietne tony, które również próbował stonować cierpkim, męskim drzewnym perfumom w wosku. Zimny pot przeszedł go, gdy przyszła pora na przysięgę i odkrycie. Zacisnął usta w kreskę, aby skryć nerwowość, jednak jego magia nie dotyczyła. Niemal skrzywił się w imitacji uśmiechu i zdegustowaniu, gdy zauważył, jak znika lekko poprawiony wygląd dyplomaty, przynajmniej to, co mógł dojrzeć, widząc ledwie jedną trzecią policzka tamtego.
     Dyplomaci zasiedli na krzesłach naprzeciwko siebie, bez słowa. Na uściskanie rąk nadejdzie czas, gdy wszystko zostanie przypieczętowane i podpisane. W teorii było to otwarcie na nowo drogi handlowej, która przysporzyłaby obu krainom dość sporego dochodu, ale w praktyce, pod całością kryło się dużo więcej zawiłości. Nie chodziło jedynie o pokój, o handel, ale wpływy na całym tym odcinku morskim, niekontrolowane przez nikogo, wypełnione piratami i łupieżcami, niemającymi niczego za świętość. Jego fascynowała wiara. Obserwował swoją matkę, jej modlitwy, słuchał Morany i jej słów. Widział swoich przyjaciół, którzy w wierze w cuda, wchodzili w okręgi z kamieni w środku lasu i mógł usłyszeć, jak ich oddech zamiera w zmyślonym uniesieniu, jakby mogli wypełnić przestrzeń pomiędzy kolejnymi uderzeniami serca. Czasami myślał o tym, że przyjemnie jest mieć takie miejsca, w których myśl i emocje zamierają dla czegoś świętego.
     Myślał, że sam takie miał, lecz nie w lasach, a w kamiennych podziemiach. Sala Tronowa Wykutego Miasta. Kiedyś, nad ranem, nie mogąc spać, usiadł na tronie, którego chroniły rzeźbione potwory, tronie swojego brata, czując tę boską ciszę, wywyższenie. Wtedy jeszcze nie było Rhysanda. Gdy tamten się urodził, uczucie zniknęło, magia się od niego odwróciła. Tron nie był dla niego i musiał się z tym pogodzić.
     — Wedle papierów, tutaj właśnie, gdzie stoimy, przechodzić będzie granica naszych zasięgów oraz obowiązków — zaczęła kobieta szorstkim, przyjemnym głosem, który kojarzył się ze starszymi śpiewaczkami, które snuły swoje melodie, paląc tytoń w fajkach, a Halfas rozłożył papiery, oglądając przez chwilę nonszalancko figurkę. Dyplomatka popatrzyła krzywo na niego, jakby uznała to za brak dyskrecji w jakichś fascynacjach. Melphar nie zdziwiłby się, gdyby tak było.
     — Książę żąda zmiany, aby statki mogły wypływać, w razie pogoni za piratami, jedynie sto metrów w głąb terytorium — powiedział dyplomata, a Eligos ledwie powstrzymał zmrużenie oczu, podkreślonych czernią przeciwko słońcu. Nic nie słyszał o zmianach, nie podobało mu się to. Nie podobał mu się fakt, że był tutaj obecny incognito, a z rozmowy z kapitanem wynikało, że został przydzielony do tej misji przez swojego brata.
     Coś mu się nie zgadzało.
Powrót do góry Go down
Morana
595
szlachetny fae
Felczer / cyrulik, miejscowy arbiter
---
Cyklamen, Mięta zielona, Mech dębowy
https://cursebreaker.forumpolish.com/t422-morana
Temat: Re: O, Merkury, twórco, filozofie i największy wśród mówców, który rządzisz umysłami   O, Merkury, twórco, filozofie i największy wśród mówców, który rządzisz umysłami EmptySob 11 Cze - 14:05
     Żadna z Walkirii, ani tych od Kirany, ani od Halkyone, nie zareagowała na owo roszczenie w żaden sposób. Zero komentarzy, zero podejrzanych odgłosów ani oznak niepokoju, niewzruszone były twarze wojowniczek czujnie obserwujących papiery na stole oraz ręce delegatów. Gdy przychodziło do negocjacji, miały się one odbywać wyłącznie pomiędzy Idyth a Halfasem, dopóki żadna ze stron nie poprosi o interwencję lub nie poprosi się o reakcję jakimś nierozsądnym ruchem.
     Cztery wojowniczki Major miały nieustanne baczenie na towarzyszy ambasadorów. Traf chciał, że uwaga Morany była pochłonięta stroną Vallahanu, dlatego nic w przykrywce Eligosa nie wzbudziło w niej żadnych podejrzeń. Nawet się go tutaj nie spodziewała, toteż nie wypatrywała jego znajomych rysów, niecierpliwie a trwożnie, z trzepoczącym sercem i duszą na ramieniu. I bardzo dobrze. Przynajmniej myśli o nim nie rozpraszały jej i mogła skupić się jak należało, co zresztą widać było na jej twarzy i w ciemnych, przenikliwych oczach z sadzą na dolnych powiekach.
     Widziała, jak mężczyźni w kiltach zmarszczyli brwi, jak białowłosa Idyth z ponurą koroną z wilczego czerepu rzuciła bardzo wymowne spojrzenie Halkyone, jak na jej jeden kącik jej ust wkradł się ironiczny uśmieszek. „Szybko się zaczęło”, wyglądała jakby to właśnie chciała powiedzieć. I jakby sto razy bardziej wolała robić interesy z gronem muskularnych kobiet, niż ze śliskim klientem, który był na tyle próżny by kryć niedoskonałości wyglądu magią. Używanie makijażu było takie niemęskie.
     Zmiana zdania w ostatniej chwili, gdy było tyle czasu aby zdążyć zawrzeć ją uprzednio w papierach. Klasyka. Idyth pokiwała głową.
      — Sto metrów — powtórzyła po nim. — Zdajecie sobie sprawę, jaka jest średnia długość galeonu? Karaki? — spytała, ale najwyraźniej było to tylko pytanie retoryczne, bo nie dając mu czasu na odpowiedź Idyth splotła sążniste ramiona na piersiach i kontynuowała: — Zasadność tego „żądania”?
Powrót do góry Go down
Eligos
599
szlachetny fae
książę Protektor Wykutego Miasta, Generał Niosących Mrok, Pierwsza Tarcza Dworu Nocy, Gwiazda Północna, Pogrobowiec, Zwyrol, Dewastator Emocjonalny, Kuternoga, Cień Kuśtykający Po Kurhanach Wrogów
Spiczaste uszy, broda, laseczka
Heliotrop, tuberoza, benzoin
https://cursebreaker.forumpolish.com/t828-eligos-melphar-beleth#10528
Temat: Re: O, Merkury, twórco, filozofie i największy wśród mówców, który rządzisz umysłami   O, Merkury, twórco, filozofie i największy wśród mówców, który rządzisz umysłami EmptySob 11 Cze - 17:07
      Dyplomata zaczął coś opowiadać o ukrytych inwazjach, łupieniu statków pod kłamstwem , a Melphar przestał kryć zdziwienie. Nie dla siebie, dla drugiej delegacji, wyglądającej na naprawdę oburzonych słowami mężczyzny. To nie brzmiało, jak dyplomacja, to brzmiało jak wzburzanie ognia, dźganie spokojnego zwierzęcia, aby w końcu się uruchomiło. Rzucił spojrzenie na kapitana, który odwzajemnił je kątem oka. Oboje wtajemniczeni w sytuację, wyglądali na zmieszanych całością. Zaczęli wymieniać między sobą znaki palcami, dużo bardziej skomplikowane, niż te, które ustalił z Moraną, starając się utrzymać je niewidoczne.
      Avan przerwał monolog, który stawał się coraz bardziej obraźliwy, dla obu stron, uderzając Keifara w stroń łokciem i popychając go na bok, tak, żeby spadł z krzesła, pod nogi Melphara, ten wygiął rękę arystokraty do tyłu i oparł się kolanem o jego głowę, tak, żeby nie zmiażdżyć, ale unieruchomić, aby tamten poczuł zagrożenie. Eligos rozłożył nad nimi barierę, która nie pozwalała mu usłyszeć niczego, ale też nie dawała użyć żadnej magii wobec innych, niż on sam. Trwało to ułamek sekundy.
Delegacja Vallahanu wyglądała na mocno zaskoczoną, ale jakby przeczuwali, że coś jest nie tak. Dwaj mężczyźni ugięli lekko nogi, szykując się do obrony dyplomatki, obnażyli też broń, ale nikt nie zaatakował, oprócz oczywistego działania dwójki Legionistów.
      — Proszę o wybaczenie, Wasza Możności, pani Idyth, komandor Halkyone, major Kirano — zaczął Avan, mówiąc bardzo, bardzo szybko, aż prawie nie starczyło mu tchu, zaczynając właściwie od razu, gdy przyłożył Keifarowi. — Jestem Kapitan Avan, zostałem wtajemniczony w treści traktatu i mam zgodę na przerwanie pertraktacji w razie nieprawidłowości, a…
      Walkirie na pewno musiały się zastanowić, co zrobić, skoro swoi bili swojego. Nie było jednak czasu, bo w tym momencie peregrynka wylądowała na pokładzie, przerywając nerwowy monolog Kapitana Niosących Mrok.
      — Dwa statki płyną z zachodu, wyglądają jak fregaty. Nieznane bandery.
      Avan uniósł spojrzenie rozszerzonych oczu na wojowniczkę. Zdrada. Tylko kogo i dlaczego. Czy to Książę, czy dyplomata?
Powrót do góry Go down
Morana
595
szlachetny fae
Felczer / cyrulik, miejscowy arbiter
---
Cyklamen, Mięta zielona, Mech dębowy
https://cursebreaker.forumpolish.com/t422-morana
Temat: Re: O, Merkury, twórco, filozofie i największy wśród mówców, który rządzisz umysłami   O, Merkury, twórco, filozofie i największy wśród mówców, który rządzisz umysłami EmptySob 11 Cze - 18:26
     Atmosfera zaczęła mocno tężeć już od momentu, gdy Idyth spojrzała ponad ramieniem Halfasa na jego dwóch przybocznych i dostrzegła ich zaskoczone, ostrzegawcze miny. Biała Wilczyca znów zerknęła porozumiewawczo na komandor i tylko dyskretnie pokręciła głową, a od chwili, gdy doszło do napaści Legionistów na ich własnego dyplomatę, wiele rzeczy wydarzyło się jednocześnie: Vallahańczycy spięli się za plecami Idyth, dwie z Walkirii Kirany natychmiast roztoczyły ochronne kopuły wokół obydwu delegacji, separując od siebie ambasadorów z kontynentu i tych z Prythianu – chociaż w przypadku drugich jedna z żołnierek spóźniła się dosłownie o sekundę, bo Eligos zdążył już wyczarować swoją; pozostałe dwie dziewczyny, te, które nie używały magii, opanowanymi ruchy obnażyły miecze, na wypadek jakiegoś zagrożenia z zewnątrz barier, dopuszczając możliwość, że pod główną tarczę, którą objęty był cały okręt, mogli dostać się niewidoczni lub skryci w cieniach sabotażyści.
     Peregrynka zaalarmowała ich o napływających okrętach, Halkyone wyciągnęła zza pasa rozkładaną lunetę i wspięła się po schodkach na kasztel, skąd rzuciła do dwóch swoich podwładnych rozkaz o rozpoznaniu, a sama zaczęła wypatrywać przybyszów na horyzoncie przez teleskopowe szkło. Na chwilę zrobiono niewielką wyrwę w zewnętrznej barierze, by dwie żołnierki mogły wykonać zadanie; jedna wyskoczyła za burtę wprost do wody, gdzie poza oczami wszystkich (oprócz tarczowniczek rozstawionych wzdłuż burt) przyjęła formę jakiegoś morskiego zwierzątka, druga natomiast morfowała w albatrosa i wystartowała wprost z pokładu. Zwiad pod powierzchnią i z powietrza. Lepsze to, niż nierozsądne narażanie peregrynki oraz ilyrki, które byłyby widoczne na bezchmurnym niebie jak na tarczy strzelniczej.
     — Macie piętnaście sekund na wyjaśnienia, kapitanie Avan — krzyknęła Kirana, pokazując jednocześnie na swoje usta oraz sygnalizując gestami pośpiech, by było dobrze wiadomo, o co jej chodzi, nawet przez podwójną warstwę bańki. Jeśli chcieli cisnąć swojego dyplomatę, proszę bardzo. Lecz jeśli potem okaże się, że to nie Halfas zawinił, a dwaj Legioniści, na statku było wystarczająco wielu świadków by potwierdzić wersję wydarzeń o napaści. Walkirie w gruncie rzeczy wychodziły z neutralnego punktu, mogły udzielić pomocy, ale Kirany nie stać było na sądownictwo i wybieranie stron za głosem serca, bez posiadania potrzebnych informacji.
Powrót do góry Go down
Eligos
599
szlachetny fae
książę Protektor Wykutego Miasta, Generał Niosących Mrok, Pierwsza Tarcza Dworu Nocy, Gwiazda Północna, Pogrobowiec, Zwyrol, Dewastator Emocjonalny, Kuternoga, Cień Kuśtykający Po Kurhanach Wrogów
Spiczaste uszy, broda, laseczka
Heliotrop, tuberoza, benzoin
https://cursebreaker.forumpolish.com/t828-eligos-melphar-beleth#10528
Temat: Re: O, Merkury, twórco, filozofie i największy wśród mówców, który rządzisz umysłami   O, Merkury, twórco, filozofie i największy wśród mówców, który rządzisz umysłami EmptySob 11 Cze - 22:05
     Robiło się gorąco, już nie tylko dosłownie, ale napięcie było wyczuwalne w powietrzu, które unosiło włoski na karku i przedramionach, ostrzegawczo. To nie były już ćwiczenia, a prawdziwy konflikt, mogący spowodować, że wszyscy na tym pokładzie staną u progu wojny. Nikomu nie uśmiechała się jednak wojna z Vallahanem, zwłaszcza że zyski nie istniały. Nie dało się kontrolować tak odległych terytoriów, gdzie nie da się swobodnie skoczyć, gdzie armia musi rzeczywiście płynąć. Taktyczny koszmar, zarówno wojna, jak i kontrolowanie morza.
     Dwie walkirie poruszały się przez odmienne przestrzenie, przez wodę i powietrze, sunąc gładko w stronę dwóch statków, przybywających z Dworu Nocy, a przynajmniej na to wskazywał kierunek. In bliżej jednak były, tym wyraźniej mogły dostrzec, że statki nie są w najlepszym stanie i patrząc po żaglach oraz banderach, nie należą w żadnym wypadku do armady któregokolwiek dworu, ani w tym przypadku Vallahanu. Zupełnie, jakby Helfas wywróżył im swoimi złotymi ustami nadejście wrogich jednostek, chociaż morze było ogromne i nie było możliwości, aby ot tak nagle znaleźli się w zasięgu aż dwóch fregat.
     — Szeregowy, zdejmuj kopułę — warknął Alvan, a Melphar posłuszne rozmył magię bariery, nadal przyciskając całym ciałem dyplomatę z zaciętym wyrazem twarzy, jakby miał wypalić dziurę w pokładzie samym spojrzeniem. Gdyby rzeczywiście wcześniej pozbył się wkurzającego polityka, byłoby zdecydowanie łatwiej. Należało posłuchać wewnętrznego głosu chociaż raz i nakarmić nim ogary brata albo rozłupać jego czaszkę o jakiegoś gargulca w Wykutym Mieście i powiedzieć, że się potknął na schodach.
     — Znamy traktat. Halfas wprowadzał w błąd panią Idyth — mówił kapitan krótko, głośno i wyraźnie, aby nawet przez bariery było widać, co mówi, nawet jeśli nie słychać. — Był podejrzany, jednakże nie było twardych dowodów na jego zdradę, to spotkanie je nam dało. Nie zamierzałem pozwolić, aby zdrajca rozmawiał dłużej w imieniu Jego Mrocznej Wysokości.
     Eligos przeczuwał, że druga część mogła nie być do końca zgodna z prawdą, z drugiej strony jednak, dlaczego mieliby go wysyłać incognito, w kamuflażu na wyprawę dyplomatyczną. Zerknął na Moranę, chcąc zobaczyć, czy nadal dzierży ten magiczny artefakt, zmuszający do mówienia prawy. Teraz by się bardzo przydał, żeby sprawdzić kutasiarza Halfasa. Gorzej, że sprawdzą ich oboje i wyda się, kim jest. Morana chyba go zabije, jeśli wcześniej nie zrobi tego ktoś inny.
Powrót do góry Go down
Morana
595
szlachetny fae
Felczer / cyrulik, miejscowy arbiter
---
Cyklamen, Mięta zielona, Mech dębowy
https://cursebreaker.forumpolish.com/t422-morana
Temat: Re: O, Merkury, twórco, filozofie i największy wśród mówców, który rządzisz umysłami   O, Merkury, twórco, filozofie i największy wśród mówców, który rządzisz umysłami EmptyNie 12 Cze - 14:29
     Rzeczywiście, gdy Avan zaczął mówić, Kirana tylko przelotnie spojrzała za Moraną, która nadal trzymała monetę, choć już nie tak pretensjonalnie i pokazowo wyeksponowaną na oczach wszystkich, jak podczas udawanego składania przysięgi. Dziewczyna podeszła bliżej bariery i nie odrywała od kapitana wzroku. Słoneczna jasność oblewająca ciała żołnierzy, marynarzy i dyplomatów, tłocząca w skóry palące ciepło ósmego miesiąca, w kontraście czyniła oczy Sokolicy jeszcze ciemniejszymi i zimnymi niż zwykle były. Nie patrz na nią Melpharze, nie patrz. Nie zaglądaj w otchłań, bo gdy ty spojrzysz w jej ślepia, wtedy otchłań spojrzy wzajemnie i rozpozna twoje. W końcu widziała je wiele razy, w niechcianych wspomnieniach i snach.
     Halkyone badała horyzont na sterburcie, bakburcie i rufie, szukając jakichkolwiek innych okrętów poza zbliżającymi się fregatami, wyczekiwała też powrotu swoich dziewczyn. Ofri miała szansę dojrzeć z powietrza banery, umundurowanie, wygląd i ilość załogi, przynajmniej tej obecnej na pokładzie, Vieno natomiast zbadać zewnętrze okrętu, jego ewentualne uzbrojenie oraz prędkość węzłową. Miała nadzieję, że dziewczyny nie uniosą się i nie wpadną na głupi pomysł abordażu w dwie osoby.
     Idyth razem ze swoją ochroną nadal byli zamknięci pod bańką jednej z koleżanek Morany. Walkirie nie zdecydowały się na zdjęcie barier i wypuszczenie dyplomatów na ich własne okręty z dwóch powodów: po pierwsze, jeszcze w tej chwili byli tutaj bardziej bezpieczni, po drugie zaś, brygada Halkyone nie ustaliła jeszcze wymiaru zagrożenia.
     Morana, nadal z mieczem w jednej dłoni, skinęła Kiranie na znak, że to, co mówił kapitan, wyglądało na akceptowalny poziom szczerości. Ukucnęła przed bańką, teraz patrząc na Halfasa. Postawiona tarcza trochę utrudniała jej dotarcie do niego i dziewczyna wahała się, czy nie powinna zażądać, by zamknięto ją pod barierą razem z mężczyznami. Wtedy mogłaby ze wszystkich trzech wycisnąć prawdę, lecz ryzyko, jakie niósł za sobą ten ruch, było zbyt duże. Mogło się okazać, że rzucą się na nią wszyscy trzej. Znalazłszy się prawie na tym samym poziomie co twarz Melphara (nie patrz, nie zaczepiaj jej), spytała dyplomaty twardo:
      — Czy twoi ludzie płyną z nami walczyć?
     Specjalnie go podeszła w ten sposób, bo przecież nie była pewna, czy to jego pobratymcy i jego zasadzka, czy nie. Tak czy siak, czy potwierdzi, czy zaprzeczy, będzie miała jakąś odpowiedź a artefakt pomoże jej osądzić prawdę.
Powrót do góry Go down
Eligos
599
szlachetny fae
książę Protektor Wykutego Miasta, Generał Niosących Mrok, Pierwsza Tarcza Dworu Nocy, Gwiazda Północna, Pogrobowiec, Zwyrol, Dewastator Emocjonalny, Kuternoga, Cień Kuśtykający Po Kurhanach Wrogów
Spiczaste uszy, broda, laseczka
Heliotrop, tuberoza, benzoin
https://cursebreaker.forumpolish.com/t828-eligos-melphar-beleth#10528
Temat: Re: O, Merkury, twórco, filozofie i największy wśród mówców, który rządzisz umysłami   O, Merkury, twórco, filozofie i największy wśród mówców, który rządzisz umysłami EmptyNie 12 Cze - 16:33
     Nie patrzył na nią, czy raczej, nie spoglądał jej w oczy, bo na jej buty zdecydowanie się patrzył, tak samo jak na łydki Morany, jednak nie powyżej kolana, żeby nadal widzieć dyplomatę. Zachowywał się zgodnie ze swoim zadaniem, czyli unieruchomić tamtego i spacyfikować ewentualne ataki magiczne, jakie mogły od niego pochodzić. Starszy szeregowy na naramienniku, tyle informacji mogła dostać Morana. Absolutnie nie zamierzał patrzeć na twarz Morany ani teraz ani przez najbliższe czterdzieści lat, aż nie minie mu zażenowanie. Już sama jej obecność sprawiała, że miał wrażenie, że czuje kwiecisty cyklamen w nozdrzach.
     — Nic ci nie powiem — zaśmiał się Halfas, wyglądający na rozbawionego sytuacją pomimo leżenia płasko na drewnie, z twarzą przyciśniętą do desek, z ryzykiem poważnego urazu, jeśli Melphar oprze się na jego czaszce całym ciężarem. Dobrze, że bariera ukrywała gorzki zapach żywicznego karmelu, który emanował z księcia, tak charakterystyczny i znajomy, w bojowej nucie ekscytacji i gniewu.
     — Odpowiesz jej albo wydłubię ci oczy i nakarmię nimi przez odbyt, aż je wyrzygasz. — Eligos schylił się i zawarczał, niskim głosem, trochę, żeby go nie poznała po miłym dla ucha barytonie, trochę dlatego, że stresował się sytuacją. — Do mówienia ich nie potrzebujesz.
     Wycedził na końcu przez zaciśnięte zęby. Bardzo nie chciał, żeby się wydało, ale niestety, czuł, że jeśli sprawa poprowadzi do kontynuacji rozmów, to on je będzie musiał prowadzić, a nie jego kapitan. Jeśli jego tożsamość się wyda. Oby nie.
     Halfas nieco zbladł, jakby krew odpłynęła mu z twarzy na groźbę. Pomimo tego, jednakże wyszczerzył się do Morany, w jakim stopniu się dało.
     — Nie moi. Nie służę im, służę wyższej potędze. — I była to prawda. — Chcę wojny, która da wiarę naszej sile i wypleni takie ścierwo jak ich królowa i wy i Książęta. Nasza potęgą jest niezliczona i was pokonamy, kurwy z lasu.
     Ostatnie zdanie było kłamstwem. Niepewnością. A za nim nastąpiło stęknięcie bólu, gdy Melphar docisnął mocniej.
Powrót do góry Go down
Morana
595
szlachetny fae
Felczer / cyrulik, miejscowy arbiter
---
Cyklamen, Mięta zielona, Mech dębowy
https://cursebreaker.forumpolish.com/t422-morana
Temat: Re: O, Merkury, twórco, filozofie i największy wśród mówców, który rządzisz umysłami   O, Merkury, twórco, filozofie i największy wśród mówców, który rządzisz umysłami EmptyNie 12 Cze - 17:14
     Morana przez chwilę jeszcze przypatrywała się złośliwej twarzy Halfasa, wprasowanej w heblowane deski przez kolano Legionisty. Lekko przechyliła głowę, to w lewo, to w prawo, jak ptak, który przyglądał się zdobyczy. Zaczarowany dukat w jej palcach rozgrzał się na sam koniec, poddając w wątpliwość albo zapowiadaną liczebność, albo wiarę mężczyzny w zwycięstwo – tego nie była pewna.
     — Na moje oko, jak na razie jesteś szmatą do czyszczenia pokładu —  powiedziała wystarczająco głośno, by słychać ją było przez barierę, choć głos miała spokojny. Nie dała się sprowokować.
     Podniosła się z kolana i zwróciła do Kirany, stukając obcasem:
      — Madam, pozwolenie o trzy minuty z delegatem na osobności w kasztelu.
     Kirana uśmiechnęła się na to zuchwałe żądanie jednym kącikiem ust. Bardzo nieregulaminowo. Jakby wcale nie dzieliło ich jakieś dziesięć belek stopni ani około czterystu lat różnicy wieku i jakby były po służbie, a nie w kryzysowej sytuacji, dosłownie na krawędzi bitwy morskiej i być może nawet wojny pomiędzy kontynentami.
      — Dwie minuty — spróbowała jeszcze raz Morana nalegająco, widząc wahanie major. Sama nie wierzyła, że zdoła coś ugrać u zwierzchniczki, bo w końcu to Legioniści powinni sami rozwiązywać swoje problemy ze szkodnikami na własnym podwórku, ale przecież mogła szybko wyciągnąć z Halfasa, z czym przyjdzie im się mierzyć teraz, a później mogła oddać wywłokę chłopakom i niech go sobie tłuką do woli. Kto wcale nie gra, ten nigdy niczego nie wygrywa.  
      — Halkyone! Jak wygląda sytuacja? Ile czasu do kontaktu? — zawołała Kirana do komandor. Charybda złożyła teleskopową lunetę i zeszła z przybudówki energicznym, ciężkim krokiem. Wilczyca Idyth ukryta pod kopułą wyraźnie zaczynała się niecierpliwić.
Powrót do góry Go down
Eligos
599
szlachetny fae
książę Protektor Wykutego Miasta, Generał Niosących Mrok, Pierwsza Tarcza Dworu Nocy, Gwiazda Północna, Pogrobowiec, Zwyrol, Dewastator Emocjonalny, Kuternoga, Cień Kuśtykający Po Kurhanach Wrogów
Spiczaste uszy, broda, laseczka
Heliotrop, tuberoza, benzoin
https://cursebreaker.forumpolish.com/t828-eligos-melphar-beleth#10528
Temat: Re: O, Merkury, twórco, filozofie i największy wśród mówców, który rządzisz umysłami   O, Merkury, twórco, filozofie i największy wśród mówców, który rządzisz umysłami EmptyNie 12 Cze - 19:43
      Informacje zaczęły szybko przepływać między Walkiriami. Piraci, dwie fregaty po mniej więcej dwustu pięćdziesięciu fae na pokładzie, część wyraźnie wyszkolona, z dobrym ekwipunkiem, pomimo pozornie kiepskiego i zniszczonego ubrania. Dwie mniejsze jednostki mogły sugerować obecność jakiejś większej, ale żadna nie znajdowała się w zasięgu wzroku ani latających wojowniczek, ani tych, które pozostały na pokładzie. Rozmiar mógł świadczyć o dwóch rzeczach, albo byli nieprzygotowani, albo Halfas bardzo mocno przeliczył siły na zamiary. Do kontaktu zostało jeszcze dziesięć, jedenaście minut.
      Załogi statków delegatur też już wypatrzyły wrogie jednostki, na pokładach zbrojono się, na statku Dworu Nocy zaroiło się od czerni Legionistów, których jednak nie było aż tak wielu, jak Walkirii, nie tylko dlatego, że okręt był mniejszy, ale też nie stanowili pełnej załogi, która składała się z żeglarzy marynarki. W teorii byli to również żołnierze, ale Dwór Nocy nigdy nie słynął z tej formacji.
      — Kapitanie, masz uprawnienia do prowadzenia dalszych negocjacji? — zapytała Kirana, widząc coraz bardziej zdenerwowaną dyplomatkę pod kopułą.
      — Nie, major. On ma — wskazał głową na szeregowego, a Melphar zamknął oczy. Kurwa. Kurwa. Kurwa. Nie ruszał się jednak z miejsca, nie komentował. Nie spojrzał nawet w stronę major. Zamiast tego wyciągnął cienki sznur z haczykami i zaczął wiązać na nadgarstkach byłego dyplomaty, tak, aby haczyki wbiły się w skórę, nie raniąc mocno, ale aby próba rozwiązania mocno naraziła go poważne krwawienie. Sam się skaleczył o jedną z ostrych końcówek.
      — Zaprowadź Halfasa do kasztelu, pilnuj drzwi, szeregowa go przesłucha, później go dostaniecie — rozkazała kapitanowi. Ten oczywiście zamierzał posłuchać, jedynie współpraca mogła ich uratować w tej chwili, zarówno w bardzo przyziemnej perspektywie nachodzącej wali, jak i planów sięgających dalej. Cała ta akcja była niesamowicie ryzykowna.
      Eligos po raz pierwszy poczuł prawdziwy ciężar swojego tytułu, gdy stawiał Halfasa na nogi za ubranie na karku i prostował się, aby stanąć przed kolejnym wyzwaniem. Wdech, wydech, uda ci się.
Powrót do góry Go down
Morana
595
szlachetny fae
Felczer / cyrulik, miejscowy arbiter
---
Cyklamen, Mięta zielona, Mech dębowy
https://cursebreaker.forumpolish.com/t422-morana
Temat: Re: O, Merkury, twórco, filozofie i największy wśród mówców, który rządzisz umysłami   O, Merkury, twórco, filozofie i największy wśród mówców, który rządzisz umysłami EmptyNie 12 Cze - 20:51
     Sokolica musiała świadomym wysiłkiem powściągnąć się, by nie okazać jawnej satysfakcji na werdykt przełożonej. Triumfalny uśmiech uparcie cisnął się na usta. Koniec końców, udało jej się zdusić w sobie ekscytację i markować obojętność, oczywiście nie zapomniała przy tym o wdzięcznym salucie dla swojej pani Major.
     Zwróciła się przodem do bariery Legionistów, stając o krok przed Melpharem i trzymanym przez niego Halfasem. Gdy tylko ochronna bańka została zdjęta, Halfas wychylił się i… napluł Moranie w twarz. Dziewczyna zdążyła w ostatniej chwili zamknąć oczy. Koleżanki wypuściły z siebie wiązanki przekleństw, gotowe ruszyć z pomocą znieważonej dumie, lecz Sokolica powstrzymała je oszczędnym gestem dłoni. Nawet się nie wytarła, otworzyła tylko powoli powieki i spojrzała w oczy zdrajcy wyzywająco. On jeszcze nie wiedział. Ale jej to nie przeszkadzało. I tak już należał do niej.
     Avan szarpnął Halfasem i ruszył do kasztelu, pchając skrępowanego zaprzedańca przed sobą. Gdy mijali Walkirie, dziewczyny nie oszczędziły mu kilku kopniaków, jedna podstawiła mężczyźnie nogę. Morana ruszyła za nimi niespiesznie, gdy nagle coś zatrzymało ją w pół kroku. Znów przekrzywiła głowę w ten dziwny, ptasi sposób, jakby coś jej nie grało w drugim Legioniście. Nabrała w płuca powietrza.
     Poczuła karmel. Jak nic poczuła; tę znajomą, paloną słodycz, która buchnęła na wszystkie strony spod uniesionej kopuły, zmieszaną z obrzydliwym smrodem sprzedawczyka.
      — Krwawisz — powiedziała tylko sucho do chłopaka, łypiąc na niego z ukosa czarnymi oczami. Starszy szeregowy, który, zamiast kapitana, będzie prowadził negocjacje? Jeśli to nie było podejrzane, to…
     I tylko tyle. Rzuciła to w eter i odwróciła się od niego, ruszając tą samą drogą wstydu, którą przeszli Avan z jeńcem. Weszła do środka nadbudówki i pokazała kapitanowi drzwi, w uprzejmym geście zwanym „wypierdalaj”.
     — Zostajesz na zewnątrz.
     — Tss. Żartujesz? Jeszcze ci spieprzy — szarpnął Halfasem, celowo ciągnąc go za rękę, by ostry sznur wpił się chciwie w skórę. — Pomogę.
     — Nie. Okręt otaczają bariery. Dostaliście przykaz od majora, kapitanie. Pilnuj drzwi. Od zewnątrz syknęła z naciskiem.
     Kapitan zacisnął usta. Pokręcił głową, ale pchnąwszy Halfasa na fotel w kącie kasztelu, wyszedł bez kłótni. Morana zatrzasnęła za nim drzwi, a żeby tego było mało, zaryglowała je od środka i przykryła bulaje zasłonkami. W kasztelu zapanował półmrok.


     Po kilku chwilach wyraźnie dało się słyszeć odgłosy walki, a raczej nie tyle walki, ile zwykłego łomotu. Na podłogę poleciało coś metalowego, przewrócił się jakiś mebel. Halfas najpierw śmiał się opętańczo i wyzywał kapral wymyślnymi epitetami, potem zaczął stękać, po krótkiej przerwie — kwiczeć, a wreszcie nastąpił moment, w którym mężczyzna darł się pełnymi płucami, jakby obierano go ze skóry. Walkirie na pokładzie udawały, że oglądają własne paznokcie i wypatrują ptasich kluczy na niebie. Jedna podziwiała swoje odbicie w ostrzu wypolerowanego miecza, wdzięcząc się doń z udawaną próżnością jak do zwierciadła. A Halfas wrzeszczał. Słodka Matko, jak on wrzeszczał… Jakby byli w lochach Wykutego, nie na „ziemi niczyjej”, statku „neutralnej siły”, która nie brała udziału w negocjacjach.
     Zapadła cisza. Trwała około pół minuty nim rygiel szczęknął w drzwiach i Morana otworzyła je kopniakiem. Wyrzuciła Halfasa na pokład jak ścierkę, jego warkocz cały się rozplątał i rozsypał po deskach. Tak, jak go upuściła – tak już został. Zdawał się być nieprzytomny, lecz oczy miał półotwarte, a z ust ciekła ślina obfitą strugą. Morana przeszła nad nim, robiąc duży krok nad bezwładnym ciałem w drogich fatałaszkach. Mocno krwawiła z nosa i miała rozciętą wargę.
      — Oddaję — powiedziała do Avana zachrypniętym głosem, mijając go w drodze do Kirany i Halkyone. — Możesz go zabrać.
Powrót do góry Go down
Eligos
599
szlachetny fae
książę Protektor Wykutego Miasta, Generał Niosących Mrok, Pierwsza Tarcza Dworu Nocy, Gwiazda Północna, Pogrobowiec, Zwyrol, Dewastator Emocjonalny, Kuternoga, Cień Kuśtykający Po Kurhanach Wrogów
Spiczaste uszy, broda, laseczka
Heliotrop, tuberoza, benzoin
https://cursebreaker.forumpolish.com/t828-eligos-melphar-beleth#10528
Temat: Re: O, Merkury, twórco, filozofie i największy wśród mówców, który rządzisz umysłami   O, Merkury, twórco, filozofie i największy wśród mówców, który rządzisz umysłami EmptyPon 13 Cze - 9:37
     Lubił słuchać, jak inni krzyczą. Niekoniecznie z bólu, czasami z euforii, w bojowym zachwycie potyczki, nawet jeśli markowanej. W tym uwolnieniu czystej energii, zbierającej się wewnątrz ciała, na przykład wtedy gdy z Moraną skoczyli w przepaść i wiatr sam wyrywał z płuc okrzyki. Albo wtedy gdy ona rzuciła się na kozła, próbującego wpakować się im w dupska na grani. Gdy walczyli w jaskini, też wyładowywali ból potyczki okrzykami. Nie było nic cichego w fae czy w ludziach w wielkich emocjach.
     Lubił słuchać krzyku, ale jeszcze bardziej lubił patrzeć na tych, którzy nie mogą krzyczeć, a chcą. Tej iskry w oczach, wrzącej siły wrzasku, której nie można wydobyć z jakiegoś powodu. Furii pętającej myśli, nie dając się rozładować. Zupełnie jak wtedy, gdy usłyszał o nominacji Rhysanda i widział swoje odbicie w posadzce. Wtedy miał ochotę krzyczeć. Powstrzymał się i czuł w jelitach, jak wzbiera szarpiąca ciemność wybuchu.
     Gdy Morana wyszła z pomieszczenia, zmieniły się dwie rzeczy. Wygląd Legionisty, który teraz nosił na twarzy charakterystyczny, orli nos i wiecznie niezadowoloną minę oraz fakt, że siedział przy stole z wyraźnie zdenerwowaną Idyth. Nawet nie spojrzał na Halfasa, nawet powieka mu nie drgnęła. Zniknęła większość karmelowego zapachu, pozostało neutralne kwiecie.
     — … w tej farsie. Jest to niezwykle uciążliwe, gdy sprawa nie jest jasna. Powiedz mi, jak możemy wynagrodzić ci i Jej Wysokości tę sytuację.
     Najwyraźniej krzyki również nie przeszkadzały Melpharowi, aby prowadził rozmowy. Głos miał miękki, bardziej niż zwykle, z odrobiną chrypki. Baryton uwydatniony łagodnością, daleki od warknięcia, którym obdarzył dyplomatę. Najwyraźniej Eligos był zdeterminowany otrzymać podpisy na dokumentach, zanim zderzą się z fregatami.
     — To jakaś kpina, zero szacunku do delegacji, a teraz mam rozmawiać z dzieckiem? Wybacz, wasza wysokość, ale nie jesteś dla mnie równym partnerem do rozmów.
     Nagle różnica pomiędzy Melpharem i Eligosem stała się bardzo jasna. Książę, tak samo wyprostowany, miał w sobie jakąś swobodę, był milszy. Był zakłamany.
     — Ma pani absolutnie rację. — Wykorzystał zaskoczenie na tę deklarację. Eligos zmusił się do lekkiego uśmiechu, chociaż w duszy się gotował. — Jednak czy sprawy nie zostały już omówione? Wystarczy podpisać, nagłe aneksy były wymysłem tego tutaj… — Eligos ruszył głową w stronę leżącego dyplomaty, jednakże nie odrywał przenikliwego wzroku od kobiety. — Czy może jednak ma pani też jakieś zażalenia do treści? Chętnie wysłucham, chociaż myślę, że nie mamy zbyt wiele czasu. Statki płyną z zachodu, więc ma pani otwartą przestrzeń, żeby wrócić do domu, zabezpieczymy tyły. I będziemy ich gonić dalej niż sto metrów.
     Żart. I Idyth się z niego zaśmiała. Było tak blisko, tak samo jak blisko znajdowały się fregaty.
Powrót do góry Go down
Morana
595
szlachetny fae
Felczer / cyrulik, miejscowy arbiter
---
Cyklamen, Mięta zielona, Mech dębowy
https://cursebreaker.forumpolish.com/t422-morana
Temat: Re: O, Merkury, twórco, filozofie i największy wśród mówców, który rządzisz umysłami   O, Merkury, twórco, filozofie i największy wśród mówców, który rządzisz umysłami EmptyPon 13 Cze - 12:16
     Avan powiódł spojrzeniem za dziewczyną bez przesadnego zdziwienia, pokręcił głową sam do siebie. Czego mógł się spodziewać po wojsku, które hołdowało barbarzyńskim bez mała metodom…? Właśnie dlatego chciał jej towarzyszyć wewnątrz, żeby móc wkroczyć pomiędzy nią a Halfasa gdy sprawy zajdą za daleko i przesłuchanie zmieni się w prywatne porachunki za tamto poniżające oplucie na oczach wszystkich. Nachylił się powoli nad skrępowanym mężczyzną i odgarnął jego włosy z twarzy, przysunął wierzch dłoni pod garbaty nos, by sprawdzić, czy podejrzany w ogóle jeszcze oddycha.
     Owszem, oddychał. Mętne, półotwarte oczy wpatrzone w kosmiczny eter sprawiały niepokojące wrażenie, ale żył, Morana nie posunęła się aż tak daleko. Drobną niespodzianką dla Avana było to, że twarz Halfasa nadal wyglądała nieskazitelnie, jego głowa też była cała – kapitan sprawdził to, krótko macając tył głowy byłego dyplomaty; jedyną krwią, jaką wyraźnie broczył delikwent, była ta na nadgarstkach, gdzie skórę poszarpała linka nałożona przez Melphara. Obejrzał pobieżnie ciało, rzecz jasna nie zaglądając pod warstwy frywolnych koronek i szaliczków. Tym zajmą się później, w areszcie. Pierwsze wnioski? Połamane palce jednej dłoni, spodnie ciemne między nogami i cuchnące uryną. Albo Halfas był wprost niewyobrażalnie miękką pizdą, albo Morana po prostu nie zostawiała wielu widocznych śladów. Prawdopodobnie i jedno i drugie, z przewagą tego pierwszego.
     Kapral zeszła po trzech niewielkich schodkach na środek pokładu i już wtedy, z odległości, dostrzegła, kto siedzi przy stole. A więc jednak. Tak coś czuła, że było w tym drugim gościu coś podejrzanego. No, żeby to jasny, kurwa, szlag. ZNOWU ON. Zwolniła kroku, jakby nagle musiała siłować się z porywistym wiatrem, czując wzbierającą z czeluści jelit falę mdłości. Dyskretnie łypnęła na każdą osobę w zasięgu owej sceny: na Charybdę stojącą tuż u boku Kirany, zniesmaczoną Idyth i jej dwóch osiłków, na swoje trzy koleżanki. Ofri i Vieno chodziły wzdłuż burty i przekazywały informacje Walkiriom, mobilizując je, choć wynik obrad nie był jeszcze znany i nie wiadomo było, na co zdecydują się kapitanowie okrętów. Znów spojrzała na Melphara – nie, na Eligosa – i widząc, że książę był tak bardzo zajęty, że nie spuszczał nawet wzroku z Wilczycy, Morana przez chwilę zastanowiła się, czy nie udawać niedysponowanie rannej i nie zejść pod pokład.
     Zatrzymała się na chwilę obok Kapral Laimy – tej skośnookiej dziewczynie z twarzą okrągłą jak księżyc, która, notabene, była jednym z medyków w namiocie Walkirii podczas zeszłorocznych manewrów w górach – i poprosiła ją o drobną pomoc z rozharatanymi ustami. Koleżanka czule dotknęła zakrwawionej gęby Morany i muśnięciem jednego palca zasklepiła pęknięcie. Potem poklepała Moranę po policzku i upomniała dziewczynę o krwawiącym nosie, który to Sokolica wytarła chustką i wysmarkała ze skrzepów, nim wreszcie dotarła do Kirany, zdać – kurwa jego mać – raport.
     Nie patrz na nich, nie patrz. Udawaj, że go tutaj nie ma. Odwróć się bokiem, a najlepiej tyłem. Sporo urosłaś w mięśniach od tamtego czasu, może cię nie pozna po plecach.
     Tak też zrobiła. Szeptem odciągnęła Kiranę na bok, nie była w końcu w odpowiedniej randze, by przerywać rozmowy na tak wysokim szczeblu. Co Major zrobi z tymi informacjami, to już zależało od niej. Kapral Morana wygrzebała z kieszonki przy pasie monetę, wcisnęła ją w dłonie przełożonej i zaczęła mówić. Jedno słowo wystarczyło, by podsumować, w co Noc wpakowała Walkirie: Hybernia. Halfas przyznał się Moranie do bycia ich prowokatorem, który miał za zadanie doprowadzić do zerwania unii oraz międzynarodowego skandalu. Dziewczyna zachowała dla siebie komentarz o tym, że wnioskując po słowach kapitana Avana, iż dyplomatę podejrzewano już od jakiegoś czasu, skurwysyny z Wykutego po prostu wepchnęli Walkirie na minę, uznając za doskonały pomysł zezwolenie szpiegowi na doprowadzenie do wojny na samym środku oceanu, zamiast zgarnąć go i zmusić do zeznań, zanim doszło do rozmów, jeszcze w swoim siedlisku. Tak jakby nie mieli na to metod.
     Nie musiała tego mówić. Widziała po zimnych oczach Kirany, że kobieta albo już o tym myślała, albo właśnie dochodziła do tych samych wniosków.
Powrót do góry Go down
Eligos
599
szlachetny fae
książę Protektor Wykutego Miasta, Generał Niosących Mrok, Pierwsza Tarcza Dworu Nocy, Gwiazda Północna, Pogrobowiec, Zwyrol, Dewastator Emocjonalny, Kuternoga, Cień Kuśtykający Po Kurhanach Wrogów
Spiczaste uszy, broda, laseczka
Heliotrop, tuberoza, benzoin
https://cursebreaker.forumpolish.com/t828-eligos-melphar-beleth#10528
Temat: Re: O, Merkury, twórco, filozofie i największy wśród mówców, który rządzisz umysłami   O, Merkury, twórco, filozofie i największy wśród mówców, który rządzisz umysłami EmptySro 15 Cze - 15:09
     Walkiria nie musiała się martwić, że poczuje wwiercający się wzrok między łopatkami, jakby czarne węgle spojrzenia wypalały jej zbroje, Eligos był całkowicie skupiony na przekonywaniu Idyth do podpisania dokumentów. Pierwszy raz wszystkie godziny spędzone nad dawnymi i nowymi metodami perswazji zaczynały przynosić efekty, a kobieta chyba musiała uznać, że jest uroczy w pewności siebie i tych sarnich oczach, które próbowały zgnieść jej pewność siebie, niekoniecznie z dobrym skutkiem.
     — Powiedz mi najpierw, dlaczego książę ukrywa się pod pozycją starszego szeregowego? — zapytała, jej twarz wróciła do kwaśnej miny.
     Eligos zdziwił się, tym razem to kobieta zbiła go z pantałyku.
     — Jestem starszym szeregowym, madame.
     — Taki stary kozioł?
     — Przed chwilą nazwała mnie pani dzieckiem — odbił piłeczkę, unosząc kącik ust w mało szczerym uśmiechu, który zdecydowanie nie sięgał ciemnych oczu chłopaka. — Jestem dość stary, żeby umierać za ojczyznę, ale nie dość, aby zapewnić jej dobrobyt?
     Tylko łagodność głosu sprawiała, że nie pobrzmiewał w tym pewnego rodzaju wyrzut. Książę nie miał wprawy w takich rozmowach, co wprawiona dyplomatka widziała jasno, czuła w nerwowości ostatnich woni, miała go jak na talerzu, co jednak sprawiało, że bardziej wierzyła w dobre intencje małego legionisty, niedoświadczonego księcia rzuconego w politykę, której nie rozumiał. Eligos wiedział dostatecznie z dorastania na Dworze Koszmarów, że nawet w niepewności, musi trzymać się pewnie i nawet gdy sytuacja nie rokowała zbyt dobrze.
     A ta zdecydowanie wydawała się być przegrana.
     Coś nie pasowało Melpharowi w całym układzie. Dlaczego wysyłać jego, gdy wystawiało się Walkirie i drugą delegację na takie niebezpieczeństwo. Brzydka myśl zagnieździła się w głowie legionisty i nie chciała opuścić jego głowy. Nie istniały żadne dowody na to, ale całość spinała mu się niewygodnie, jak zaciskające się sznurki ubrania galowego, ze szpilkami trzymającymi fason, raniącymi skórę. Spojrzał w stronę nadpływających fregat, nie chcąc pokazać na swojej twarzy tego, co myślał. Może to tylko paranoja. Oby to była tylko paranoja, zaszczepiona przez matkę.
     Mieli tak mało czasu do kontaktu.
     — Myślę, że jesteś niedostatecznie stary na jedno i drugie, książę — powiedziała w końcu kobieta, zanurzyła pióro w kałamarzu i podpisała obie kopie dokumentów i podała Melpharowi pióro. Nie odetchnął, jeszcze nie, widział, że jeszcze chciała coś dodać. I dodała.  — Masz u mnie dług, książę. Pamiętaj.
     Zacisnął usta, nie był w pozycji, aby móc zaprzeczyć, odmówić. Odebrał od niej pióro i dotknął czubkiem kartki. Pierwszy jego oficjalny podpis pod dokumentem, pierwszy z wielu, chociaż wtedy tego jeszcze nie wiedział, eleganckie, pełne zawijasów Eligos Melphar Beleth. Ciśnienie opadło, gdy oba dokumenty zostały podpisane i oboje wstali, aby uścisnąć sobie ręce.
     — Prawie ci wyszło, dzieciaku — powiedziała do niego cicho Idyth, a Eligos uniósł jedną brew.
     — Czyżby?
     Kobieta zaśmiała się, ale ciężko powiedzieć czy z niego, czy do niego, po czym odwróciła się w stronę komandor i major Walkirii. Oddała im pośpieszne honory, również zerkając na wrogie jednostki. Jej strażnicy wyglądali na równie niecierpliwych, co podnieconych wizją bitki.
     — Sojusz najlepiej świętować wspólnym rozlewem krwi. Weźmiemy ten z niebieską banderą od sterburty. Powodzenia.
     Eligos i Avan zasalutowali dyplomatce, pożegnania były krótkie, fregaty zbliżały się do zasięgu strzał. Legionista schował dokument do swojej magicznej kieszeni, nie chcąc narazić go na zniszczenie podczas bitki.
     — Powieście go za nogi na rei — rozkazał swojemu kapitanowi, twardość jego twarzy świadczyła o tym, że teraz mężczyzna musi się liczyć z konsekwencjami odkrycia jego tożsamości. Nie mieli czasu pławić się w zwycięstwie. Jak Halfas umrze, trudno. Martwi też odpowiadają na pytania. Obecnie jedynymi osobami, którym książę nie chciał nadepnąć na odcisk, były Kirana i Halkyone, więc czekali na jakiś wyrok z ich strony, plan działania, który przekażą na swój statek.
Powrót do góry Go down
Morana
595
szlachetny fae
Felczer / cyrulik, miejscowy arbiter
---
Cyklamen, Mięta zielona, Mech dębowy
https://cursebreaker.forumpolish.com/t422-morana
Temat: Re: O, Merkury, twórco, filozofie i największy wśród mówców, który rządzisz umysłami   O, Merkury, twórco, filozofie i największy wśród mówców, który rządzisz umysłami EmptySro 15 Cze - 15:45
     Jako wyższa rangą od Kirany, a do tego kapitan tego okrętu, Halkyone przejęła dowodzenie, choć nie podlegało wątpliwości, że zamierzała mocno polegać na Major w kwestii obrony statku przez tarczowniczki. Padł rozkaz rozwinięcia żagli. Verbena nie mogła pozostać w bezruchu i być jak twierdza czekająca na zdobycie, bitwa na morzu była przede wszystkim zmaganiem ruchowym. Nie okopiesz się ani nie będziesz bronić tak samo jak na lądzie, tutaj liczyły się zdolności w manewrowaniu, prędkość, wyczucie czasu oraz ostrożne dozowanie siły, by nie uczynić swoich ataków mieczem obosiecznym i nie pójść na dno razem z wrogiem. Kto się zatrzymywał albo za bardzo szarżował – ginął.
     Halkyone poleciła swojej szyper kurs na otoczenie drugiego z okrętów, tak, by oskrzydlić fregaty, zanim one zdążą zrobić to z nimi. W normalnych warunkach, to znaczy gdyby mieli więcej czasu na ustalenie strategii, a także gdyby wszystkie jednostki po ich stronie były tego samego typu, ze zbalansowaną magicznie załogą – kapitan poleciłaby szyk liniowy i po prostu bombardowanie okrętu wroga zaklęciami, zanim jeszcze ktokolwiek pomyślałby o abordażu. Ale to nie była jej flota. Miała do dyspozycji tylko Verbenę. Okręt Vallahanu był wyciągnięty zupełnie z jakby innej bajki, ich taktyki walki też różniły się od siebie – musieli więc wybrać inną drogę. Jeśli wszystkie trzy jednostki delegacji połączą siły i nie będą wchodzić sobie w paradę, nie powinni mieć problemu nawet z taką liczebnością marynarzy.
      — Kapitanie, wracajcie do siebie — zwróciła się do Avana, zamiast do Eligosa, jakby tego drugiego tutaj wcale nie było. — Zabierzcie księcia w bezpieczne miejsce — dodała z ledwie dającym się wychwycić przekąsem. Wyjaśniła krótko, co zamierzają zrobić, sugerując, że bryg powinien zostać nieco z tyłu. — Podnosimy trapy, musimy się ruszyć — pogoniła ich trochę.
     Bariery zostały zdjęte, zwołano łuczniczki, by przygotowały się do przeskoczenia na marsy tuż po tym, jak dojdzie do taranowania. Walkirie z Jesieni podzielono na dwie nierówne liczebnie grupy: ta większa miała zająć się ofensywą, mniejsza zaś ochroną koleżanek przed wrogą magią i ewentualnym gaszeniem pożarów, które mogły powstać przez płonące strzały. Niczego nie wiedzieli o żołnierzach przeciwnej strony; ani tego, skąd byli, ani czym dysponowali. Kirana przygotowywała się więc na wszelkie możliwości.
     Na balkonie rufowym pozostawiono kilka pikinierek. Tarczowniczki zwarły szyki, dziewczyny biegłe w stawianiu barier odzyskiwały siły na moment zderzenia. Fae z Lata gromadziły się, by wezwać potęgę oceanu i z jego błogosławieństwem ograniczyć fregatom mobilność.
     Morana stała pośrodku tego zamieszania z dudniącym sercem, odmawiając mantrę mającą je uspokoić. Tłamsiła niemrawe zalążki lęku, ale głównie ekscytację, która przetoczyła się po jej organizmie z siłą lawiny. Przecież właśnie tego chciała. Tego pragnęła, udając się do Kirany po patronat i prosząc ją o stawianie sobie wyższych wymagań niż innym dziewczynom, o nowe wyzwania, o kolejne szanse, jedna za drugą, by móc rozwinąć swój potencjał. Dziś, na Verbenie, nie była już jedną z szeregowych tarczowniczek, nie zbroiła się i nie układała w szyku przy burcie, skryta za pawężą, gotowa na stawienie czoła atakującym falom jako fizyczna bariera. Poruszenie wokół zdawało się jej abstrakcyjne, jakby była zbłąkaną duszą nawiedzającą ten okręt, lecz niemającą fizycznej formy, by razem z innymi dołączyć do walki. Spojrzała na trzy koleżanki, które razem z nią pełniły specjalną funkcję przybocznych, spojrzała na Halfasa, którego chłopcy ciągnęli jak bezwładny glut, co zostawiał po sobie tylko kropelki śliny na pokładzie. Przejdzie mu, pomyślała. Zmięła jego umysł niczym kartkę, wyżęła jak gąbkę, ale chyba nie zrobiła z niego kaleki. Jeszcze będą w stanie coś z niego wyciągnąć, rzecz jasna poza informacjami o „rozmowie”, jaką z nim przeszła, oraz o sobie samej. O ile przeżyje, uwieszony na sznurze do góry nogami jak bombka na Jule.
     Wreszcie spojrzała na odchodzącego Eligosa, pomiędzy złością a urażoną dumą czując coś jakby… niepokój o jego los. Nie, nie może o nim myśleć. Musi się skupić, od tego zależy bezpieczeństwo jej i dziesiątek sióstr. Jesteś żywiołem, jesteś na swoim miejscu. Nie pozwól mu być skałą, o którą się roztrzaskasz.
Powrót do góry Go down
Eligos
599
szlachetny fae
książę Protektor Wykutego Miasta, Generał Niosących Mrok, Pierwsza Tarcza Dworu Nocy, Gwiazda Północna, Pogrobowiec, Zwyrol, Dewastator Emocjonalny, Kuternoga, Cień Kuśtykający Po Kurhanach Wrogów
Spiczaste uszy, broda, laseczka
Heliotrop, tuberoza, benzoin
https://cursebreaker.forumpolish.com/t828-eligos-melphar-beleth#10528
Temat: Re: O, Merkury, twórco, filozofie i największy wśród mówców, który rządzisz umysłami   O, Merkury, twórco, filozofie i największy wśród mówców, który rządzisz umysłami EmptyCzw 16 Cze - 16:14
     Pomimo pozycji Halkyone, swoim jej okrętem, nie mogła rozkazywać kapitanowi Avanowi, a Eligos uraził jego dumę bardzo mocno, dlatego więc to książę targał za fatałaszki Halfasa po trapie. Będąc w połowie, zatrzymał się, pod pretekstem podciągnięcia wyżej dyplomaty, aby poszukać wśród Walkirii znajomej twarzy. Z jednej strony nie mieli okazji się przywitać i dobrze, biorąc pod uwagę ich ostatnie spotkanie, a z drugiej, za chwilę mogli umrzeć, bo mało czego był pewien, jak faktu, że ani legionista, ani kapitan Beliala nie wykona polecenia Walkirii. Na pokładzie statku Legionistów był jedynie starszym szeregowym.
     Kiedy znalazł przyjemne zaciętą, suczą twarz Morany, powiedział bezgłośnie: przeżyj. Tylko wyraźny ruch ust i odwrócił się na nowo w stronę swoich braci. Jak zaklęcie, które miało ją ochronić, nawet jeśli go nie ujrzy, w końcu, dlaczego miałaby na niego patrzeć.
     Gdzieś tam głęboko wiedział dlaczego. Nawet jeśli pozostawiali pewne rzeczy w zapomnieniu, niektóre połączenia tkwiły w nich, jak ostrza przeszywające wnętrzności, otępione nerwy nie błyszczały, póki nie spotkały świadomości istnienia rany.
     Nie mógł za dużo myśleć o Walkirii, bo zaraz padały rozkazy, ktoś zabrał Halfasa, szykowano się do walki. Melphar był naturalną tarczą, więc postawili go na newralgicznych częściach statku, tam, gdzie dało się przeprowadzić abordaż łatwiej, aby trzymać bariery. Ostrza przygotowane, najsłoneczniejsze oczekiwanie w każdym tchu, w jasności śmiertelnej, ostrzejszej niż gęsty mrok. Cienie kładły się po twarzach, twardo ciosając rysy wojaków.
     Morskie piekło rozpętało się nagle, dudnienie bębnów, dęcie w rogi, powietrze zaiskrzyło od magii, przez przestrzeń przeleciały pierwsze strzały, pierwsze haki odbijały się od barier, każdy jednak z walczących miał świadomość, że nie utrzymają się na dystans zbyt długo. Belial był zbyt mały, aby mógł mieć szansę z fregatą, nawet przy pomocy Walkirii.
     — Melphar, daj traktat, wyślemy go harpią na kontynent — podbiegł do niego zdyszany kapral, trzymając klatkę ze zwierzęciem. Kilku innych szeregowych trzymało więcej ptaków, aby wróg nie wiedział, którym leci dokument. Legionista przytaknął i przekazał go lekko drżącą ręką. Nie było bezpieczniejszego miejsca, niż kieszeń, chyba że ryzyko śmierci było zbyt duże. Przełknął ślinę. Czuł magię napierającą na jego barierę. Nie bał się śmierci w tamtej jaskini, ani w malignie po ranie. Sprawdził spinkę przy kirysie, czy jest dociśnięta. Była.
     Teraz już sprawdzał za każdym razem, gdy zakładał napierśnik.
     Fregaty niosły im śmierć, otchłań nieistnienia czekała z otwartą paszczą morza na dary z krwi i ciał. Knykcie pobielały mu na dłoni, w której trzymał miecz. Jestem mroczną materią, jestem zniszczeniem, jestem Legionem… powtarzał cicho, nie on jeden zresztą, fanatyczna mantra Legionistów szemrała, jak morskie fale pośród zbrojnych w czerni. Języki cieni tańczyły, czekając na rozkazy swoich panów. Oddychaj.
     Burty zderzyły się drastycznie, drewno zatrzeszczało, bariery sypały iskry, drżały. Krew zaczęła lecieć z nosa, gdy kolejny atak napierał na niego, a jeszcze nie zaczęli walczyć, jeszcze nie. Legioniści byli niedoświadczeni w bitwach morskich, całkowicie opierali się na doświadczeniu marynarki. Mogli się modlić i walczyć jak demony. Eligos zamierzał robić przynajmniej to drugie.
Powrót do góry Go down
Morana
595
szlachetny fae
Felczer / cyrulik, miejscowy arbiter
---
Cyklamen, Mięta zielona, Mech dębowy
https://cursebreaker.forumpolish.com/t422-morana
Temat: Re: O, Merkury, twórco, filozofie i największy wśród mówców, który rządzisz umysłami   O, Merkury, twórco, filozofie i największy wśród mówców, który rządzisz umysłami EmptyCzw 16 Cze - 17:12
     A jednak ich spojrzenia spotkały się na tę jedną chwilę; jednocześnie zbyt krótko, by przekazać głębsze emocje, i wystarczająco długo, by w połowie drogi pomiędzy Jego ciemnymi oczami, a jej, o prawie takiej samej barwie, posypały się iskry, niewidoczne dla nikogo innego poza nimi dwojgiem. Wystarczająco długo, by przynieść ukłucie bólu. Morana zacisnęła usta i skinęła głową, a potem oboje odwrócili się w przeciwnych kierunkach, zostawiając za plecami czerwoną nić smętnie skłębioną na deskach pokładu.
     Nie myśl o nim. Nie wolno. Nie teraz... Niech to jasny szlag, uciekła tak daleko! Imała się wszystkiego, byle nie mieć czasu na dumanie o pierdołach, na głupie wspominki, które osłabiały jej ducha, wypłynęła na sam środek pierdolonego oceanu – i po co? Tylko po to, by okazało się, że Eligos też się tutaj wkręcił? A przecież pytała, robiła rozeznanie, była ostrożna… Może powinna rozważyć dezercję i zamieszkanie na najdalej na wschód wysuniętym skrawku kontynentu? Czy tyle by wystarczyło, żeby oszukać przeznaczenie? A może, och! Może właśnie powinna zrobić mu na złość? Rzucić się wściekle i bez pamięci wprost w śmiertelne objęcia szafirowej toni, opaść na dno razem z roztrzaskanym drewnem i podartymi, białymi proporcami żagli? Zacisnęła pięści.
     Dziewczyny dookoła zaczęły przekrzykiwać wiatr. Dziesięć sekund do kontaktu. Dziewięć. Osiem…




     Verbena nie miała na stewie dziobowej żadnej wymyślnej rzeźby smoka ani gołej syrenki z cyckami świecącymi od trwających wieki pieszczot boga oceanów czy innych warunków pogodowych; galion okrętu Halkyone pokrywało wzmocnione metalowe obicie pełne nierównych wybrzuszeń, jak fałdy chmur, z daleka trochę przypominające kwiatową girlandę. Z pewnością był to zmyślny żart ze strony kobiecego wojska, symboliczna kwintesencja kobiecej delikatności uwieczniona w stali, niosąca postrach i zniszczenie. Verbena była duża, nie tak zwrotna jak jednostka Vallahanu, lecz załoga Charybdy stanowiła śmietankę żeńskiej marynarki i poza eleganckimi mundurami oblekającymi spiżowe, wyćwiczone ciała młodych bogiń, mogła pochwalić się ponadprzeciętnym talentem oraz finezją.
     Finezją, którą Morskie Bestie zademonstrowały podczas bezlitosnego taranowania.
     Prędkość rozwijały żeglarki z Dnia, zsynchronizowanymi ruchami dmąc wiatrem w żagle, zaś tuż przed kolizją ich siostry z Lata zahamowały trochę, aby przy uderzeniu wiankiem nie uszkodzić dziobu własnego okrętu i nie zakleszczyć go w kadłubie fregaty. Piraci próbowali postawić bariery wzdłuż burty, lecz na nic się to zdało, tarcze były zbyt słabe, by powstrzymać monstrualne cielsko. Przezroczyste osłony w mgnieniu oka rozbiły się jak filigranowa warstwa ze szkła, rozległo się przerażające, rozpaczliwe westchnienie desek, które nie mogły już dłużej wytrzymać uginania się pod naciskiem i nagle pękły, jedna po drugiej, posyłając w powietrze miliardy odłamków i drzazg. Szczapy fruwały dookoła niczym kurz, tańcząc razem z kropelkami wzburzonych fal, które Letniaczki natychmiast podniosły, by odsunąć fregatę od siebie. Każdy ruch zdawał się trwać wieczność, gdy wielkie jednostki leniwie kołysały się na gniewnym bezmiarze, gdy świszczały strzały śmigające koło uszu i trzeszczały rozbujane maszty. Jesień wystąpiła na przód, czarując kule ognia, na bocianich gniazdach pojawiły się łuczniczki. Tarczowniczki wzdłuż burty utworzyły ciasną linię, składając pawęże jak dachówki. Część z nich obróciła się do środka, by baczyć na pokład, gdyż spodziewano się przeskoków nieprzyjaciela.
     Ktoś wskoczył na mars i próbował rozbić grupkę łuczniczek od środka, zaczęły się dzikie, chaotyczne przeskoki w powietrzu, wpół drogi między podestami a ciężkim upadkiem na pokład. Wkrótce widać było postaci walczące w wodzie, podtapiające się wzajemnie, i znów przeskakujące z powrotem na statek. Zagrzmiał róg Bestii. Peregrynki oraz ilyrki przelatywały nad pokładem lotem koszącym, z impetem wlatując w nieprzyjaciół i podnosząc ich w powietrze, jak legendarne syreny i harpie, które porywały marynarzy i zrzucały ich na ostre skały wybrzeży.
     Morana dobiegła do dziobu i z nogą opartą o balustradę, chroniona magiczną tarczą koleżanki, rozejrzała się po pokładzie fregaty. Zniszczenia były poważne, stalowy bukiet Verbeny rozkwasił burtę wrogiej jednostki w drzazgi, w prześwitach widać było piętra pod pokładem. Morany nie interesowała jednak wewnętrzna struktura okrętu, lecz fae, którzy na nim przebywali; szukała dowódców, niższych i wyższych, kogokolwiek kto wykrzykiwał rozkazy lub pokazywał gestami; tych, którzy wiedli piratów do natarcia jak prawdziwi liderzy, pierwsze lance ich oddziałów, oraz tych, którzy tylko stali z tyłu, zbyt ważni, by ponieść straty lub zbyt tchórzliwi, by wyściubić nosa. Patrzyła na rufę, na stery, na drzwi do kasztelu. Kilka płonących grotów uderzyło o tarczę tuż przed nią i Morana zacisnęła szczęki. Raz kozie śmierć.
Powrót do góry Go down
Eligos
599
szlachetny fae
książę Protektor Wykutego Miasta, Generał Niosących Mrok, Pierwsza Tarcza Dworu Nocy, Gwiazda Północna, Pogrobowiec, Zwyrol, Dewastator Emocjonalny, Kuternoga, Cień Kuśtykający Po Kurhanach Wrogów
Spiczaste uszy, broda, laseczka
Heliotrop, tuberoza, benzoin
https://cursebreaker.forumpolish.com/t828-eligos-melphar-beleth#10528
Temat: Re: O, Merkury, twórco, filozofie i największy wśród mówców, który rządzisz umysłami   O, Merkury, twórco, filozofie i największy wśród mówców, który rządzisz umysłami EmptyCzw 16 Cze - 18:24
     Legioniści walczyli jak tancerze cienia, w synchronizacji, której brakowało marynarce, wiedzeni sygnałami, różniącymi się tonowo. Przeskoki, ściśle skoordynowane, ataki, cofnięcia. Taktyka stosowana na lądzie miała swoje minusy, ale gdy dwa okręty ścierały się tak blisko, nie robiło to niemal różnicy. Błyski ciemności, szmer mantry, już niepowtarzanej jednym głosem, ale wydartymi przez wiatr pojedynczymi szepto-krzykami Kilku legionistów podpatrzyło manewr fruwajacych Walkirii i wyłapywało niskich fae, skakało wysoko, zrzucając ich z masztów ku śmierci.
     Eligos tańczył z wrogami, jak tańcował na pylistym tarasie, pokrywając się nie gwiazdami i winem, a krwią i solą morskiej bryzy. Ktoś próbował go przewrócić, łapiąc za szal dookoła głowy, lecz nóż Eligosa zatopił się szybko w jego oczodole. Próbował się cofnąć na swój pokład, ale nie mógł, utknął za barierami, jak kilkudziesięciu innych legionistów. Roztoczył ciemność dookoła siebie, znając ją na wylot, miękkość jej dotyku. Książę podążał za głosem instynktu, kroki pewne, na palcach, gdzie podeszwa była miękka, krok cichy, jakby nagle zwalista sylwetka Melphara zmieniła się w półprzejrzysty cień, w potwora z sali tronowej Wykutego Miasta, jednego z piekielnych ogarów. Nachodził w mignięciach ostrza i zadawał celne ciosy i znów znikał. Nagłe uderzenie wyrwało go z rytmu, oparł się o burtę, cień zniknął.
     Przeciwnik złapał go za ramiona i pchnął w morską toń, między okręt Wallkirii i fregatę. Nie zdążył zakląć, gdy słone wody otwarły swoje spienione, skrwawione palce w jego stronę. Za nim poleciał Hybernijczyk, próbujący manewru z topieniem. Kotłowali się w wodzie, jeden próbujący zabić drugiego i nie dać się zmiażdżyć przez cielska, przeskakując w wodach, aby znaleźć się za barierami. W ostatnim momencie Eligosowi to się udało, znalazł się na środku fregaty, znów, szybko nurkując po jakąś broń, której właściciel opuścił ziemski padół, ociekając morską wodą jak zmoknięty szczur.
     Chociaż morskie fale obmyły go z krwi, ta na nowo pomalowała jego twarz i ręce na czerwono, wraz z dalej toczącą się walką, pokryła odzienie i wsiąkała w materiał, spływając wodą za kołnierz. Poobijany, książę miał się dobrze, tak samo jak Werbena, gorzej jednak było z Belialem.
     Pokład i żagle mniejszego statku płonęły, burta miała wielką wyrwę, tam, gdzie zderzyła się z fregatą, Halfasa nie zdążono nawet zawiesić, a już planowano przeniesienie się na okręt Walkirii i ewakuację, gdy dojdzie do sytuacji, że statek zatonie. To ostatnie było bardziej niż pewne, chociaż nikomu się to nie podobało, a już zwłaszcza nie Legionistom, ale pozwalali sobie przyjmować ciężar utraty jednostki, aby pomóc kwiecistej Verbenie w miażdżeniu sił wroga.
Powrót do góry Go down
Morana
595
szlachetny fae
Felczer / cyrulik, miejscowy arbiter
---
Cyklamen, Mięta zielona, Mech dębowy
https://cursebreaker.forumpolish.com/t422-morana
Temat: Re: O, Merkury, twórco, filozofie i największy wśród mówców, który rządzisz umysłami   O, Merkury, twórco, filozofie i największy wśród mówców, który rządzisz umysłami EmptyCzw 16 Cze - 19:13
     Bariery mrygały, uderzane wybuchami magii od wewnątrz i zewnątrz; gdy Legioniści rozlewali mrok gęsty jak błoto, widać było wyraźniej granice tarcz, kłęby ciemności kotłowały się pod kopułami niczym kolorowy dym uwięziony w mydlanych bańkach. Morana wyczekiwała momentu, w którym ciemność rozwieje się wolno na wszystkie strony, nieograniczona zaporami – wówczas wykonała krok na pokład fregaty, z obnażonym mieczem. Poruszała się krótkimi skokami, pojawiając się i znikając, pozornie bezładnie, aby nie można było przewidzieć trajektorii jej pędu. Chaos był obezwładniający, statek kołysał się na bałwanach wywołanych magią Lata. O Panie, ty, który rozmawiasz z wiatrem, słyszysz wszelkie pieśni świata i znasz przyszłe wypadki… ty, który wykrawasz obrazy naszych śmierci na szkieletach naszych wrogów… pobłogosław mnie mądrością, pobłogosław czystym umysłem… by dzieła, jakich się podejmę były skuteczne…
     Przeskakiwała, unikała zamaszystych cięć, dźgała i cofała się, przeskakiwała znowu – nie miała tarczy, za którą mogła się schować, musiała pozostać w ciągłym ruchu, by nie raził jej płomień jej przyjaciół i nie sięgały strzały. Wykrzykiwała rozkazy na lewo i prawo, sięgając wiciami umysłu do tych, które ją otaczały, choć tak trudno było o skupienie. Zaśnij, poddaj się, umrzyj. Zabij tego a tamtego, atakuj swojego kapitana. Wykol sobie oczy. Oddaj się w niewolę Walkiriom. Idź, daj się aresztować. Nie używaj już nigdy więcej mocy. Poczuła uderzenie w biodro czymś ostrym, inny cios odbił się od jej zbroi dosłownie o włos od miękkiej tkanki. Kolejny przeskok. Dążyła do starcia z jednym z tych przeciwników, którzy zdawali się dowodzić, kiedy obserwowała ich z burty Verbeny. Była o kilka kroków od niego, musiała tylko przeskoczyć przez wyrwę w pokładzie… gdy nagle eksplozja pomiędzy nimi odrzuciła ją do tyłu i prasnęła dziewczyną o deski.
     Szorując łopatkami po pokładzie, na którym proch pożaru i morska woda zmieszana z litrami krwi prawie utworzyły błoto, odbiła się od czyichś nóg. Spojrzała w górę i ujrzała wielką, zwalistą sylwetkę o czerepie krokodyla zamiast głowy. Potwór schylił się i złapał Moranę za szyję, wielgachną dłonią opasając cały jej kark. Próbowała go dźgnąć, zanim nią szarpnął, lecz chybiła, a potem, już tkwiąc zakleszczona w jego uścisku, celowała w głowę – wówczas szeroka, płaska szczęka zacisnęła się na jej ramieniu jak imadło. Chciała krzyknąć, ale wrzask ugrzązł w zaciśniętym gardle.
     Nie krzycz. Żywioł nie odczuwa bólu. Żywioł nie traci nadziei… i tak nigdy jej nie miał.
     Obok nich przeleciała jakaś deska, ktoś zmaterializował się przy nich i ciął krokodyla we wnętrza kolan. Zielonkawa, płytkowa skóra pod podartymi krańcami lnianych spodni była zbyt gruba, by ją przeciąć takim powierzchniowym sznytem, ale Legionista, który ruszył Moranie na pomoc przynajmniej odciągnął uwagę pół-bestii i dał Walkirii szansę na atak mentalny. Skumulowała całą siłę na gadzim móżdżku, uderzając w nią w rozpaczliwej próbie zmienienia go w kisiel. Gdy monstrum ją puściło, Legionista wykonał krok w ciemność, unikając ataku w odwecie, a Morana, kaszląc i ciężko przełykając ślinę, wychrypiała: „Broń mnie przed moimi wrogami. Zabij ich wszystkich.” Tak jak lubiła najbardziej.
     Jesteś mój, psie.



     Choć kilka Walkirii przedostało się wcześniej na Beliala, by pomóc mitygować skutki pożaru brygu, nie udało im się opanować ognia i szybko stało się jasne, że straty są nie do odratowania. Gdy tylko padły rozkazy o przejściu na Verbenę, dziewczyny nawet się nie zastanawiały. Nie próbowały strugać bohaterek, w końcu okręt to tylko okręt – łatwiej było skoncentrować siły na jednej jednostce i to jej bronić zaciekle, niż rozdrabniać się i przez to tracić na skuteczności. Razem z Walkiriami i Legionistami z brygu na pokład statku Halkyone zaczęli przeskakiwać też Hybernijczycy, lecz – co zaskakujące – już nie po to, by walczyć; niektórzy pojawiali się na środku pokładu, natychmiast rzucali się na kolana i podnosili ręce, krzycząc o litość, inni w panice wpadali i natychmiast mdleli. Byli też i tacy, którzy sami grzecznie prosili, by ich aresztować, łączyli ręce nadgarstkami do siebie i potrząsali nimi błagalnie na widok każdego Legionisty czy szeregowej tarczowniczki. Jedna z fregat zaczęła tonąć i żeglarki musiały prędko wycofać Verbenę, by maszty wrogiego okrętu jej nie poniszczyły i nie pociągnęły na dno razem z tym drugim. Nie widać było, co działo się z brygadą z Vallahanu, kolumny dymu przysłoniły widok. Te żołnierki, które jeszcze miały siły, by tkać magię, zamykały piratów w barierach, by nie mogli zbiec. Innych unieszkodliwiali Legioniści troskliwymi uderzeniami w potylice z rękojeści mieczy, a później krępowali ich linami.
     O burty rozbijały się dryfujące ciała, tarcze i elementy wraków. Róg Walkirii zasygnalizował przegrupowanie, zwoływał rozsiane po powietrzu i wodzie dziewczęta z powrotem na pokład.
Powrót do góry Go down
Eligos
599
szlachetny fae
książę Protektor Wykutego Miasta, Generał Niosących Mrok, Pierwsza Tarcza Dworu Nocy, Gwiazda Północna, Pogrobowiec, Zwyrol, Dewastator Emocjonalny, Kuternoga, Cień Kuśtykający Po Kurhanach Wrogów
Spiczaste uszy, broda, laseczka
Heliotrop, tuberoza, benzoin
https://cursebreaker.forumpolish.com/t828-eligos-melphar-beleth#10528
Temat: Re: O, Merkury, twórco, filozofie i największy wśród mówców, który rządzisz umysłami   O, Merkury, twórco, filozofie i największy wśród mówców, który rządzisz umysłami EmptyCzw 16 Cze - 20:58
Kiedy w ustach smakował już tylko krew i dym, a jego magia iskrzyła się już niestabilnymi resztkami, wycofał się, oddając pole tym, którzy jeszcze dysponowali zapasami energii i wrócił na Werbenę, żeby wiązać i obezwładniać jeńców. Tych, którzy byli zbyt agresywni, złapanymi wyższego stopnia, pacyfikował resztkami magii, do uległego, sennego marazmu, odbierając całą agresję i bunt. Na szczęście dzięki ingerencji kogoś o mentalnych umiejętnościach, reszta dawała się łatwo opanować. Wiązał ich najpierw linkami z haczykami, a gdy te już się skończyły, używał zwykłej liny.
     Nie patrzył, jak Belial tonie, nie miało to dla niego znaczenia, nie przywiązał się w żaden sposób do jednostki. Nie patrzył też w toń i na czarne trupy, które nie zatonęły, lecz miały to zrobić za chwilę. Z zaciętą miną nie szukał czarnego warkocza Morany, w obawie, że go tam znajdzie. Może powinien bardziej myśleć o braciach z Legionu, ale nigdy nie służył z tym oddziałem, nie znał nikogo z nich w przeciwieństwie do Walkirii. Uzdrowicielka uratowała mu życie, major osobiście odbierała od niego raport, a Sokolica…
     Cóż. Przyjdzie czas na żałobę, na razie jatka jeszcze trwała, jeszcze słyszał bojowe okrzyki.
     Zwycięski róg Vallahanu podniósł morale wśród obrońców, podniosły się okrzyki wiwatu. Melphar nadal pracował. Gdy skończył wiązać jeńców, zaczął pomagać medykowi Legionistów, przenosząc rannych we wskazane miejsce. Nie brakowało mu tężyzny fizycznej, więc brał się od razu do roboty z innym Legionistą lub Walkirią, która akurat też potrzebowała kogoś do pary w podnoszeniu noszy. Nie miał czasu się umyć, mokre ubranie ocierało się nieprzyjemnie w pachwinach, sól usztywniała je razem z zasychającą na nim krwią.
     Obie wrogie fregaty zaczęły tonąć, na równi z Belialem.
     Dźwięk zwycięstwa Walkirii przyniósł mu ulgę, podobną do tej Avana, gdy ten zobaczył go żywego, całego i zdrowego na pokładzie Werbeny. Pomimo tego, że bardzo ubodło go rozkazywanie Eligosa, a nawet sam go wysłał do walki, w trakcie bitki zrozumiał, że powinien posłuchać Halkyone, a nie narażać go na zbędne niebezpieczeństwo. Nikt nie rozumiał decyzji Księcia ani w kontekście dołączenia brata od kadeta, quasi incognito, do Legionu ani wysłania go na tę misję. Pół walki Avan stresował się tym, że go zetną za to, że stracił księcia i nie będzie nawet czego pochować.
     — Wasza wysokość, niech książę…
     — Sir, jest potrzebna pomoc, sir — powiedział Melphar, stukając obcasem, uniżając swoją pozycję. Nie zamierzał być Jego wysokością księciem Eligosem w sytuacji taka, jak ta. Czy raczej, bycie księciem przyniosłoby mniej dobrego jego poddanym, niż starszy szeregowy Melphar z jego mięśniami, dobrymi nadal do pracy.
     Legioniści ewakuowali, co się dało, a co było potrzebne ze statku. Nie było tego dużo, statek miał zaraz i tak zawijać do portu, cześć racji żywnościowych, wodę i dokumenty. Medycy i żołnierze pracowali ramię w ramię z Walkiriami, bardzo często rozbrzmiewały okrzyki radości na widok znajomych twarzy. Melphar, wesoły z natury, obawiał się najbardziej pogrzebu, kilku słów komandor i odczytania list tych, którzy polegli. Nie chciał usłyszeć imienia Morany. Dlatego szukał jej twarzy wśród tych, którym pomagał, samemu nie będąc rannym, a jedynie lekko poobijanym, mokrym i zmęczonym.
Powrót do góry Go down
Morana
595
szlachetny fae
Felczer / cyrulik, miejscowy arbiter
---
Cyklamen, Mięta zielona, Mech dębowy
https://cursebreaker.forumpolish.com/t422-morana
Temat: Re: O, Merkury, twórco, filozofie i największy wśród mówców, który rządzisz umysłami   O, Merkury, twórco, filozofie i największy wśród mówców, który rządzisz umysłami EmptyCzw 16 Cze - 21:34
     Wyskoczyła z czarnej, wietrznej pustki na pokład od strony dziobu, prawie wpadając na grupkę koleżanek i rannych usadzonych w długim rządku wzdłuż burty. Nogi jej się plątały i nawet nie widziała, gdzie idzie – przed sobą trzymała mężczyznę unieruchomionego dźwignią lewej ręki. Był od niej trochę wyższy, dlatego prowadziła go wygiętego jak pałąk, z głową zadartą mocno do tyłu. Zasłaniał jej wizję. Nie widziała fae dookoła siebie. Potknęła się o własne buty, przypadkiem kopnęła jeńca, nadepnęła na jego nogę i oboje upadli, on na pokład a Morana na niego, boleśnie tłukąc sobie łokieć o podłogę. Prawe ramię Walkirii wisiało bezwładnie u jej tułowia, opuchnięte i sine, z rzędem krwawych ran wyglądających jak ślady po kłach.
     — Pani Major… — Wydawało jej się, że krzyknęła, ale brzmiało to bardziej jak szczeknięcie psa, który tak bardzo rwał się na łańcuchu, że obroża go dławiła. Odkaszlnęła i spróbowała znowu: — PANI MAJOR!
     Dziewczyny dookoła pomogły jej wstać, rozległo się wołanie za Kiraną powtórzone przez kilka gardeł w różnych odstępach czasowych i przestrzennych, jak w dziecięcej zabawie w głuchy telefon. Morana zgubiła gdzieś kaptur, włosy miała przesiąknięte do ostatniego strączka, a wcześniej namalowane pod oczami paski sadzy, które miały Walkirie chronić przed oślepiającymi błyskami słońca na wodzie, spłynęły groteskowo po policzkach jak farba. Nie u niej jednej zresztą, wiele osób, które trafiły w bójce do wody, miało całe twarze umorusane zaciekami szarości.
     Kirana dosłyszała wołanie i wiedziona wskazówkami domaszerowała żywo do miejsca, w które przeskoczyła Morana. Dziewczyna cała się trzęsła, ledwo trzymając na nogach. Przemarzła do kości. Szczęka latała jej nieopanowanie, zęby dzwoniły o siebie. Major spojrzała na Sokolicę ze zmarszczonymi brwiami, z mieszaniną nagany i ulgi w oczach. Kapral, przytrzymywana przez jedną z sióstr, nie powiedziała niczego, trochę obawiając się, że zostanie zrugana przy wszystkich. Wykonała tylko jeden gest: pokazała palcem na mężczyznę, którego złapała i zabrała ze sobą z fregaty. Miał na sobie ciemny płaszcz ze zdobieniami na rękawach i połach oraz starą busolę przypiętą do pasa.
     Przyprowadziła Kiranie kapitana. Żywego.
     Major poklepała Moranę po plecach i przydzieliła jej dwie sanitariuszki. Nie mogła poświęcić jej teraz wiele czasu, ale było jasne, że później Sokolica będzie musiała wytłumaczyć się z tego wariackiego czynu. Mora wyznała koleżankom, że nie może ruszyć prawą ręką, nie może jej podnieść, zgiąć ani nawet zacisnąć palców dłoni. Skóra na ramieniu paskudnie obrzmiała, z ran sączyła się mieszanka czarnej juchy z jakąś przezroczysto-żółtawą mazią. Dziewczyny przeprowadziły ją przez pokład, zamierzając ulokować ją na niższym deku. Z każdym krokiem czuła się coraz wątlej, robiło jej się niedobrze, oczy uciekały pod górne powieki. Ciało buntowało się w szoku.
     W takim stanie się znajdowała, gdy wypatrzył ją Melphar. Już nie musiał szukać jej warkocza dryfującego w wodzie pomiędzy trupami, bo… nie było żadnego warkocza. Włosy Walkirii były krótkie, splątane w smętny mysi ogonek ucięty tuż nad karkiem. Walkiria zawiesiła na nim powłóczyste, półprzytomne spojrzenie, a potem uśmiechnęła się szeroko jak senne dziecko i pomachała lewą ręką beztrosko, jakby właśnie szła na podwieczorek, a nie na akcję ratowania skażonej kończyny.
Powrót do góry Go down
Eligos
599
szlachetny fae
książę Protektor Wykutego Miasta, Generał Niosących Mrok, Pierwsza Tarcza Dworu Nocy, Gwiazda Północna, Pogrobowiec, Zwyrol, Dewastator Emocjonalny, Kuternoga, Cień Kuśtykający Po Kurhanach Wrogów
Spiczaste uszy, broda, laseczka
Heliotrop, tuberoza, benzoin
https://cursebreaker.forumpolish.com/t828-eligos-melphar-beleth#10528
Temat: Re: O, Merkury, twórco, filozofie i największy wśród mówców, który rządzisz umysłami   O, Merkury, twórco, filozofie i największy wśród mówców, który rządzisz umysłami EmptyCzw 16 Cze - 23:16
     Zawiesił się na niej chwilę. Żyła. Odetchnął. Tylko co to było za życie. Otarł przedramieniem czoło, odgarniając z niego pasmo grzywki. Sam wyglądał jak dama, której złamano serce po bardzo długiej nocy zabawy wątpliwej jakości w wątpliwych miejscach, nawet nie zwrócił uwagi na to, jak wygląda jej fryzura czy na spływające ciemnidło. Od razu spojrzał na ramię dziewczyny, a niemal zalotne powitanie wywołało zmarszczenie brwi u Melphara.
     — Zaniosę ją, pomóżcie przy noszach — powiedział do dwóch Walkirii na których opierała się kapral, tonem, który Morana dobrze mogła pamiętać z ich drugiego spotkania, w Górach Illyrskich, nieznoszący sprzeciwu, władczy, ignorujący stopnie. Pokazał głową na medyka, leczącego uraz na skroni nieprzytomnej wojowniczki. Tam nadadzą się lepiej, we dwie, niż tutaj, przy Moranie, którą był w stanie unieść. Złapał ją pod barkami i kolanami, opierając jej zdrową rękę o swoją klatkę piersiową i pozwalając kiwającej się głowie oprzeć na ramieniu.
     Nawet jeśli protestowała, jej stan pozwolił mu to całkowicie zignorować.
     Przenosił już wiele osób tą samą drogą, więc wąskie przejścia i manewrowanie po schodach szły mu sprawnie. Sokolica okazała się być cięższa, niż się spodziewał, aż zastanowił się, czy to tylko kwestia wody czy przegrana w ich pojedynku tak bardzo dała się we znaki jej dumie. Może oba. Gdyby nie dziwna rana, może by jej to wytknął, ale radość z jaką go powitała, zmartwiła go. Spieszył się, wymijając się z wracającymi na podkład z noszami.
     Z zaciętym wyrazem twarzy wymijał kolejne prowizoryczne łóżka, wszystkie zajęte, aż w końcu dotarł do pustego i ułożył ją delikatnie na posłaniu. Zawołał medyczkę. Nie chciał zostawić Morany, tak jak i ona nie zostawiła jego wcześniej, więc szukał wzrokiem czegoś, żeby być przydatnym w okolicy Walkirii. Najpierw zdjął jej buty, zaczął rozpinać kirys, żeby ułatwić leczenie. Nic nie mówił. Nie wiedziałby nawet co.
     Liczył, że pewny dotyk wystarczy jej dla uziemienia.
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Temat: Re: O, Merkury, twórco, filozofie i największy wśród mówców, który rządzisz umysłami   O, Merkury, twórco, filozofie i największy wśród mówców, który rządzisz umysłami Empty
Powrót do góry Go down
 
O, Merkury, twórco, filozofie i największy wśród mówców, który rządzisz umysłami
Powrót do góry 
Strona 1 z 4Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Cursebreaker: Dwór Cierni i Róż :: Strefa użytkownika :: Podróże :: Retrospekcje-
Skocz do: