O, Merkury, twórco, filozofie i największy wśród mówców, który rządzisz umysłami

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
Eligos
599
szlachetny fae
książę Protektor Wykutego Miasta, Generał Niosących Mrok, Pierwsza Tarcza Dworu Nocy, Gwiazda Północna, Pogrobowiec, Zwyrol, Dewastator Emocjonalny, Kuternoga, Cień Kuśtykający Po Kurhanach Wrogów
Spiczaste uszy, broda, laseczka
Heliotrop, tuberoza, benzoin
https://cursebreaker.forumpolish.com/t828-eligos-melphar-beleth#10528
Temat: O, Merkury, twórco, filozofie i największy wśród mówców, który rządzisz umysłami   O, Merkury, twórco, filozofie i największy wśród mówców, który rządzisz umysłami - Page 4 EmptyPią 10 Cze - 21:13
First topic message reminder :

O, Merkury, twórco, filozofie i największy wśród mówców, który rządzisz umysłami

DATA: VIII miesiac, 6 lat przed Wojną Siedmioletnią
MIEJSCE: Morze pomiędzy Dworem Nocy a Vallahanem
OSOBY: Eligos & Morana & sto tysięcy enpeców
OPIS: Tu będzie opis


Panie, który stoisz na wysokości i spoglądasz na pokornych,
który badasz serca i przenikasz sumienie,
Panie duchów, Królu nieba i ziemi, obdarz swą łaską mnie grzesznego,
o Panie, abym podporządkował sobie moce planety Merkury.
O Merkury, najzdolniejszy w logicznej argumentacji, najskuteczniejszy i
najdoskonalszy w mądrości i w każdej nauce;
który rozdzielasz i rozprowadzasz sztukę i rzemiosło każdego nas;
doświadczony i zręczny żołnierzu,
bez Ciebie wszystkie rzeczy ruchome i nieruchome, nie mogą być poznane.
O Merkury, twórco, filozofie i największy wśród mówców,
który rządzisz umysłami; wzywam Cię!

     Minęła wiosna, lato drżało w pełnym rozkwicie, widocznym na otaczającym morzu w postaci skwaru lejącego się z nieba, niczym tak bardzo wyczekiwany deszcz, którego pragnęli wszyscy, poza rolnikami, przygotowującymi się do żniw i obserwującymi z trwogą niebo. Lato to czas modłów do Matki, najpierw o deszcz, aby płody roli nie zmarniały zbyt szybko, aby ziarna nie zasnęły, w połowie rozwinięte, aby owoce pęczniały sokiem w sadach, pośród których odbywają pikniki dziewczęta w białych sukniach i młodzieńcy z rozchełstanymi koszulami i słonkami trawy za uchem. Później modlą się, żeby wybłagany deszcz przestał padać, aby dane było zebrać słomę na czas zimy dla zwierząt i jedzenie, aby nic nie zgniło, nim zagości na stole.
     Trzy statki kołysały się na spokojnych wodach połączone ze sobą znikomą mocą dwóch trapów, prowadzących do środkowego, największego z okrętów,  pod banderą Walkrii. Statek, który przypłynął ze Wschodu, z jednym pokładem i końskim łbem, o biało-czerwonych żaglach w pasy, powiewał banderą Vallahanu, a smukły bryg o białych żaglach, o ostrym dziobie, należał do floty Dworu Nocy, góra Ramiel na fladze z trzema gwiazdami trzepotała wesoło. Pośrodku Verbeny ustawiono stół z przyborami do pisania, lakiem i tygielkiem do rozgrzewania, a także potrzebne dokumenty.
     Wszystkie papiery ktoś obciążył zbereźną statuetką, wyciągniętą z kajuty kapitany, choć należało się nieźle przyjrzeć, aby zrozumieć anatomię, którą propagował bezecny artysta. Na pierwszy rzut oka przypominało to scenę psychotycznej rzeźni i poskręcanych w agonii istnień, zwłaszcza że wszystkie zdawały się mieć jakieś zwierzęce, bardzo wydatne cechy.
     Napięte liny stękały w lekkiej bryzie, a dwie delegacje czekały, aż słońce zejdzie z zenitu, aby spotkać się na rozmowach, koordynowanych przez Walkirie, jako trzecią stronę, bezinteresowną, opłaconą po połowie z obu stron za fatygę wobec tak wygórowanych oczekiwań w kwestii spotkania. Obie delegacje już czekały przy trapach, jeszcze na swoich pokładach, aby jednocześnie stanąć na nim. Czasami taka polityka wymagała koordynacji niemożliwe szczegółowych i delikatnych.
     Halfas wyglądał, jak typowy mieszkaniec Dworu Nocy, ze śniadą skórą, haczykowatym nosem i czarnymi włosami. Jego były długie, niemal do pasa, zaplecione w kunsztownego kłosa. Ubranie mężczyzny świadczyło jasno o jego statusie. Jedwabne szaty kołysały się na wietrze, długa kamizelka, narzucona na koszulę związaną szerokim, materiałowym pasem, luźne spodnie, zebrane w kostkach haftowanym brzegiem. Zarówno mankiety, jak i brzegi kamizelki ciążyły ku dołowi złotymi ornamentami, tak samo jak półprzejrzysty szal, zarzucony dla dodatkowej ozdoby, zupełnie zbędny przy takiej pogodzie.
     Towarzyszyło mu dwóch Legionistów, bardzo wysokich mężczyzn, równego wzrostu, oboje byli w skórzanej zbroi polowej, nikt nie był tak głupi, aby zakładać stal w taką pogodę i to jeszcze na morzu. Oboje mieli bardzo nudne, charakterystyczne dla Nocy jako ogółu twarze, bez niczego szczególnego, co pozwalało ich odróżnić od siebie, włączając w to jednakowe, zaczesane do tyłu fryzury, ukryte pod szalami, chroniącymi głowy od prażącego słońca.
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Morana
595
szlachetny fae
Felczer / cyrulik, miejscowy arbiter
---
Cyklamen, Mięta zielona, Mech dębowy
https://cursebreaker.forumpolish.com/t422-morana
Temat: Re: O, Merkury, twórco, filozofie i największy wśród mówców, który rządzisz umysłami   O, Merkury, twórco, filozofie i największy wśród mówców, który rządzisz umysłami - Page 4 EmptyNie 31 Lip - 19:45
     Słysząc głuche puknięcie za sobą, obróciła się przez ramię i o mało nie parsknęła. Jakoś odruchowo podniosła rękę, jakby chciała sięgnąć jego głowy, lecz powstrzymała się w pół gestu, podobnie jak wcześniej Melphar cofnął dłoń, nim dotknął jej krótkich włosów. Zamiast tego udała, że od początku zamierzała dotknąć swojej twarzy, zasłonić usta, by nie wydać z siebie dźwięku. Przeszli jeszcze kilka metrów pomiędzy śpiącymi towarzyszami i wówczas przerzedziło się w hamakach zwisających z sufitu.
     — Czegoś, gdzie nie będą nam łazić przy głowach w tę i we w tę — odpowiedziała szeptem. — Przecież przy wyjściu praktycznie nie da się spać. Sam widziałeś, hamaki były puste. — Nikt nie był na tyle głupi, by przy wyborze jeszcze kilku wolnych miejsc do odpoczynku wybierać sobie takie, gdzie ryzyko bycia boćkniętym głową przez osobników postury Melphara, albo padnięcia ofiarą żartobliwego „zmacania” od spodu, było wysokie. Nie tylko koledzy księcia wpadali na durne pomysły, Walkirie też często odwalały głupoty. Bardziej niewinne co prawda, nie tak ryzykowne (nie bez powodu kobiety mogły pochwalić się dłuższą średnią życia niż mężczyźni). Oczywiście zależnie od usposobienia były takie dziewczęta, które figlowały bardziej, oraz takie jak Morana, z kijem w tyłku aż po samą szyję, dlatego też Sokolica nie chciała skończyć napadnięta w środku nocy i owinięta w hamak jak cukierek, kilka razy dookoła własnej osi. Ani to się wygrzebać, ani przeskoczyć. Albo poczuć we śnie, jak coś ostrego wbija jej się w pośladki. Chyba by oszalała, słysząc kroki przechodniów co kilka minut. Wolała zaszyć się gdzieś w kącie.
     Pomijając możliwe żarty, Morana i tak nie chciała spać w hamaku. Ciężko byłoby się na niego wgramolić a potem zejść z jedną ręką wyłączoną z użytkowania. Już prędzej weźmie koc, oprze się pod ścianą i będzie drzemać na siedząco jak kiedyś, z Melpharem w jaskini.
     Udało jej się wypatrzyć trzy wolne koje prawie w samym rogu, ułożone piętrowo, jedna nad drugą. Najniższa znajdowała się na wysokości łydki, a pomiędzy jedną a drugą było tylko tyle przerwy w wysokości, by osóbka wielkości Morany mogła pół-usiąść. Gwałtowna pobudka mogła skutkować pieczątką na czole z drewnianej belki podtrzymującej pryczę powyżej.
     Zadowolona, podparła się pod bok lewą ręką i wskazała Eligosowi dolną leżankę ruchem głowy.
     — No, wskakuj — wyszeptała z rezolutną miną. — I posuń nogi.
Powrót do góry Go down
Eligos
599
szlachetny fae
książę Protektor Wykutego Miasta, Generał Niosących Mrok, Pierwsza Tarcza Dworu Nocy, Gwiazda Północna, Pogrobowiec, Zwyrol, Dewastator Emocjonalny, Kuternoga, Cień Kuśtykający Po Kurhanach Wrogów
Spiczaste uszy, broda, laseczka
Heliotrop, tuberoza, benzoin
https://cursebreaker.forumpolish.com/t828-eligos-melphar-beleth#10528
Temat: Re: O, Merkury, twórco, filozofie i największy wśród mówców, który rządzisz umysłami   O, Merkury, twórco, filozofie i największy wśród mówców, który rządzisz umysłami - Page 4 EmptyNie 31 Lip - 20:18
     Eligos popatrzył na Moranę z powątpiewaniem. Splótł ręce na piersiach, jakby trochę obronnie, odsunął się o krok do tyłu i popatrzył jeszcze raz na dolną pryczę, po czym na wiszące dookoła hamaki. Trochę komicznie się przekrzywił, jakby chciał zajrzeć do wnętrza małej jamki. Właśnie dlatego nie został marynarzem, a Legionistą, poza innymi również powodami, jak na przykład, nie zamierzał przyjmować rozkazów od pomniejszych fae, a chciał rozpocząć swoją drogę jako kadet, poprawnie, aby nigdy nikt nie mógł mu wytknąć, że nie zasłużył na swoje miejsce w armii. Im mniej trupów w szafie, tym lepiej. Oczywiście, żegluga nie wchodziła nigdy w grę przez zbyt wysokie prawdopodobieństwo śmierci przez zwykłe problemy pogodowe. Nikt nie zamierzał ryzykować życia księcia na jakiejś łajbie. Co innego pośród kultystów w górach. Wtedy można.
     — Jeśli utknę, będziesz mnie wyciągać — poinformował Walkirię, zginając kolano i opierając je na pryczy, aby niezgrabnie wleźć na pryczę, najpierw uginając karku i tułowia, a później umieszczając na miejscu tylną część ciała. Robił to ze świadomością, że najbardziej zgrabną formą wychodzenia, będzie sturlanie się na podłogę kubryku, bo nie miał jak się unieść bardziej niż na łokciach. Miał nadzieję, że nie zapomni, gdzie jest i nie przywali nosem w deskę nad głową, bo nie dość, że Morana będzie się z niego naigrawać, to jeszcze nos będzie bardziej garbaty niż dotychczas.
     Ułożył się najpierw na plecach, a później na boku, twarzą do przejścia. Nienawidził spać na wznak, miał wrażenie, że gorzej mu się wtedy oddycha. Chwilę się kręcił, ale nie bręczał już więcej pod nosem, przyklejając się do ściany (co nie było takie trudne, leżanka nie należała do najgłębszych), aby zrobić miejsce dla Morany i na wspinanie się czy co tam planowała robić podczas układania go do snu. Bawiło go to niesamowicie.
     Cokolwiek wymyśliła, zapewne będzie to dobra historyjkach dla chłopaków, chociaż nie wiedział jeszcze, czy się nią podzieli. Wspomni im oczywiście, że spotkał wielką nieobecną, nie powie nic o włosach, niech się zdziwią albo chociaż wyjdą na jeszcze mniej spostrzegawczych niż on, ale już o tym, jak pięknie wyciągnęła z Halfasa okrzyki zdecydowanie. Tego nawet nie trzeba koloryzować, bo dyplomata rzeczywiście się posikał ze strachu. Dobrze skurwielowi.
Powrót do góry Go down
Morana
595
szlachetny fae
Felczer / cyrulik, miejscowy arbiter
---
Cyklamen, Mięta zielona, Mech dębowy
https://cursebreaker.forumpolish.com/t422-morana
Temat: Re: O, Merkury, twórco, filozofie i największy wśród mówców, który rządzisz umysłami   O, Merkury, twórco, filozofie i największy wśród mówców, który rządzisz umysłami - Page 4 EmptyNie 31 Lip - 20:52
      — Wyciągnę, cicho — trochę obiecała a trochę zganiła, żeby przestał marudzić, nadal szeptem. Oglądała jego zmagania, tę przedziwną technikę ładowania się w ciasną jak trumna przestrzeń kolanem i głową jednocześnie, a gdy już umościł się na pryczy, sięgnęła po koc złożony w równą kosteczkę tuż w rogu leżanki. Spróbowała go rozłożyć, lecz jedną ręką jej trochę nie szło, majtnęła więc nim kilka razy w powietrzu, dosyć nieporadnie. Na początku, sądząc po jej zadowolonej minie, ona chyba też miała niezłą zabawę z tej gry aktorskiej, gdzie udawała nadopiekuńczą koleżankę, chociaż przykrywanie Eligosa, również za pomocą tylko jednej ręki, było jeszcze trudniejsze: gdzie wetknęła jeden koniec koca, to drugi jej się wymsknął, coś się gdzieś skręciło, a jak próbowała naprostować to pierwszy róg się ściągnął – toteż rychło zaczęła tracić cierpliwość.
      — Pomóż mi —  poprosiła, zirytowana swoją własną niemocą. Zawsze myślała, że jest bliska oburęczności, bo w walce posługiwała się obiema z podobną skutecznością, zarówno mieczem, tarczą jak i włócznią, jednak gdy przychodziło do niezwiązanych z bitwą czynności manualnych wymagających drobiazgowości, lewa wychodziła blado. Wystarczyło tylko spojrzeć jak Morana jadła swoją kaszę – trzymała drewnianą łyżkę zamkniętą w pięści, jak pięcioletnie dziecko. Może dlatego nie dojadła do końca, nie dlatego, że była pełna na żołądku, tylko się koniec końców wkurwiła tym niezdarnym wachlowaniem.
     Z niewiadomej przyczyny zostawiła koc rozgrzebany przy jego nogach. Szybko się wyjaśniło, dlaczego: otóż zamiast wspiąć się na wolne łóżko powyżej po drewnianej drabince, Morana zdecydowała wepchać się na tę samą leżankę. Usiadła, wcisnęła tyłek w to gniazdko z koca i zaczęła kokosić się tuż przy piszczelach Melphara w drugim końcu koi, skurczona w niskiej przestrzeni na pół-siedząco, z nogami wystającymi poza malutką wnękę w ścianie. Z niewinną miną sięgnęła po poły koca, żeby przykryć sobie ramiona.
Powrót do góry Go down
Eligos
599
szlachetny fae
książę Protektor Wykutego Miasta, Generał Niosących Mrok, Pierwsza Tarcza Dworu Nocy, Gwiazda Północna, Pogrobowiec, Zwyrol, Dewastator Emocjonalny, Kuternoga, Cień Kuśtykający Po Kurhanach Wrogów
Spiczaste uszy, broda, laseczka
Heliotrop, tuberoza, benzoin
https://cursebreaker.forumpolish.com/t828-eligos-melphar-beleth#10528
Temat: Re: O, Merkury, twórco, filozofie i największy wśród mówców, który rządzisz umysłami   O, Merkury, twórco, filozofie i największy wśród mówców, który rządzisz umysłami - Page 4 EmptyWto 2 Sie - 18:53
     Dwukrotnie przywalił łokciem w coś, kilka razy dłonią, pomagając Moranie w przykrywaniu jego szanownej osoby. Miał bardzo ograniczony zakres ruchów w ciasnej koi, ale miało to swoje plusy, na przykład wonie Sokolicy zostawały w powietrzu dookoła i osiadały na solnych warstwach, dając ucieczkę od ogólnego zapachu ryb, morza i potu innych fae. Zmęczenia, nabuzowania, strachu, to wszystko śmierdziało namiętnie, więc mała oaza, którą dla nich znalazła Walkiria, jawiła się dość przyjemnie, pomimo niedogodności. Minusami zdecydowanie był gryzący koc, z szorstkiej wełny, prawie identyczny do tego, który robił Melpharowi za pelerynkę, poza kolorem.
     Legioniści nawet ubiory mieli monotonne, czarne. Żadnych wariacji, jakby ktoś ich z prasy drukarskiej powyciągał.
     Zwłaszcza gdy zorientował się, że dziewczyna postanowiła zostać. Patrzył z jawnym zdziwieniem na twarzy, jak mości się koło jego nóg, w jakieś dzikie zygzaki, z zadowoloną z siebie miną. Zmrużył oczy, jakby podejrzewał, że coś kombinuje, gdy już opanował swoje brwi, gotowe odlecieć z jego czoła w zdziwieniu. Chwilę patrzył na nią, lekko uniesiony na łokciach, jakby w nieszczególnie udanym odbiciu jej pozy, niby siedzącej, niby leżącej. Przesunął bez słowa górą część swojego ciała bliżej brzegu, wyciągnął długą rękę i po omacku poszukał poduszki (czy też tego, co szumnie nią nazywano na Verbenie) z koi wyżej i ją zdjął, po czym rzucił nią w Moranę.
     — Połóż się normalnie — powiedział jej, prawie rozkazującym tonem, zamiast zapytać, dlaczego postanowiła wybrać dzielenie z nim posłania, zamiast wybrania któregokolwiek z wolnych. — Nie kopnę cię, prawie się nie ruszam, jak śpię. I dawaj tutaj te nogi.
     Poklepał dłonią miejsce obok siebie. Znów, spędzał tyle czasu z chłopcami w swoim wieku, w koszarach, że mało co było mu straszne, a już na pewno nie nogi Walkirii, które przecież zawsze pachniały kwiatkami. Jeśli o niego chodziło, to mogła położyć się nawet z głową na jego poduszce, ale domyślał się, że po jego otwartym przyznaniu się, że pamięta, nie zamierzała tego robić. Postanowione, zdecydowanie się nie podzieli tą częścią opowieści, tak samo jak rozmową na maszcie.
Powrót do góry Go down
Morana
595
szlachetny fae
Felczer / cyrulik, miejscowy arbiter
---
Cyklamen, Mięta zielona, Mech dębowy
https://cursebreaker.forumpolish.com/t422-morana
Temat: Re: O, Merkury, twórco, filozofie i największy wśród mówców, który rządzisz umysłami   O, Merkury, twórco, filozofie i największy wśród mówców, który rządzisz umysłami - Page 4 EmptyPią 5 Sie - 19:15
     — Ałć — rozległ się płaski głos zza poduchy. Morana prawie dostała rożkiem poszewki prosto w oko. Zmiętosiła twardy, płaski kawałek okrętowej pościeli (co oni tam pchali, na Kościeja, trociny z bierwion pokonanych okrętów?) i najpierw przytuliła go do klatki piersiowej, tak, że tylko kawałek nosa i oczy wyglądały na księcia zza białego prostokąta, a potem wepchnęła poduszkę w kąt pomiędzy drewnianą przegrodą a drabinką na wyższe piętra. Oparła się w kąciku bokiem. — Nie nie, ja tylko na trochę. Posiedzę tu dopóki się nie upewnię, że śpisz. Będę pilnować czy nie udajesz — pogroziła mu żartobliwie. Chociaż… może zawarła w tym ziarenko prawdy? — Jeśli będziesz próbował stąd czmychnąć, będę o tym wiedzieć — podniosła palec. Bo musiałbyś się przetoczyć po mnie, ty wielka kłodo.
     Mogła się oszukiwać, że to z powodu ramienia w temblaku, albo z troski o inne siostry Walkirie oraz braci z Legionu, którzy też potrzebują jakiegoś miejsca do odpoczynku, ale teraz już nie zamierzała kłamać, nawet gdyby Eligos otwarcie ją o to spytał. Pomijając niezręczność jaka między nimi wisiała i powracała regularnie w rozmowach niczym kometa do rodzimego układu, obojgu im było przecież raźniej w swoim towarzystwie, zwłaszcza w otoczeniu  stosunkowo obcych żołnierzy, z którymi nie czuli się nijak związani. Z kim innym miałaby teraz być, kiedy on jej nie odtrącał? Morana przez kilka ostatnich miesięcy błądziła po surowej, złej pustyni, o niczym nie marząc tak gorąco, jak o wodzie, pragnąc jej każdym skrawkiem swojego ciała i jednocześnie nienawidząc w sobie tego, że jej potrzebowała do życia – a teraz czuła się tak, jakby wreszcie odnalazła oazę i nie chciała jej opuszczać. Nawet jeśli po mokrych piaskach tej zdradliwej oazy przechadzały się skorpiony i można było na nie nadepnąć, będąc nieuważnym.
     Tak widziała teraz ich relację. Przystań napełniająca nowym życiem i dodająca sił, a wystarczyło jedno nieostrożne słowo, jedno spojrzenie za mocno nasączone uczuciem…
     Może to przez wyczerpanie i ciągły, tępy ból ran odniesionych w boju, a może nadmiar Eligosa dzisiejszego popołudnia po długim odwyku, ale myśli Morany uciekały w niedaleką przyszłość, w ten moment, kiedy zejdą z trapu Verbeny i pożegnają się ze sobą. Nie mogła jeszcze zdecydować, czy powinna uznać ten rozdział ich znajomości za pomyślnie zamknięty i wrócić do ambitnego zbierania zasług, czy też może właśnie powinna dać sobie trochę odpocząć od pracy, spotkać się wreszcie z przyjaciółmi. Może teraz już nie byłoby im tak nieswojo w swoim towarzystwie. Nie wiedziała.
     Spuściła głowę, trochę speszona, zasępiła się.
     — Mogę cię o coś spytać...? —  zawiesiła na chwilę głos, ważąc słowa. — Myślisz, że mogłabym jeszcze spotkać się z wami w naszym wspólnym gronie…? Czy może byłoby niestosownie…?
     Nie zwerbalizowała tego konkretnie, zostawiając mu szerokie pole do odpowiedzi, ale w duchu chodziło jej o wiele aspektów: czy nie byłoby jakoś głupio, bo może już jej tam nie chcieli? Może obrazili się na nią, że zerwała kontakt, a może nawet nigdy jej tak naprawdę nie polubili od samego początku…? Morana wiedziała, że Jurate była na nią trochę obrażona za to nagłe zniknięcie z Meplharem, zrodziła się między dziewczynami drobna, nigdy niewypowiedziana rywalizacja. Może blondynka nawet cieszyła się, że Sokolicy już z nimi nie było. Wreszcie, Morana była ciekawa tego, co Melphar sam myśli na ten temat.
Powrót do góry Go down
Eligos
599
szlachetny fae
książę Protektor Wykutego Miasta, Generał Niosących Mrok, Pierwsza Tarcza Dworu Nocy, Gwiazda Północna, Pogrobowiec, Zwyrol, Dewastator Emocjonalny, Kuternoga, Cień Kuśtykający Po Kurhanach Wrogów
Spiczaste uszy, broda, laseczka
Heliotrop, tuberoza, benzoin
https://cursebreaker.forumpolish.com/t828-eligos-melphar-beleth#10528
Temat: Re: O, Merkury, twórco, filozofie i największy wśród mówców, który rządzisz umysłami   O, Merkury, twórco, filozofie i największy wśród mówców, który rządzisz umysłami - Page 4 EmptyPią 5 Sie - 23:28
     Eligos mruknął coś o tym, że podobno było jej zimno, ale nie ciągnął myśli. Podśmiechnął się tylko pod nosem, gdy mu groziła, ziewając i zakrywając przy tym usta wierzchem dłoni, aby nie ziać gębą po gulaszu. Nie miał pojęcia, jak miałby się wydostać z małej leżanki, wbudowanej w ścianę w sposób, który byłby wystarczająco cichy, aby nie obudzić Morany. Chyba sobie z niego żarty stroiła, jeśli myślała, że była opcja, że zrobi to z jakąkolwiek godnością. Prawdopodobnie ukryje się w cieniu, aby uniknąć świadków swojego żenującego wyczynu, ale hałasu tym sposobem nie zatuszuje.
     Najpierw Melphar zamrugał, wachlując swoimi rzęsami jak nadwrażliwa matrona na wyczyny młodzieży na parkiecie albo jakaś kokietka, po czym szturchnął nogą Moranę, jakby chciał jej dać w ten sposób prztyczka za głupie gadanie, ale nie na tyle, aby ją to zabolało. Zaraz jednak spuścił wzrok na koc i zaczął skubać jego brzeg, bawiąc się jakąś wystającą nitką czy kulką.
     Wszystko zaczynało go boleć, gdy ciało odpuściło, zniknęło zimno, chłodzące i otępiające nerwy. Nikt nie miał magii i czasu na zaleczanie siniaków, a Eligos był zbyt dumny, aby o to chociażby poprosić.
     — Cahir przeżywa, że został słomianym wdowcem przed ślubem — powiedział szeptem, ledwie słyszalnym wśród stękania desek i dźwięków morza. Mówił to lekkim tonem, żeby rozładować napięcie przed następnym, nieco poważniejszym: — Brakowało nam ciebie, Mora. Trochę… chłopakom jest przykro, że ich olałaś, Vicarion bardzo cię polubił, dziewczynom też jest głupio, bo zwykle ktoś zapyta o ciebie. Tęsknimy.
     Spojrzał na Sokolicę. Celowo postawił nacisk na liczbę mnogą, która zawierała również jego osobę w zdaniu. Na twarzy miał nieśmiały, ale szczery uśmiech podszyty odrobinę smutkiem. Chciał zapytać, czy to jego wina, ale miał wrażenie, że zna odpowiedź i nie chce jej usłyszeć.
Powrót do góry Go down
Morana
595
szlachetny fae
Felczer / cyrulik, miejscowy arbiter
---
Cyklamen, Mięta zielona, Mech dębowy
https://cursebreaker.forumpolish.com/t422-morana
Temat: Re: O, Merkury, twórco, filozofie i największy wśród mówców, który rządzisz umysłami   O, Merkury, twórco, filozofie i największy wśród mówców, który rządzisz umysłami - Page 4 EmptyPią 5 Sie - 23:56
     Nie spodziewała się aż takiej miłej odpowiedzi, poważnej, trochę chwytającej za serce. Nie zdążyła się nawet zorientować, kiedy zaszkliły jej się oczy. Spuściła wzrok i uśmiechnęła się miękko, może Melphar nie zauważy, jak na twarzy Sokolicy wzruszenie walczy z bólem i ulgą jednocześnie, przetaczając się po jej brwiach i ustach, raz wyginając kąciki warg w jedną, a raz w drugą stronę, jakby dziewczyna nie mogła zdecydować się, co czuje bardziej. W końcu w kubryku nie było zbyt jasno. Może na jej twarz padał jakiś cień, może akurat książę sam odwróci wzrok… tu się akurat myliła, lecz jakoś musiała pocieszyć się, by powstrzymać się przed kompletnym rozklejeniem. Nawet dobór słów mężczyzny, że „olała” kolegów, tym razem jej nie zirytował, możliwie dlatego, że nosiła w sobie tęsknotę i poczucie winy, a może ze zmęczenia nie miała już siły być drobiazgowa i spierać się z nim o takie głupoty. Wiedziała, że nie miał złych intencji. Właściwie wprost przeciwnie.
     Odetchnęła. Przełknęła ślinę przez suche gardło.
     — Powiedziałeś komuś o tym, co się wtedy stało…? — spytała z głęboką, trwożliwą nadzieją skrytą pod warstwą pozornie opanowanego szeptu. — Że się wtedy pobiliśmy…? W sumie… za każdym razem się bijemy… — tu bezwiednie uśmiechnęła się, bo przecież zaczynało stawać się tradycją, że gdy tylko Morana spotykała Eligosa, dochodziło do jakichś bójek. Połamane żebra, rozlana krew, góry drżące od rzucania koleżankami o glebę. Tym razem przynajmniej nie pobili się ze sobą wzajemnie, jeśli nie liczyć momentu, gdy Eligos pchnął koleżankę na łóżko, i to w zdecydowanie nieerotycznym sensie, gdyż była to prycza na okrętowym lazarecie (chociaż przecież groził jej wiązaniem), ale jeśli tak dalej pójdzie, to z rosnącą intensywnością kolejnych starć, piątym czy szóstym z kolei spotkaniem wreszcie wywołają jakąś międzydworską wojnę albo katastrofę naturalną.
     Jej nieśmiały uśmiech, jak się pojawił, tak samo szybko zniknął, gdy dodała:
     — …o Calanmai…?
     Wtedy podniosła wzrok na jego twarz, czując, jak robi jej się ciepło. Dobrze, odważyła się nazwać to wreszcie. Skoro on pociągnął już za klamkę i odblokował zamek, było trochę łatwiej rozchylić drzwi. Właściwie to nie miała Eligosa za paplę z natury, albo kogoś, kto przechwalałby się przed kumplami licznikiem ciał, nie spodziewała się też, by chciał jej zrobić za plecami kiepską opinię. Ale koniec końców, nadal był tylko młodym, zdrowym mężczyzną. Chłopcy potrafili być czasem strasznie ordynarni. Cholera wie, o czym rozmawiał z bliskimi kolegami, gdy im się w sercach ulewało. Z Ernando, na przykład.
     Morana nie pogniewałaby się na Eligosa, gdyby przyznał, że owszem, podzielił się z kimś tą rewelacją – przecież nie byli sobie niczego winni, niczego też sobie nie obiecywali. Żadnej klauzuli dyskrecji. Przyjęłaby to po stoicku, lecz z pewnością rozważyłaby wtedy, czy na pewno powinna ponownie spotkać się z kolegami. Była zbyt dumna by znosić plotki i wrażenie tego, że dziwnie na nią patrzą. Tak, jak czasami dziwnie patrzył Melphar.
Powrót do góry Go down
Eligos
599
szlachetny fae
książę Protektor Wykutego Miasta, Generał Niosących Mrok, Pierwsza Tarcza Dworu Nocy, Gwiazda Północna, Pogrobowiec, Zwyrol, Dewastator Emocjonalny, Kuternoga, Cień Kuśtykający Po Kurhanach Wrogów
Spiczaste uszy, broda, laseczka
Heliotrop, tuberoza, benzoin
https://cursebreaker.forumpolish.com/t828-eligos-melphar-beleth#10528
Temat: Re: O, Merkury, twórco, filozofie i największy wśród mówców, który rządzisz umysłami   O, Merkury, twórco, filozofie i największy wśród mówców, który rządzisz umysłami - Page 4 EmptySob 6 Sie - 15:47
     Kiedy zauważył wahania w odbieraniu jego słów na twarzy Morany, utkwił wzrok w belce nad sobą, jakby słoje okazały się nagle och takie interesujące, wspaniałe, pospolite drewno sosnowe, z którego robiono wszystko, czego należało zrobić dużo i tanio, bo szybko rosło, zwłaszcza w świecie, gdzie fae mogli panować nad roślinami i to samorosnące krzewy mahoniowe były tak doskonałym przykładem luksusu, gdy pędzone magicznie iglaki i pomidory bez smaku dawano tym mniej szczęśliwym w urodzeniu.
     Odpowiedział od razu, nie zastanawiając się nad obchodzeniem faktów czy jakimś woalem tajemnicy. Na swój sposób wyzwalało go to, sprawiało, że supły na karku lekko się luzowały. Już dawno nie miał okazji mówić prawdy, całej prawdy i tylko prawdy. Jakoś tak się złożyło, że to Morana miała być jej powierniczką.
     — Ernando wie, że się biliśmy, ale bez szczegółów, Cahir zapytał o skok, ale odpuścił szybko. Nie jestem zbyt rozrywkowy.
     Ostatnim próbował rozluźnić atmosferę, odrobinę, zanim przejdzie do ciężkiej części dla ich obojga. Spojrzał na Sokolicę przelotnie, mogła zauważyć, że jego policzki płonęły podobnym żarem, co jej, chociaż nie było to aż tak widoczne przez cień zarostu na policzkach i smagłą cerę.
     — O Calanmai… o tym wiemy tylko my dwoje. W sensie… Wiedzą, że byłem kiedyś, ale nic o tobie. — Chrząknął, od szeptu, może przez napięcie, które między nimi zawisło i znów spojrzał na nią przelotnie. — Nie dzielę się takimi szczegółami. Nie zamierzam.
     Nerwowo wyskubywał zmechacone kulki z koca. Nie umiał rozmawiać z kobietami, nie w taki sposób, jak rozmawiał z Moraną, gdzie stawiał się na równej pozycji z nią, przychodząc jako po prostu Eligos czy Melphar, jak wolała go nazywać, bez żadnego przedrostka, bez pagonu, bez tytułu, bez niczego za tym imieniem, ogona obowiązków. Zwykle wchodził w swoją pozę księcia, wyższości i pogardy lub kurtuazyjnej uprzejmości, w głowie obrażając większość osób, z którymi rozmawiał, bądź brzydząc się wulgarnych zalotów. Przez ostatnie lata bardzo mocno zduszał swoją seksualność, aby trzymać się swojej reputacji zimnego księcia, wiecznie skąpanego w mroźnym, gwieździstym blasku, niedostępnego i odległego, że teraz go to absolutnie gubiło.
     Nie żałował niczego, na pewno nie tamtej nocy, może tego, że nie pamiętał jej tak dokładnie, w jaki sposób by chciał. Czy wymienili się wtedy jakimiś imionami, może podał jej pierwsze, a może trzecie? A może skrócił jakoś Melphara? Może wcale, uznając to za przymiot tej nocy? Czuł, jak serce wali mu w piersi, jakby znów wrócił do tamtego wieczoru, gdy magia obezwładniła ich oboje w swojej mocy.  Tylko dlaczego czuł, jakby częściowo nadal w nim tkwiła tamta iskra?
Powrót do góry Go down
Morana
595
szlachetny fae
Felczer / cyrulik, miejscowy arbiter
---
Cyklamen, Mięta zielona, Mech dębowy
https://cursebreaker.forumpolish.com/t422-morana
Temat: Re: O, Merkury, twórco, filozofie i największy wśród mówców, który rządzisz umysłami   O, Merkury, twórco, filozofie i największy wśród mówców, który rządzisz umysłami - Page 4 EmptySob 6 Sie - 17:07
     Morana chyba przez chwilę wstrzymywała oddech, oczekując jego odpowiedzi, bo gdy Melphar jej udzielił, ramiona dziewczyny uniosły się gwałtownie, we wciągniętym przez nos tchnieniu ulgi, którego nie zdołała – albo już nawet nie chciała – dłużej ukrywać. W ich małej wnęce, pomiędzy drewnianym sklepieniem a gryzącym kocem roztoczył się lekki, zielony zapach leśnego poszycia. Owionął twarz Melphara jak dym, wątłą, półkolistą wstęgą, a potem wytoczył się poza siennik i rozwiał ulotnie w korytarzyku między kojami. Świeży mech, odrobina kwiecia. Nie było w nim mięty.
     Kiedy przychodziło do gry pomiędzy kobietą a mężczyzną, nikt nie powinien bezkrytycznie wierzyć w zapewnienia, jakie druga strona sama opowiada o sobie. Zwykle było w nich za dużo autoreklamy, za dużo samochwalnych ubarwień. Ale Morana wpadła po uszy i uwierzyła mu prędko, bo podobało jej się to, co słyszała – kiedy mówił, że nie jest rozrywkowy, wspominał o swojej skrytości. Część tego już przecież doświadczyła na własnej skórze, dlaczego więc miałaby nie dać mu kredytu zaufania w kwestii całej reszty…? Czuła ulgę i trochę jakby wdzięczność. Nie z powodu jakiegoś konkretnego czynu Eligosa (czy raczej tego, czego właśnie nie zrobił), bardziej za całokształt tego, jaki obraz sobą rysował i z jakim nastawieniem podchodził do niej samej.
     Nosiła w sobie pewną wątpliwość, coś w rodzaju lęku: że skoro Melphar pamiętał, jak się poznali, to zdążył już w swoim umyśle zestawić ze sobą pruderyjną szeregową Moranę, towarzyszkę z Gór Ilyrskich, która kazała mu się odwracać za każdym razem gdy pokazała choćby kawałek gołej łydki, oraz wyzwoloną, zmysłową pannę Moranę z Nocy Ognia, i doszedł do… być może nieciekawych wniosków. Nie chciała by myślał o niej, jakoby go oszukiwała, grała coś na pokaz. Nie myślała w kategorii czasu, że to było dawno, inne wieki, bo wcale nie była wówczas osobą inną niż jest teraz i naprawdę nie udawała przed nim onieśmielenia. Żadna z tych twarzy Morany, które książę poznał, nie były fałszem. Tak samo jak Eligos i Melphar nie byli oddzielnymi bytami. Były po prostu momenty, w których postępowało się w jeden sposób, a był też czas na postępowanie w inny.
     Chyba wtedy młoda Walkiria uświadomiła sobie to najbardziej dobitnie – gdy mogła przyłożyć zdjętą z Melphara skórę do swojej własnej, na zasadzie analogii. Zrozumiała, że traktowała go nie w porządku.
      — Cieszę się — wymamrotała wreszcie po długim milczeniu. Westchnęła i uśmiechnęła się w skrępowaniu. — Dlaczego łatwiej jest wspólnie przelewać krew niż rozmawiać o… takich rzeczach…? — zaśmiała się trochę. Ona również niczego nie żałowała, ale nie była gotowa powiedzieć tego na głos. Być może jeszcze nie teraz, być może nigdy. Być może byłoby łatwiej, gdyby Melphar był jej całkowicie obojętny i gdyby nie żywiła wobec niego plątaniny sprzecznych uczuć, jak teraz. Miała w głowie tylko jedną myśl: ciekawe, czy pamiętał, że to ona pierwsza jego wybrała spośród wielu innych chłopców, i że z nim jednym została całą noc, aż do pierwszych promieni poranka rozbijających się różem o mgły poranne. — Chyba oboje mamy trochę nie po kolei… — orzekła drżącym głosem, starając się podtrzymać uśmiech mimo nerwowości.
     Nie musieli przecież mówić o szczegółach. Lecz przynajmniej pękły lodowe mury. Nareszcie.
Powrót do góry Go down
Eligos
599
szlachetny fae
książę Protektor Wykutego Miasta, Generał Niosących Mrok, Pierwsza Tarcza Dworu Nocy, Gwiazda Północna, Pogrobowiec, Zwyrol, Dewastator Emocjonalny, Kuternoga, Cień Kuśtykający Po Kurhanach Wrogów
Spiczaste uszy, broda, laseczka
Heliotrop, tuberoza, benzoin
https://cursebreaker.forumpolish.com/t828-eligos-melphar-beleth#10528
Temat: Re: O, Merkury, twórco, filozofie i największy wśród mówców, który rządzisz umysłami   O, Merkury, twórco, filozofie i największy wśród mówców, który rządzisz umysłami - Page 4 EmptyNie 7 Sie - 10:58
     Ona się przejmowała rzeczami, które nawet Melpharowi przez myśl nie przeszły. Przede wszystkim, zupełnie nie wpadł na zestawianie Morany z czasów Calanmai i obecnych, poza może wizualnymi kwestiami, które majaczyły w pamięci. Oboje pod tym względem byli znacznie drobniejsi, z ciałami miękkimi młodością i luksusami, a nie twardymi od żołnierskiej rutyny.
     W drodze swojego życia podejmuje się różne decyzje, a tylko krowa nie zmienia zdania. Nic to nie znaczyło. Jakiekolwiek motywy towarzyszyły Walkirii w kwestii podejścia do fizyczności, nie były ani kwestią, która go w tej chwili interesowała ani zaprzątała mu głowę. Pomimo zażenowania między nimi, zakończyli ciężki czas pomiędzy. Niektóre rzeczy należało odpuścić, pozwolić im odejść, zrzucić ich ciężar, czasami przez trudne rozmowy.
     Parsknął wesoło.
     — Zdecydowanie. Musisz przyznać, dobraliśmy się jak w korcu maku. — Oparł głowę na łokciu i trochę patrzył na dziewczynę, a trochę w przestrzeń, żeby jej dodatkowo nie peszyć. Tak przyzwyczaił się do wbijania wzroku w innych, aby poczuli się oglądani, że świadomie musiał tego nie robić i bardzo starał się teraz. Długotrwałe utrzymywanie kontaktu wzrokowego, przyglądanie się, niespuszczanie z kogoś wzroku, czyniło ich złymi, nerwowymi, a każdy brak opanowanie, dawał cenne informacje. Teraz jednak ich nie chciał, tak samo jak psucia lekkiego porozumienia między nimi. Co działo się na Calanmai, pozostaje na Calanmai.
     W ciszy i kołysaniu powieki zaczynały mu szalenie ciążyć. Ponownie ziewnął. Przetarł dłonią twarz, żeby się trochę rozbudzić i nie zasnąć w połowie rozmowy, ważnej rozmowy. Coś było w tym stanie między snem a jawą, między działaniem a zasypaniem, że wyciskało szczere rozmowy, może to ciemność, która wbrew pozorom nie ukrywała prawdy, lecz ją odsłaniała w szeptach.
     — Może dlatego, że okazanie czułości i miękkości wystawia na dużo gorsze zranienie niż prawdziwa walka. Jak umrzesz, to umrzesz, jak jednak żyć, gdy rany istnieją tylko w głowie i ciągle oglądasz się za siebie? Gdy światła tych ran oślepiają i są absolutnie niemożliwe do wygaszenia? Czasami nawet sami je wymyślamy, tworząc niepotrzebne zadry między sobą.
     Dlatego Eligos coraz bardziej traktował swoje ciało, jako mięsny kostium, kolejną warstwę ubrania. Zbroję.
Powrót do góry Go down
Morana
595
szlachetny fae
Felczer / cyrulik, miejscowy arbiter
---
Cyklamen, Mięta zielona, Mech dębowy
https://cursebreaker.forumpolish.com/t422-morana
Temat: Re: O, Merkury, twórco, filozofie i największy wśród mówców, który rządzisz umysłami   O, Merkury, twórco, filozofie i największy wśród mówców, który rządzisz umysłami - Page 4 EmptyNie 7 Sie - 12:01
     Gdybyż to było takie proste… Problem w tym, że to, co działo się na Calanmai, nie chciało tam zostać; najpierw wyśledziło Moranę w dziczy, potem odnalazło w gronie przyjaciół, a na koniec doścignęło na środku oceanu. I za każdym razem burzyło krew na więcej niż jeden sposób. Z racji wyznania, jakie praktykowała, dziewczyna bywała bardzo przesądna. Nie wierzyła rzecz jasna w proste gusła, na przykład, że sowy przynoszą ponure wieści, dzwony odpędzają zło, że młode panny powinny zawsze nosić żołędzie w kieszeniach, by jak najdłużej utrzymać urodę, że nie śpi się z głową na północ albo nie wspina na studzienkę, bo to skutkuje złamanym sercem – ale ufała zamysłom swej Pani Tkającej, niciom, jakie skręcała z dusz i włosów, i temu, że każde płótno życia utkane na krośnie z tych szpuli przeznaczenia zostało wcześniej przemyślane z jakąś intencją. Czasami na tych arrasach można było domalowywać swoje własne historie, ale tylko tam, gdzie łaskawie pozwoliła Bogini i gdy wpasowywały się one w jej kapryśną wizję.
     Morana bardzo lubiła symbolikę i wzory, lubiła gdy koleje losu układały się w jakiś określony sposób, pozwalający wyznaczyć dalszą drogę, w pewnym stopniu wierzyła w predestynację oraz szanowała to, jaką rolę w kształtowaniu dziejów pojedynczych fae odgrywała natura. Była wręcz przeświadczona, że gdy sprzeciwiało się naturze, gdy nie podążało się jej nurtem i nie rozumiało rytmu nieba i ziemi, źle się wówczas kończyło. Te i wiele innych przemyśleń oczywiście zostawiała dla siebie, to nie był dobry moment na wyskakiwanie z podobnymi tematami, dość jednak podsumować, że jeśli dziewczyna do tej pory nie wiązała osoby księcia z jakimś rodzajem przeznaczenia, to jutro, po zejściu na ląd, z pewnością będzie nad tym myśleć. Będzie się zastanawiała, nie raz i nie dwa, jaką wiadomość od Bogów dla Morany stanowi obecność księcia Eligosa w jej życiu, czy jest to dobry, czy zły znak? Może dzięki niemu powinna się czegoś nauczyć, coś zrozumieć? Przemyśleć jakieś aspekty swojej egzystencji…? Ścieżki życia nigdy nie przecinają się na darmo.
     W końcu jakie było prawdopodobieństwo…?
     Spojrzała w jego ciemne, zmęczone oczy, podobne do jej własnych. Ten sam kolor włosów. Podobne, chłodne usposobienie. Ten sam kompleks istot stworzonych do wyższych celów. Nawet roślinny zapach skóry… Pokręciła głową, czując, jak napięcie spływa po jej ramionach gęstą, powolną falą, a zamiast tego pojawia się nowy przypływ sympatii. Serce nadal waliło jej w piersi, jakby miało wyskoczyć, ale w tym momencie już wiedziała, że będzie lepiej. Przynajmniej z jej strony.
      — Filozofujesz — uśmiechnęła się szerzej i szturchnęła bokiem jego nogę, tę, którą on wcześniej sprzedał jej kuksańca za głupie gadanie. — Odpocznij wreszcie. Już będę cicho.
     Akurat kiedy to powiedziała, przez pokład przedarł się gromki, wesoły krzyk kilkunastu gardeł, stłumiony przez deski jakby siedzieli w głębokiej studni. Żywi cieszyli się życiem.
Powrót do góry Go down
Eligos
599
szlachetny fae
książę Protektor Wykutego Miasta, Generał Niosących Mrok, Pierwsza Tarcza Dworu Nocy, Gwiazda Północna, Pogrobowiec, Zwyrol, Dewastator Emocjonalny, Kuternoga, Cień Kuśtykający Po Kurhanach Wrogów
Spiczaste uszy, broda, laseczka
Heliotrop, tuberoza, benzoin
https://cursebreaker.forumpolish.com/t828-eligos-melphar-beleth#10528
Temat: Re: O, Merkury, twórco, filozofie i największy wśród mówców, który rządzisz umysłami   O, Merkury, twórco, filozofie i największy wśród mówców, który rządzisz umysłami - Page 4 EmptyNie 7 Sie - 15:04
     Wizja przeznaczenia, wykutego gdzieś dla nich łączyła ich, chociaż nie w taki sposób, aby mogli podyskutować o tym, bez jakiegoś zacięcia. On wierzył w plany żyjących, w tych, którzy stworzyli schematy na setki lat do przodu, na milenia, wizje, których nie mieli doświadczyć, ale i tak projektowali. Myślał o tym, jak sam jest ogniwem, efektem selekcji odpowiednich osobników, jak zawyrokowano plany na jego życie, gdy tylko wyciągnięto go z jego matki i okazało się, że ma penisa. Dało się zwalczać to przeznaczenie, jego brat próbował, jednocześnie chcąc dostosować swoją partnerkę do reguł Wykutego Miasta. Melphar wielokrotnie widział żonę Księcia i Rhysanda, wymykających się z Pałacu, aby rozprostować skrzydła w przestworzach.
     Czasami obserwował ich podniebny taniec i zastanawiał się, do czego prowadziło tak jawne wyrywanie się z ustalonych reguł, a widząc niechęć możnych i podziały w Wykutym, stwierdzał, że do niczego dobrego. Aether powinna zostać nałożnicą, ale potomków należało tworzyć z wysoką fae. Czy stworzone przez bogów, czy przez fae, przeznaczenie i tak ścigało każdego z nich.
     Eligos często powtarzał kolegom Legionistom, aby go nie żałowali, bo do tego się urodził.
     — Światłe umysły tak mają — odpowiedział z rozbawioną miną, ale żeby nie wyjść na hipokrytę, który narzeka, że ona nie odpoczywa, samemu zgrywając wielce trzeźwego, ułożył głowę na poduszkę, stwierdzając, że jest dla niego zbyt niska. Wsunął ramiona pod głowę, zwijając się w dziwnego precelka. W tym też momencie ostatnie iskierki magii uleciały z niego, odsłaniając srebrne pasmo nad czołem, szarość we włosach, rozlaną po skołtunionych kędziorkach nad czołem, jak srebrne pocałunki pozostawione w jego włosach przez księżyc, którego był dzieckiem.
     Z zamkniętymi oczami, już prawie śpiąc, dodał jeszcze:
     — Cieszę się, że porozmawialiśmy, Mora.
     I tak jak żywych ogarniał śmiech, tak zasypiali ci, którzy od zawsze śmierć mieli w swoim wnętrzu, nie dosłowną, lecz tę, którą mieli nieść przez wieki w swych dłoniach i w swoim głosie. Statek widmo z dwoma sercami, które miały przetrzymać wszystko, burze, wojny, zawieruchę, zbyt silne, aby dać się zmiażdżyć przez kolejne setki lat. Nawet jeśli jemu nie ofiarowano daru Daemati, to i tak jego głos niósł życie i niósł śmierć, dawał ratunek i rozkaz, echo sokolich piór we władzy, jaką dzierżył. Potęga w tych, którzy mu salutowali i klękali przed nim.
     Lecz to nadeszło później, teraz był tylko śpiącym chłopcem, któremu magia odmówiła posłuszeństwa, który śnił o łące, kwitnącej w marmurowych komnatach i ciemności, nadchodzącej z niebios, ku niemu, otulającej go znajomo, w nieistniejącym cieple i czarnej radości nieskończoności. Deptała kwiecie, wyciskając z niego sok i aromaty i krew, czarna jaskółka w katedrze.
     Dawno nie spał tak dobrze.
Powrót do góry Go down
Morana
595
szlachetny fae
Felczer / cyrulik, miejscowy arbiter
---
Cyklamen, Mięta zielona, Mech dębowy
https://cursebreaker.forumpolish.com/t422-morana
Temat: Re: O, Merkury, twórco, filozofie i największy wśród mówców, który rządzisz umysłami   O, Merkury, twórco, filozofie i największy wśród mówców, który rządzisz umysłami - Page 4 EmptyNie 7 Sie - 15:45
     Niedługo później do kubryku zaczęli schodzić z pokładu inni żołnierze, cicho przemykając pod obłymi kokonami hamaków zwisających z sufitowych belek. Niektórzy siadali na betach na podłodze i zasypiali oparci o deski lub przytuleni do siebie wzajemnie pod jednym kocem, ktoś inny wspiął się na prycze ponad głowami Morany i Eligosa, na szczęście nie czyniąc przy tym przesadnie dużo hałasu. Jeszcze inni, którzy dotychczas drzemali, wstali w środku nocy i wymienili się miejscami ze zmęczonymi wartowniczkami, przejmując straż aż do rana. Sokolica miała szczęście, że nie musiała pełnić normalnej służby. Kirana pozwoliła jej odpocząć, obiecując tylko, że jeśli będzie potrzebowała asysty – wyśle Moranie karteczkę. Nie wysłała, koniec końców. Podróż powrotna była spokojna. Dlatego, choć wcześniej Sokolica powiedziała Melpharowi, że usiądzie z nim tylko na trochę i zaraz sobie pójdzie, nie ruszyła się z miejsca aż do świtu. Została z nim, pół-siedząc, wciśnięta w kącik przy drabince, z nogami zwieszonymi poza siennik, drzemiąc niespokojnie, a w przerwach, gdy szmery i kroki wybudzały ją z płytkiego wypoczynku słuchała równomiernych oddechów, chrapania jakiegoś dużego Legionisty, jęków dochodzących z lazaretu, trzeszczącego zawodzenia drewna Verbeny i szumu fal rozbijających się o dziób tuż po drugiej stronie ściany, przy której spali. Słyszała też w pewnym momencie najczarniejszej godziny odmawiane szeptem modlitwy i szloch w poduszkę za utraconymi koleżankami, który szybko się urwał, zdławiony surową walkiriową mantrą. Smutek niczego nie zmienia. Każda z nich to wiedziała.
     Ona też się pomodliła w duchu, co kilka zdań tracąc wątek i odlatując w błogą nicość. Prosiła swych bogów o mądrość i ostrą jasność umysłu, by mieć siłę pozwolić pewnym sprawom odejść, a niektóre zrozumieć lepiej. By obdarowali ją błyskotliwością i sprytem. By była na tyle rozsądna, aby już nie tworzyć w sobie niepotrzebnych zadr.



     Noc była krótka, jak to zwykle w środku lata. Moranę obudziły niewyraźne krzyki mew kołujących nad wybrzeżem. Otworzyła oczy szeroko, całkowicie przytomna i gotowa do wymarszu, bez klejących się powiek czy skołowaciałej głowy. Tylko gnaty bolały ją od spania przez kilka godzin w jednej pozycji skręconej jak xiańskie osiem, a pragnienie odezwało się suchością na języku. Wychyliła się lekko, sprawdziła, czy jej kompani jeszcze śpią. Czy Melphar spał. Zdaje się, że śpiew nadmorskiego ptactwa wbił się w jej wrażliwe uszy szybciej, niż zdołały rozebrzmieć łagodne rogi na statku, które niedługo postawią na nogi wszystkich Legionistów, Walkirie i Bestie Halkyone.
     Sokolica oblizała usta i podrapała się po ramieniu, czując, że poraniona skóra znów ją łaskocze pod bandażem jak stado tańczących robaczków. Pomyślała, że rozpoczął się proces gojenia, stąd to dziwne mrowienie, i że musi pójść do medyczek na szybki przegląd oraz by wymienić opatrunki. Powoli, ostrożnie odsunęła koc i spełzła z twardej pryczy tak, by nie obudzić Eligosa. Nim odeszła, przez chwilę jeszcze stała przy koi, patrząc na jego spokojną twarz pokrytą cieniem jednodniowego zarostu. Na emanujące stłumionym, mlecznym blaskiem pasemka rozwichrzonych loków ponad szlachetnym czołem. I na ten wielki, zakrzywiony nochal, który tak uroczo wszystko psuł swoją surowością.
     Miała nadzieję, że nikt jej przy tym nie widział.



O Merkurym:



KONIEC
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Temat: Re: O, Merkury, twórco, filozofie i największy wśród mówców, który rządzisz umysłami   O, Merkury, twórco, filozofie i największy wśród mówców, który rządzisz umysłami - Page 4 Empty
Powrót do góry Go down
 
O, Merkury, twórco, filozofie i największy wśród mówców, który rządzisz umysłami
Powrót do góry 
Strona 4 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Cursebreaker: Dwór Cierni i Róż :: Strefa użytkownika :: Podróże :: Retrospekcje-
Skocz do: