Gospoda “Pod Porożem”

Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
Matka
666
szlachetny fae
Bogini
Ma stylowy Kociołek
https://cursebreaker.forumpolish.com
Temat: Gospoda “Pod Porożem”   Gospoda “Pod Porożem” EmptyNie 20 Gru - 2:50

Gospoda “Pod Porożem”

Wielki szyld, z nazwą karczmy oraz wypalonym w drewnie kształtem poroża zawieszony został na żeliwnych łańcuchach. Drewniane drzwi, z metalowymi wzmocnieniami strzegą wejścia do przybytku, który zbudowany jest z jasnego kamienia, z którym przyjemnie współgra wykonana z gliny dachówka wieńcząca budynek. Wkraczając do środka pierwsze co uderza gości to wypełnione zapachami jadła i piwa ciepłe powietrze, podgrzewane przez znajdujący się po prawo kominek, do którego właściciele hojnie dorzucają drewna. Na przeciwko zaś wejścia dostrzec można szynkwas nad którym zawieszono trofea myśliwskie z polowań na jeleniowate.
Po całej sali rozsiane są stoliki, każdy jakby z innej bajki. Są więc te dość niewielkie, z dostawionymi pojedynczymi krzesłami, jak i długie ławy zdolne pomieścić nawet do dwunastu osób. Po lewo dostrzec można schody prowadzące na piętro, gdzie znajdują się pokoje do wynajęcia, wyposażone w prosty siennik, krzesło i komodę.

Powrót do góry Go down
Milo
372
szlachetny fae
trup
kupka popiołu
popiół
https://cursebreaker.forumpolish.com/t171-milo#339
Temat: Re: Gospoda “Pod Porożem”   Gospoda “Pod Porożem” EmptyWto 5 Sty - 10:39

Gospoda “Pod Porożem” %C5%BBywoty_%C5%9Bw._Pa%C5%84skich_na_wszystkie_dnie_roku-Inicja%C5%82-T


hen we should all die together,
Raise a glass of wine for the last time!

7 I 23 rok po Wojnie

Bardzo chętnie. Nie miałem jeszcze okazji walczyć z peregrynami ani tym bardziej wychylić kielicha. Z pewnych źródeł wiem, że gospoda Pod Porożem wczoraj odbierała świeże przyprawy, więc oprócz Cytadeli, tutaj będzie najlepsze wino. — Spojrzał na słońce. — Otwierają w porze obiadowej więc zdążę się opatrzeć. Do zobaczenia.
Puścił do niej oczko, odchodząc w inną stronę, żeby zabrać swój płaszcz i oddać zbroję i rzeczywiście udać się do medyka, żeby założył opatrunek na jego ramię. Nie chciał pobrudzić całego przyodziewku, zwłaszcza, że to znaczyło przebieranie się, a w obecnym zimnie każda myśl o zdjęciu jakiejś warstwy przyprawiała o ciarki. I tak będzie musiał wymienić koszulę; dobrze, że oddał do prania stertę, przynajmniej nie przyjdzie w żadnej śmierdzącej.
Rana wymagała więcej bandaży niż to potrzeba ze względu na umiejscowienie, co denerwowało mężczyznę, bo materiał w poprzek klaki piersiowej utrudniał mu ruszanie barkami, ale tylko tak dało się stabilnie przytrzymać gazę i zioła na swoim miejscu, więc Milo musiał to przeżyć. Nie mieli tutaj magicznych uzdrowicieli, którzy zrobili swoje czary-mary i rany znikały. Musiał przyznać, że leczenie było bardzo przydatnym darem. Wiedział, że jemu by się przydało przy bardzo trudnych przypadkach oślego uporu wrogich szpiegów na jego stole. Nie musiałby się przejmować, że mu umrą zamiast wrócić z cienkiej granicy między życiem, a śmiercią.
Musiał przyznać, że dostał cięgi, a po ostatnim upadku czuł bardziej niż powinien prawy półdupek. Najgorzej jednak ucierpiała jego duma, odpaść już w pierwszej rundzie; prawdę jednak mówiąc, nie dziwił się wcale, że tak to się skończyło. Nie był pierwszorzędnym żołnierzem, mistrzem ostrza, zapuścił swoje umiejętności fizyczne wraz z rozwojem magicznych, za bardzo się na tym skupiał, a walka z Ishtar zdecydowanie mu to uświadomiła. Zanotował sobie które miejsca najbardziej odsłonił podczas walki z peregrynką, obiecując sobie, że poprawi obronę.
Gospoda Pod Porożem należała do tych bardziej popularnych, dlatego bardzo często grywali tam grajkowie, a jedzenie nie było parszywe; cenna rzecz w takich przybytkach. Milo poszedł do gospody zaraz po tym jak dał koszulę do zacerowania w którym ostrze Ishtar ją przecięło i zmienił ją na lnianą, bieloną, koszulę z prostym wzorkiem na mankietach haftowanym niebieską nitką. Oczywiście wrócił do swojego płaszcza i grubego szala, który otulał mu głowę, nos i usta. Życie w Dworze Zimy nie sprzyjało odkrywaniu skóry. Oczywiście musiał zdjąć wierzchnie okrycie gdy tylko wszedł do wnętrza; powiesił je na oparciu jeden z krzeseł małego stolika, który dla nich wybrał.
Powrót do góry Go down
Ishtar
355
peregryn/ka
Osobista straż Księcia Dworu Świtu
skrzydła o barwie starego złota
wyprawiona skóra, ozon, jaśmin
https://cursebreaker.forumpolish.com/t128-ishtarrsebreaker.forumpolish.com/
Temat: Re: Gospoda “Pod Porożem”   Gospoda “Pod Porożem” EmptyWto 5 Sty - 13:38
|kontynuacja wątku z areny

- Do zobaczenia - rzuciła trochę mniej pewnie w odpowiedzi na oczko puszczone w jej stronę, które nijak się miało do potężnego woja odchodzącego właśnie w przeciwnym kierunku. Będzie musiała go dopytać z kim miała do czynienia, bo czuła się coraz bardziej skonfundowana.
Nie mając lepszego pomysłu i nie znając okolicy skierowała się do wspomnianej przez Milo gospody, wcześniej oddając pożyczony sprzęt i dopytując się kiedy miała mieć kolejną walkę. Przypadała ona dopiero na następny dzień, przez co jeszcze nie zdecydowała czy w ogóle na nią zawita. Tak czy siak ten dzień miała wolny, a jedyne o czym aktualnie marzyła to gorąca kąpiel i ciepła strawa, a przynajmniej jakiś suchy kąt. Od razu z areny ruszyła do gospody, która szczęśliwie znajdowała się niedaleko, bo jeszcze chwila i zamieniłaby się w sopel lodu.
Już od wejścia uraczyło ją wspaniałe ciepło buchające z kominka, którym napawała się przez chwilę zanim skierowała się do szynkwasu, żeby wynająć jeden z pokoi. Po krótkiej kłótni o cenę tego luksusu dostała klucze do pokoju i obietnicę, że niebawem do jej pokoju trafi balia, w której będzie mogła zmyć z siebie brud walki. Samo pomieszczenie okazało się niewielkie, szczególnie dla skrzydlatego fae, ale nie liczyła na wiele, na dodatek przyzwyczajona do wojskowych warunków. Szybko wykąpała się w wodzie tak zimnej, że chyba pochodziła od stopionego lodowca i założyła na siebie świeże ubrania, uważając, żeby nie urazić sińca w okolicach biodra, który zabarwiał się na coraz wyrazistszy kolor oberżyny rozlewając się zarówno na udo, jak i brzuch. Będzie musiała poprosić w kuchni o jakieś zioła i uważać, żeby nie zahaczyć tą częścią ciało o nic, co za każdym razem wywoływało ból jakby piorun przechodził przez jej nerwy. Przynajmniej nie było to widoczne i nigdzie nie wystawały bandaże ani nie kulała.
Po dłuższej chwili spędzonej pod kocem w celu ugrzania się, zeszła w końcu na dół. Miała na sobie prostą bawełnianą koszulę wiązaną na dekolcie, skórzane spodnie dość wyraźnie opinające jej ciało, a na to wszystko narzucony płaszcz nawet w pomieszczeniu. Żadnych ozdób i biżuterii, które by jej przeszkadzały, nawet włosy miała związane rzemykiem w wysoką kitkę, a burza loków zwisała na jej plecy.
Szybko zobaczyła, że jej niedawny przeciwnik już przybył i zajął miejsce przy jednym ze stolików, chyba specjalnie dla niej niedaleko kominka. Po drodze do niego zamówiła u kelnerki dzban grzanego wina i potrawkę dnia, a lawirując wśród gości uważała, żeby nie zahaczyć o nic skrzydłami. Stłoczone  stoliki na pewno nie zostały zaprojektowane dla peregrynów.
- Bardzo stłukłam Ci tyłek? - zapytała na powitanie, siadając naprzeciwko Milo. Nie sądziła, że żołdak za jakiego go miała aż tak się wystroi i zaczęła się zastanawiać czy przez przypadek nie wplątała się w randkę. Jeśli tak to może przynajmniej postawi jej obiad.
- Nie odpowiedziałeś mi na pytanie z kim miałam okazję walczyć. Wątpię, żebyś był zwykłym szeregowym, skoro tak chętnie oglądano naszą walkę. - dodała rozsiadając się wygodniej na swoim krześle, co nie pasowało w żadnym stopniu do damy, ale próbowała znaleźć pozycję, w której jej skrzydła najlepiej by się układały.
Powrót do góry Go down
Milo
372
szlachetny fae
trup
kupka popiołu
popiół
https://cursebreaker.forumpolish.com/t171-milo#339
Temat: Re: Gospoda “Pod Porożem”   Gospoda “Pod Porożem” EmptyWto 5 Sty - 15:22
To nie była randka, ale Milo jako przegrany i tak miał zamiar zapłacić, więc kiedy kelnerka przyszła z winem, dwoma kubkami z gliny i jedzeniem, wyciągnął z sakiewki zapłatę, wyższą niż się należało. Poza tym i tak nie miał za bardzo na co wydawać pieniędzy, nie bywał na zabawach zbyt często, będąc dla wielu zabójcą dobrej zabawy przez samo swoje przybycie. To ludzie i fae mają wspólne, nie przepadają za katami.
– Muszę zapić rany zadane mojej dumie, nich płynie – Uśmiechnął się miło do obsługującej ich pomniejszej fae, w żartobliwym oburzeniu kładąc dłoń na mostku. Mimowolnie ocenił jej posturę, gdy się oddaliła. Typowy samiec. Trwało to jednak tylko chwilę, zaraz jego uwaga zwróciła się w całości ku peregrynce, aby jej odpowiedzieć. Miał wrażenie, że ciekawość wierci jej dziurę w brzuchu tak samo jak jego zżera.
Nalał im obojgu szczodrze wina, które aż parowało od gorąca i cudownie pachniało.
Zasłużyłem sobie, trzeba było ćwiczyć, zamiast grać w kości do późna – odpowiedział kobiecie, wzruszając ramionami. Skrzywił się przy tym odrobinę i pomasował miejsce, gdzie go zraniła. – Jestem katem w służbie u Księcia. Księcia Kalliasa – sprecyzował. – Niezbyt potrzebna fucha w tych czasach, dziękować Matce.
Wylał kilka kropel wina na klepisko, dodając swoją część do cienkiej warstwy alkoholu, która wchłonęła w podłogę, czyniąc ją bardzo łatwopalną, na cześć Matki. Nie wiedział, czy tak się robiło generalnie, jego ojciec tak robił, ale znów, on pochodził z rodziny łowieckiej, żyjącej głównie w głuszy, więc cholera wie, w kogo oni dokładnie wierzyli. W każdym razie, jeśli miał alkohol w kieliszku, zawsze trochę oddawał bogini.
Dawno nie widzieliśmy tutaj żadnego skrzydlatego. Co cię sprowadza na Dwór Zimy? Raczej nieszczególne miejsce na wakacje, jeśli miałabyś mnie zapytać. – Już miał wziąć łyka, kiedy w połowie drogi brzegu kubka i ust, zatrzymał się. Uniósł wyżej naczynie. – Za zwycięzcę!
Dopiero po toaście tylko dla nich dwojga, wypił słodki, ciepły płyn.
Powrót do góry Go down
Ishtar
355
peregryn/ka
Osobista straż Księcia Dworu Świtu
skrzydła o barwie starego złota
wyprawiona skóra, ozon, jaśmin
https://cursebreaker.forumpolish.com/t128-ishtarrsebreaker.forumpolish.com/
Temat: Re: Gospoda “Pod Porożem”   Gospoda “Pod Porożem” EmptyWto 5 Sty - 17:52
Nie miała zamiaru dłużej zaprzątać sobie głowy tym jakiego rodzaju spotkanie to jest, w momencie, w którym przybyło jedzenie była w stanie myśleć jedynie o tym jaka jest głodna. Nie jadła nic od bardzo dawna, a w międzyczasie miała za sobą podróż z okolic Góry do Norden i od razu po tym wyczerpującą walkę. Ostatkiem siły woli udało jej się nie rzucić na posiłek, który pachniał nieziemsko. Jeszcze zanim jej towarzysz nalał jej wina, sięgała już po chleb i maczała go w gęstym gulaszu. Gdzieś kątem oka widziała, że wedle jej przewidzenia mężczyzna zapłacił za napitek i jadło na co nie narzekała, już i tak wydała za dużo za pokój.
Po nasyceniu pierwszego głodu, ochoczo sięgnęła po podany jej kubek wina, które zgodnie z zapowiedziami było bardzo aromatyczne, ale również, co ją zaskoczyło, bardzo słodkie.
Uśmiechnęła się widząc jak Milo pociera rany. Kata co prawda w ogóle nie brała pod uwagę, ale kiedy o tym usłyszała musiała przyznać, że w jakimś stopniu ta fucha pasowała do niego. I wyjaśniała popularność. Chociaż po tej funkcji spodziewałaby się jeszcze większego braku emocji. Jednocześnie cieszyła się, że nie dała się trafić zbyt często, takie rany musiałyby być wyjątkowo dotkliwe.
- Zawsze sądziłam, że to robota głównie na czasy pokoju. W końcu podczas wojny każdy żołnierz może być katem, inaczej nie miałbyś wytchnienia przez calutki dzień. – upiła porządny łyk, patrząc jak ostatnie krople ze szklanicy Zimowca lecą w stronę podłogi i zastanawiała się czy jest to jakiś tutejszy zwyczaj oraz czy także ona powinna to uczynić.
- Potrzebowałam zmiany klimatu, można to nawet nazwać krótkimi wakacjami. Miejsce dobre jak każde inne. – wzruszyła ramionami na stwierdzenie, że nie jest to najczęściej odwiedzany region. Chyba i tak wolała to od upałów Lata, chociaż możliwe, że niebawem zmieni zdanie, kiedy odmrozi sobie jakieś części ciała.
- Za wygranych. I przegranych. – uśmiechnęła się półgębkiem, po czym dopiła do końca swoją szklaneczkę, która w połączeniu ze zmęczeniem sprawiła, że jej głowa była wyjątkowo lekka.
Powrót do góry Go down
Milo
372
szlachetny fae
trup
kupka popiołu
popiół
https://cursebreaker.forumpolish.com/t171-milo#339
Temat: Re: Gospoda “Pod Porożem”   Gospoda “Pod Porożem” EmptyWto 5 Sty - 18:43
Wino przyjemnie rozgrzewało mu trzewia. Na Dworze Zimy pełen żołądek jest święty. Nie ma wstydu w jedzeniu i zapewnianiu sobie ani siły przez substancję, ani przyjemności, bo jedzenie to nie tylko przeżycie: to prawo i rytuał. Rytuał karmienia innych jest uświęcony, tak samo jak karmienie samego siebie, jak dzielenie posiłku z innymi. Święte jest akceptowanie jadła, bowiem zdrowe ciało to najedzone ciało. Na Dworze Zimy w tym, aby wygłodniały rzucił się na jedzenie nie było nic dziwnego.
Dlatego właśnie Milo nie powiedział zupełnie nic, nie rzucił krzywego spojrzenia na jej łapczywe pochłanianie gulaszu. Sam niejednokrotnie dzielił mięso martwej foki, surowe, świeże i gorące od krwi, ze swoim niedźwiedzim towarzyszem, gdy białe pustkowia trzymały go w garści śmierci i mógł jedynie zamarzyć o gulaszu czy grzanym winie z przyprawami. Wtedy miał tylko swoje zęby, zapomniał o nożu u pasa, rozrywał rękami, nie różnił się od niedźwiedzia, z krwawym pyskiem.
W pewnym stopniu miała rację, mówiąc, że jest to zawód na spokojne czasy. Na pewno musiał wymierzyć więcej kar dla cywili, natomiast najbardziej parszywe rzeczy jednak przynosiła wojna. Nie sztuką dla kata jest zabić, chociaż również to należy do pewnego rodzaju umiejętności. Aby zapewnić skazańcowi czystą, szybką śmierć, cięło się między kręgami; na początku Milo używał mocy daemati, aby uśmiercić najpierw jaźń, ale zauważył, że dużo szybsza i mniej bolesna śmierć przychodzi przez samo ostrze. To torturowanie wymagało odpowiednich umiejętności. Właśnie dlatego pierwszą rzeczą, której uczą się kaci jest nie kaleczyć, lecz leczyć: nastawiać kości, zaszywać rany, tamować krwawienie. Wszystko aby bez ustanku utrzymywać ofiarę w strachu co nadejdzie i marzeniu o śmierci.
I tak i nie – odpowiedział. – Kryminał nieszczególnie kwitnie na Dworze Zimy, wystarczy, że mieszkańcy sami kogoś wywalą na wieczną zmarzlinę, bo jest tępym chujem i po chłystku, a przynajmniej trochę się odmrozi i pójdzie po rozum do głowy. Wbrew pozorom główną moją funkcją jest wydobywanie informacji z tych najbardziej opornych. Dlatego teraz siedzę na dupie, przegrywam żołd w kości i na arenie, jak widać i obrastam w tłuszcz.
Tego ostatniego nie było szczególnie po nim widać, głównie dlatego, że spodnie zostały uszyte z grubej tkaniny, a koszula spływała luźno, jednak jeśliby widziała go u medyka, zauważyłaby, że mięśnie nie odznaczają się tak, jak u porządnego żołnierza i jest na dobrej drodze do piwnego brzuszka, będącego swoistym odpowiednikiem całkowitego zapuszczenia.
Nadal się oszukuję, że to dla łatwości przetrwania na zimnie, jakby to mnie wywieźli na taczkach mieszkańcy.  A co do wakacji, proponuję przejść się po murach cytadeli… dobra, jestem idiotą, przecież masz skrzydła, pewnie miałaś już piękne widoki na miasto. Ale przejedź się na niedźwiedziu. Jak powołasz się na mnie u Othela, to może dostaniesz zniżkę.
Powrót do góry Go down
Ishtar
355
peregryn/ka
Osobista straż Księcia Dworu Świtu
skrzydła o barwie starego złota
wyprawiona skóra, ozon, jaśmin
https://cursebreaker.forumpolish.com/t128-ishtarrsebreaker.forumpolish.com/
Temat: Re: Gospoda “Pod Porożem”   Gospoda “Pod Porożem” EmptyWto 5 Sty - 22:51
Po kilku pierwszych kęsach trochę zwolniła, ale mimo wszystko pochłaniała posiłek znacznie szybciej niż inni obecni na sali. Kiedy ostatnio miała coś w ustach poza suszonym mięsem? Dzień wcześniej? Dwa? Nawet nie potrafiła określić, co było najlepszym argumentem. Zresztą, po wygranej walce zwyczajnie jej się należało.
- Muszę zatem pamiętać, żeby wam się nie narażać. Już w mieście jest za zimno, nie chcę nawet myśleć jak jest w górach. – co prawda miała okazję przelecieć nad wspomnianymi regionami, ale tysiące stóp nad ziemią było to inaczej odczuwalne. Poza tym peregryni byli przystosowani do występujących na wyższych wysokościach niższych temperatur i rzadszego powietrza. Ale to co panowało na Dworze Zimy było całkowicie odmienne. Zimno, które aż wżerało się w ciało, swoimi lodowatymi mackami chwytając każdą osłoniętą część ciała. Pióra pokrywające się szronem chwilę po wyjściu na zewnątrz. Po prostu miejsce nie do życia.
Co natomiast do drugiej informacji wspomnianej przez kata, był to tym bardziej powód, żeby nie broić na terenach Zimy. Walczył całkiem nieźle i nie miała zamiaru sprawdzać jak radzi sobie z innymi sprzętami koniecznymi w torturach. Chociaż dziwnym było, że osoba zajmująca się torturami jest powszechnie znana zamiast być ukrytą wśród szpiegów. Ale to jest Zima, ona rządzi się własnymi prawami.
- Tak, miałam już podgląd na widoki. Z lotu ptaka, że tak powiem. – sięgnęła po dzban i uzupełniła sobie do pełna kubek, dopiero teraz czując, że ciepło wraca do jej członków. – Chociaż te, które miałam okazję widzieć były dość…. Monotonne. Nie macie tutaj zbyt barwnych krajobrazów. – uśmiechnęła się, mimo że podczas lotu przez jakiś czas była zdjęta zgrozą, kiedy po kilku godzinach lotu krajobraz pod nią nie zmieniał się wcale. Już myślała, że zgubiła się na lodowej bezkresnej pustyni i upominała się, że taka samotna wyprawa być może nie była najlepszym z jej pomysłów. – Ale co do miasta, chętnie skorzystam z propozycji. Tak normalnie można przejechać się na niedźwiedziu? Dla atrakcji? – jedyne co kojarzyła na temat tych zwierząt to fakt, że były wykorzystywane w wojsku, a podczas wojny wyjątkowo niebezpieczne i skuteczne. Myśl, że w Norden jest to jakiegoś rodzaju rozrywka sprawiał, że jeszcze bardziej zadziwiali ją mieszkańcy tego dworu.
Powrót do góry Go down
Milo
372
szlachetny fae
trup
kupka popiołu
popiół
https://cursebreaker.forumpolish.com/t171-milo#339
Temat: Re: Gospoda “Pod Porożem”   Gospoda “Pod Porożem” EmptySob 9 Sty - 22:04
Jakiś grajek, biorąc pod uwagę jego wygląd, lokalny, zaczął stroić lutnię w kącie. Jego ubiór nie odstawał niczym od ubrań lokalnych, jednak był fantazyjnie pofarbowany na kolory, które musiały być kiedyś intensywne, jednak z czasem się wybarwiły. Przy bliższym przyjrzeniu dało się zauważyć, że to, co brało się za białe włosy, było tak naprawdę długimi pawimi piórami, a zamiast paznokci fae miał czarne szpony.
Milo również zaczął jeść potrawkę, krusząc najpierw do środka cały chleb i prosząc przechodzącą obok kelnerkę o ogórki kiszone. Sam już zgłodniał, aczkolwiek zdecydowanie jadał częściej. Wprawdzie na jego talerzu nie pojawiały się takie dobroci jak na stole książęcym, jednak nadal nie brakowało mu strawy i mógł cieszyć się przynajmniej jednym ciepłym posiłkiem dziennie.
W teorii nie, ale w praktyce trzeba niedźwiedzie utrzymać w kondycji, są też takie, które ze względu na temperament do armii się nie nadają — wzruszył ramionami. Nie czuł, jakby zdradzał jakieś tajniki i sekrety armii Zimowego Dworu, w końcu każdy z odrobiną rozumu domyśli się, że zwierzęta i ludzie, jak Fae, nawet bardziej, stracą swoje mięśnie, obrosną w tłuszcz i zmienią się w bezużyteczne gęby do wyżywienia, aż nie umrą na serce.
Pustkowia może faktycznie lepiej zwiedzać z poziomu gruntu, najlepiej samotnie, po tygodniowym marszu. Wbrew pozorom to one są najgorsze, nie ma gdzie skryć się przed wiatrem, śnieg jest zbyt twardy, żeby zbudować z niego schronienie, nie ma drewek, by rozpalić ogień. Wtedy da się dopiero docenić ich mordercze piękno, iskrzące się w słońcu i malujące na wszystkim mroźne wzory.
W głosie kata zabrzmiała dziwna tęsknota za opisaną przez niego brutalnością natury Dworu Zimy i za samotnością zupełnie inną niż w tłumie. Zamiast opisywać zmarzlinę jak monstrum, które przeraża, przemawiał o niej jak o miękkiej skórze kochanki, jak o pocałunku, o życiu u boku towarzysza.
Bard zaczął śpiewać powoli, raczej bardziej dla rozgrzewki i do kotleta, niż dla publiki.

Na szlaku przeznaczenia trwaj,
A jest nim walka.
Twój miecz nie pozna smaku rdzy,
Zalśni od krwi.
I jeszcze jedno prawo Twe,
To niespodzianka.
Ktokolwiek się sprzeciwi jej,
Przeznaczony mu miecz.

I chociaż płonie serce twe,
Ona Ci nie pisana.
Tak kończą się pożary serc,
Oceanem rozstania.
Powrót do góry Go down
Ishtar
355
peregryn/ka
Osobista straż Księcia Dworu Świtu
skrzydła o barwie starego złota
wyprawiona skóra, ozon, jaśmin
https://cursebreaker.forumpolish.com/t128-ishtarrsebreaker.forumpolish.com/
Temat: Re: Gospoda “Pod Porożem”   Gospoda “Pod Porożem” EmptySob 16 Sty - 20:27
Widok barda w takim miejscu, o takiej porze i bez żadnej większej okazji był dla niej niemałym zaskoczenie, ale wcale nie niemiłym. Dokładnie przyglądała się fae, kiedy ten przygotowywał się do koncertu, rozkładając sprzęt i strojąc instrument, cały czas podjadając gulasz.
- W takim razie przed wyjazdem będę jeszcze musiała wesprzeć wasz dwór i zadbać o kondycję zwierzaków. – nie sądziła, że podczas tej wizyty w Zimie spotkają ją takie dodatkowe atrakcje poza zwyczajową bijatyką, ale skoro już się nadarzały to grzechem byłoby z nich nie skorzystać. Może nawet zostanie jeszcze kilka dodatkowych dni, kto wie.
Z kolei kolejną z zaproponowanych wycieczek wolała sobie odpuścić. – To brzmi jak walka o przetrwanie, a nie dobra zabawa. Chyba widok z nieba będzie musiał mi wystarczyć.
Jednak dziwi byli ci Zimowcy. Szczególnie patrząc jak mówili o potencjalnym zamarzaniu na śmierć i życiu bez odrobiny ciepła i strawy, jak gdyby to było coś wartego rozważenia. Ciekawe czy to był ich sposób na zaloty – zamiast kąpieli w ciepłej bali zabierali wybranki na lodowe występy, żeby wspólnie zamarzać. Szczyt marzeń każdego fae.
Zdecydowanie byli nienormalni
- Proszę, proszę, ja tu myślałam, że wy wszyscy macie serca z lodu, a wam bard o pożarach serca śpiewa. – napiła się łyka wina cały czas spoglądając w kierunku grajka i mimo własnych słów rozkoszując się muzyką.
Powrót do góry Go down
Milo
372
szlachetny fae
trup
kupka popiołu
popiół
https://cursebreaker.forumpolish.com/t171-milo#339
Temat: Re: Gospoda “Pod Porożem”   Gospoda “Pod Porożem” EmptySob 16 Sty - 23:42
Zaśmiał się.
Powoli zaczynam myśleć, że tylko ja jestem skłonny takiego spędzania czasu, ale uważam, że daje perspektywę. Żyjemy bardzo długo, szkoda nie próbować rzeczy spoza strefy komfortu.
Należało przyznać, że samotne wędrówki wśród zamieci śnieżnej na pewno musiały należeć do niekomfortowych dla każdego, zarówno psychicznie, jak i fizycznie. W końcu po co narażać się na niedogodności, gdy można spoczywać w wygodnym fotelu przy kominku lub na leżance, drzemiąc, gdy śnieg sypie.
Milo zamarzyło się kakao, ale wiedział, że tutaj nie dają dobrego, więc zrezygnował. Odmiana w tej karczmie należała do tej bardziej owocowej, kwaśnej, za którą nie przepadał. Wolał czekoladę bez tego dziwacznego posmaku, który zostawał na języku i trzymał się podniebienia przez resztę dnia. Słyszał jednak, że inni za tym przepadali. Dziwni.
Podsunął kobiecie ogórki, które zamówił, aby ich posmakowała. Sam niezbyt zalotnie ugryzł jednego. Kwaśność i chłód wspaniale kontrastowała z tłustym gulaszem lekko słodkawym papryką i rozgrzewającym swoją temperaturą. Ogórek dopełniał paletę smaków
Coś nas musi ogrzewać, kiedy w kominku zgaśnie, a wina zbraknie. Mam wrażenie, że to nieporozumienie na temat naszej natury wynika z dużej ilości ubrań i naszego Księcia.
Nie dało się nie zauważyć, że książę Kallias jest mało wylewny i idealnie wpisuje się w przykład Lodowego Władcy, niemal bezdusznego i bez emocji. Nie trudno przez to patrzeć na resztę Zimowców, jak na osoby bez pokus i bez pożarów serc. Tak naprawdę kochali, nienawidzili i płakali tak samo żarliwie, co wszyscy inni. Może nieco inaczej niż reszta, ale jednak odczuwali tak samo.
Dolał obojgu wina do kielichów i wzniósł kolejny toast:
Za tych, co w górze i tych, co zostali na lodzie. – Nie mógł sobie odpuścić małego żarciku. Stuknął swoich kielichem o jej delikatnie.
Bard tymczasem dalej się stroił i ciągnął swą pieśń. Uważny słuchacz mógł domyślić się, że nie jest to tak do końca proroctwo wieszcza-poety, ale również świadectwo minionego. Milo wydawał się ignorować grajka, tak jak ignoruje się szum wiatru za oknem czy rozmowy innych; znał go, będąc częstym bywalcem Poroża. Bard jak bard, bardziej lokalna gwiazda niż wspaniały grajek nadający się na występy dworskie, chociaż urody nie dało mu się odmówić.

Tej nocy nie zobaczysz gwiazd,
To łuna nad Evertess.
Zapłonie i ukarze świat,
Świat, który zginie.
Jak stado czarnych kruków gdzieś,
Pędzą wrogowie.
Uszedłeś ale losy Twe,
Dokonują się w Tobie.

Powrót do góry Go down
Ishtar
355
peregryn/ka
Osobista straż Księcia Dworu Świtu
skrzydła o barwie starego złota
wyprawiona skóra, ozon, jaśmin
https://cursebreaker.forumpolish.com/t128-ishtarrsebreaker.forumpolish.com/
Temat: Re: Gospoda “Pod Porożem”   Gospoda “Pod Porożem” EmptyPon 18 Sty - 20:23
Chyba mieli całkowicie inne pojęcie strefy komfortu, bo dla niej rzeczy spoza niej stanowczo nie dotyczyły narażania się na rychłą śmierć. Inaczej mogli na to patrzeć fae z Dworu Zimy, którzy do woli manipulowali lodem i śniegiem, ale dla niej taka wyprawa nawet jeśli nie kosztowałaby życia to z wielkim prawdopodobieństwem skutkowałaby utratą skrzydeł, a w tej sytuacji nie mogłaby ratować się magią leczniczą jak większość jej rodaków. Mógł ją nawet zacząć wyzywać od tchórzy, ale istniały dla niej kwestie, które zwyczajnie nie były warte świeczki, skazujące ją na całą wieczność z kalectwem. Prędzej nazwałaby to skrajną głupotą, ale co kto lubi. Dlatego wolała już nie ciągnąć tego tematu, chętnie przyjmując ogórka, dzięki czemu mogła ponownie zająć się jedzeniem, zamykając tym samym usta.
- Trzeba przyznać, że wasz Książę emocjami nie szasta, to fakt. Ale z kolei słyszałam, że wasza Księżna jest znacznie bardziej pogodna, co już same w sobie burzy ten obraz. Chociaż i tak daleko Wam do chociażby mieszkańców Dnia, przy północnych dworach wszyscy wypadacie na cnotki. - uśmiechnęła się na wspomnienie gorącego klimatu Dworu Dnia, zarówno pod względem pogody, jak i jego mieszkańców.
- Wyjątkowo trafny toast – zaśmiała się, zastukała kielichem i ochoczo napiła się wina. Na powrót skupiła się na bardzie, wsłuchując się w słowa piosenki, która wyjątkowo miała głębię, zamiast być kolejną pijacką przyśpiewką, jakie zwykła słuchać ostatnimi czasy. Chociaż może dla niej lepiej by było, gdyby zajęła się potrawką i słuchała muzyki tylko jednym uchem, bądź gdyby to była durna pioseneczka, bo ta konkretna zaprowadziła ją kilkadziesiąt lat wstecz, do wydarzeń na południu kontynentu, które bynajmniej nie należały do tych łatwych i przyjemnych.
- Walczyłeś na wojnie? – spytała cicho jakby wbrew samej sobie, podświadomie szukając zrozumienia.
Powrót do góry Go down
Milo
372
szlachetny fae
trup
kupka popiołu
popiół
https://cursebreaker.forumpolish.com/t171-milo#339
Temat: Re: Gospoda “Pod Porożem”   Gospoda “Pod Porożem” EmptySro 27 Sty - 9:17
Już  otwierał usta, aby rzucić w stronę grajka uwagę i pieniążka na zmianę repertuaru, aby zmienił repertuar na coś żywszego niż żałobne pieśni za poległymi. Niestety jednak, nawet Ishtar udzielił się niewesoły klimat, biorąc pod uwagę jej pytanie. Radosne błyski w oczach Milo zgasły, zmieniając  jego charakterystycznie niebieskie oczy w szare otchłanie. Bardziej wspomniał jednak nie tych, którzy polegli dwadzieścia trzy lata temu, leczy tych, którzy zginęli podczas buntu. Codziennie w modlitwie do Matki przepraszał ich, że oni odeszli, a on żył. Ich poświęcenie, pozostawione rodziny, po co to było wszystko? Żadne z nich już nie zaśpiewa pieśni do kieliszka, nie zatańczy, nie stoczy walki o dziewczynę.
Wojna Królewska nie miała już dla niego takiego znaczenia, bo dawno stracił sens życia i chęci. W sumie liczył, że zginie, jednak jakieś zrządzenie losu kazało mu stanąć w konkretnym miejscu i dźgać w innym, unikając śmierci. Nawet sile kotła umknął, chociaż o włos, unikając pożarcia przez niesamowitą moc, wypuszczoną przez króla Hybernii.
Tak – odpowiedział równie cicho, przyglądając się tafli swojego wina, zaburzonej przez pływający w niej kwiatek anyżu i pół cienkiego plasterka pomarańczy. Westchnął cicho, myśląc o tym, co stracił i zyskał w tamtym czasie. Myślał… Myślał że z Arien rzeczywiście coś wyjdzie, że zabłyśnie więź może, jednakże tak się nie stało. Przestał szukać towarzyszki, zastanawiając się, czy nie została po prostu wypatroszona gdzieś pod Górą.
Odezwał się dopiero po dłuższej chwili, brzemiennej w ciężkie przemyślenia:
Ale więcej straciłem podczas rządów Przechery. Wojna Królewska była… tylko gwoździem do trumny – zaśmiał się gorzko i dopił do dna wino, po czym dolał kolejną porcję. Musiał zapić smutki porażki i bęcków, jakie sprawiła mu Ishtar, a także ten cichy głos mówiący mu o wstydzie przeżycia, gdy inni odeszli.
Powrót do góry Go down
Ishtar
355
peregryn/ka
Osobista straż Księcia Dworu Świtu
skrzydła o barwie starego złota
wyprawiona skóra, ozon, jaśmin
https://cursebreaker.forumpolish.com/t128-ishtarrsebreaker.forumpolish.com/
Temat: Re: Gospoda “Pod Porożem”   Gospoda “Pod Porożem” EmptyPon 1 Lut - 21:04
Coraz bardziej zagłębiała się we własne przemyślenia, wręcz tonąc we wspomnieniach. Jakby na chwilę jej dusza oderwała się od ciała i cofnęła w czasie do rządów Amaranthy, wojny i tak wielu strat, których wtedy doświadczyła. Tyle pogrzebów i modlitw do Matki, że z czasem zlewały się dla niej w jedno. Gdyby nie kalendarz, nawet nie wiedziałaby ile czasu dla niej upłynęło. Minęły całe lata, ale ona cały czas czuła jakby te wszystkie wydarzenia wydarzyły się wczoraj albo tysiące lat wcześniej, jednocześnie wyraźne i zatarte w jej pamięci. Cały czas w zawieszeniu, niezdolna ruszyć dalej. Niepotrafiąca przetrawić tych wspomnień. Niemogąca pogodzić się z ceną, jaką przyszło jej zapłacić. Poświęceniem wszystkich, których znała.
Wiecznie zagubiona, bez kierunku, bez perspektyw.
Słowa Milo były dokładnie takie jak jej własne przemyślenia. Jak gdyby potrafił czytać w jej myślać. Albo przeszedł przez dokładnie takie samo piekło.
- Tak… I pewnego dnia budzisz się uświadamiając sobie, że wbito w nią tak wiele gwoździ, że nie jesteś w stanie z niej wyjść. Nie możesz swobodnie oddychać. Nie możesz uciec. – wypowiadając te słowa wpatrywała się we własne zakrzywione odbicie na powierzchni wina, ale nawet tego nie była w stanie znieść, przez co w złości podniosła szklanicę i wypiła wino jednym haustem, by po chwili podsunąć puste naczynie swemu towarzyszowi do napełnienia.
Zaraz też powstała i zakrzyknęła tak, żeby usłyszała ją cała sala. – Ty, bardzie! Zagrajże coś weselszego! W Zimie same smęty znacie? – rzuciła też w jego kierunku monetą, która wylądowała dobrą stopę od grajka, ale szczęśliwie załapał aluzję i popłynęła jakaś wesoła melodyjka, szczególne że poparło ją głośno kilku innych klientów.
- Od razu lepiej. – rzuciła jeszcze siadając twardo na krześle i udając, że wcześniej nic się nie stało.
Zamykając na powrót w sobie wspomnienia na klucz, cały czas nie będąc gotową by podzielić się z kimś swym cierpieniem, a przynajmniej większą częścią niż marne okruchy.

Zręczność (rzut monetą): (59+35)/2=47

Event tarota

Gospoda “Pod Porożem” Sv90ey7
Powrót do góry Go down
Milo
372
szlachetny fae
trup
kupka popiołu
popiół
https://cursebreaker.forumpolish.com/t171-milo#339
Temat: Re: Gospoda “Pod Porożem”   Gospoda “Pod Porożem” EmptySob 13 Lut - 12:47
Bard od razu złapał monetę i zmienił tony na bardziej sprzyjające rozrywce. Zaraz popłynęła znaczniej weselsza muzyka rybacka, z portowym językiem i melodią, która wpadała bardzo w ucho. Na dodatek tekst kruszył delikatne męskie ego, co było widać po znaczących uśmiechach niektórych kobiet i zażenowanych minach mężczyzn.

Lucky Annie was a lady who'd been pleased by many men
They all would sail away but then they'd come right back again
But if they never sailed her way she really didn't care
Cause I know that you don't need a man to twiddle under there!


Milo przez chwilę nadal miał zasępioną twarz, jednak odrzucił myśli daleko ze swojej głowy, chociaż czuł już że za długo je oddala. Potrzebował jakiejś zmiany, błysku, który sprawi, że znajdzie chęć do życia. Kiedyś marzył o bratniej duszy, jednak powoli dochodził do wniosku, że pochłonął ją ogień wojny i konfliktów. Tyle śmierci, nie sposób stwierdzić, czy nie stracił swojej szansy gdzieś pod Górą lub na polach bitew. Tragedia, frustracja, poczucie winy gotowało się tuż pod powierzchnią, niczym wrzące gejzery, nagle przebijające przez zmęczoną ziemię. To, co cię nie zabiję, wcale cię nie uczyni mocnym. To, co cię nie zabije, złamie cię i zostawi błagającym o śmierć.

And it's Twiddle ee ai dee ai dee ai
Twiddle ee ai dee ei
It's often times a man will leave you broken with dismay
And it's Twiddle ee ai dee ai dee ai
Twiddle ee ai dee ei
There's other things to twiddle when the men have sailed away!


Trzeba było zmienić temat. Milo chrząknął, zrzucając z gardła resztki krzyku, którego nigdy nie wydał, pomóż mi, pomóżmy sobie, gdzie jest moja zemsta?.
Na matkę, rzeczywiście smęci. Liczyłem, że z racji atrakcji w mieście, wybierze coś lepszego. Ale wiem, co może poprawić nam humor. – Wstał na chwilę, żeby podejść do szynku i po kilku minutach wrócić z dwoma patykami otoczonymi czymś w rodzaju toffi o dziwnej, jakby mrożonej strukturze. Podał jej patyczek.
Wrzący syrop klonowy wylewany na śnieg. – Usiadł na poprzednim miejscu i wgryzł się w deser, próbując go jednak oderwać, pociągnęły się pasma cukrowe, przyklejając się mu do jego dupowatego podbródka. – Kurwa…
Powrót do góry Go down
Ishtar
355
peregryn/ka
Osobista straż Księcia Dworu Świtu
skrzydła o barwie starego złota
wyprawiona skóra, ozon, jaśmin
https://cursebreaker.forumpolish.com/t128-ishtarrsebreaker.forumpolish.com/
Temat: Re: Gospoda “Pod Porożem”   Gospoda “Pod Porożem” EmptyCzw 18 Lut - 16:17
Grzecznie i kulturalnie prosząc barda o zmianę pieśni, miała nadzieję na raczej inne klimaty niż szanty, ale może nie powinna była narzekać. W końcu alternatywą były niemiłosierne smęty, a do tego wracać nie chcieli. Przynajmniej ta przyśpiewka miała ciekawszy tekst niż poprzednie, przez co uśmiechała się pod nosem i mimowolnie bujała do melodii.
- Na Kocioł! Jeszcze kilka szklanic tego waszego wina i sama zacznę śpiewać. – dodała ostentacyjnie upijając wielki łyk trunku i znacząco spoglądając w stronę grajka. Cokolwiek co zmieni tor jej myśli, a jeśli miała śpiewać, żeby tak się stało to cóż… biedni biesiadnicy.
- To ten turniej to jakaś wielka atrakcja? Myślałam, że zwykły sparing jakich wiele. – rzeczywiście widownia była całkiem spora, ale ostatecznie byli w stolicy regionu, więc uznała to za normę.
- Tutejsze pomysły chyba nigdy nie przestaną mnie zadziwiać. - Z ciekawością przyjęła przyniesiony przez Milo przysmak, najpierw przyglądając się mu dokładnie i wąchając go, czekając ze spróbowaniem aż najpierw zrobi to tutejszy. Może był jakiś specjalny rodzaj spożywania tych słodyczy, a ona nie miała zamiaru ośmieszać się robiąc to inaczej. Dopiero wtedy wzięła karmel do ust próbując ostrożnie. Deser był ogromnie słodki i ciągnął się jak ser co ją zaskoczyło, ale musiała przyznać, że był naprawdę dobry. Chociaż po takim jedynym będzie musiała zrezygnować z cukru na dobry tydzień.
Roześmiała się widząc jak Milo pobrudził się niemiłosiernie, w wyczyszczenie tego będzie naprawdę ciężkim orzechem do zgryzienia.– To teraz będziesz musiał pożegnać się z brodą.
Powrót do góry Go down
Milo
372
szlachetny fae
trup
kupka popiołu
popiół
https://cursebreaker.forumpolish.com/t171-milo#339
Temat: Re: Gospoda “Pod Porożem”   Gospoda “Pod Porożem” EmptyPią 19 Lut - 12:05
Zamieszał dzbanem, aby wyrównać smak przyprawowy, gdyż większość dodatków osiadła na dnie. Znów uniósł się odurzająco przyjemny zapach przypraw korzennych. Ktoś dorzucił do paleniska świerkowe gałązki, przez co mocno trzaskało iskrami na popielnik, a do ferii zapachów doszły wonie świeżego igliwia i żywiczne nuty, lepkie i cierpkie.
Lokalna atrakcja, bym powiedział niż wielkie wydarzenie. Dwa tygodnie temu skończył się Jul, wszyscy zjedli zapasy i resztki z uczt, ale wesoła atmosfera jeszcze wisi w powietrzu, więc się fae udzieliło. Poza tym chleba i igrzysk w takich czasach jak te. Nikt nie chce wojny, ale potrzeba podniet.
Wszystko mu się lepiło, ale to nic, był przygotowany na taki obrót wydarzeń, w końcu to był syrop. Wprawdzie jadły go głównie dzieci, ale co mógł poradzić, że w głębi serca nie dorósł do wyrafinowanych dań, preferując proste uciechy smakowe, nie żadne przegrzebki w winie i przyprawach, których nazw nie potrafił wymówić, a prosty gulasz i deser dosłownie ze śniegu.
Słyszałem kiedyś, jak ktoś mówił, że w Zimie nie ma nic do roboty oprócz jedzenia i seksu, więc niektórzy tutaj próbują temu sprostać. – Odłożył patyczek do swojej pustej miski i wytarł ręce w materiałową chusteczkę, którą miał w kieszeni. – I tak powinna już zniknąć, biała broda nie dodaje uroku. Chyba że sądzisz inaczej.
Zażartował, opierając się wygodnie na krześle. Przyglądał się jej skrzydłom, nie zwracając uwagi na to, czy jest to uważane za niegrzeczne, czy nie. Nie znał się zbytnio na skrzydlatej etykiecie. Mógł jedynie powiedzieć, że bardzo podobały mu się jej pióra, ale to brzmiało bardzo dziwnie, przynajmniej w jego mniemaniu.
Powrót do góry Go down
Ishtar
355
peregryn/ka
Osobista straż Księcia Dworu Świtu
skrzydła o barwie starego złota
wyprawiona skóra, ozon, jaśmin
https://cursebreaker.forumpolish.com/t128-ishtarrsebreaker.forumpolish.com/
Temat: Re: Gospoda “Pod Porożem”   Gospoda “Pod Porożem” EmptyPon 22 Lut - 21:04
Sięgnęła po dzban nalewając sobie kolejną szklanicę. Po pierwsze, chciała zagłuszyć jakoś tego nieszczęsnego barda i własne sumienie, ale musiała też przyznać, że wino było naprawdę dobre i piła je ze smakiem.
- Eh, a już myślałam, że skopałam tyłki największym twardzielom Zimy podczas najważniejszej tutejszej imprezy. Muszę obejść się smakiem albo spróbować następnym razem.
Czy Milo znowu z nią flirtował? Najpierw ją zaprasza na kolację, a potem gada, że tutaj się tylko je i pieprzy, więc co ona miała sobie teraz myśleć niby?! Nie no, nie tego oczekiwała, ale mimo wszystko wyprostowała się na swoim krześle i nastroszyła piórka siadając wygodniej.
- To tylko tutaj? Muszę cię zaskoczyć, ale to jest chyba dewiza wszystkich dworów, a może nawet całego tego świata. Z ewentualną przerwą na bicie się po mordach. - odgryzła ostatni kawałek karmelu, który zakleił jej buzię na dłuższą chwilę, przez co odpowiedź na ostatnie słowa mężczyzny padła dopiero po kilku uderzeniach serca. - Myślę, że brak brody cię odmłodzi. Może nawet sprawi, że będziesz wyglądał bardziej przystojnie. Chociaż to może nie przystoi katu, żeby wyglądać mniej groźnie? - odłożyła także swój patyczek i położyła łokcie na stole, opierając głowę na rozłożonych dłoniach.  
Dopiero po chwili podłapała w co wpatruje się Milo, przez co poruszyła lekko skrzydłami i zapytała ze śmiechem. - Podobają ci się i też chcesz takie mieć?
Powrót do góry Go down
Milo
372
szlachetny fae
trup
kupka popiołu
popiół
https://cursebreaker.forumpolish.com/t171-milo#339
Temat: Re: Gospoda “Pod Porożem”   Gospoda “Pod Porożem” EmptySob 27 Lut - 11:37
Milo nie robił tego celowo, jednakże, gdy przestawał się nad sobą użalać lub zatapiać w pustce, stawał się pewnego rodzaju czarusiem. Gdyby los inaczej pokierował jego życiem, prawdopodobnie nie miałby tak tragicznej pracy, pewnie przejąłby schedę po swoim ojcu, który trenował niedźwiedzie dla wojska. Na pewno byłoby lżej, ujeżdżając wielkie bydle, a nie stojąc nad fae i ostrząc kolejne narzędzie, aby wydobyć zeznania.
Był w tym zbyt dobry, wiedział o tym. Zaparzanie skóry, jak skórki od pomidora, doprowadzanie do szaleństwa. Wiedział za dużo o cierpieniu ludzkiego ciała, żeby móc się teraz odwrócić od swojego fachu; zostałby prawdopodobnie zabity bardzo szybko, jako zagrożenie, gdyby dołączył do jakichś podziemnych kręgów. Nie dlatego, że był potężnym mistrzem magicznym czy królem szermierki, ale dlatego, że wiedział jak pytać i co wyciągać z ludzi.
Jak zadawać ból.
- Za dzieciaka chciałem być Illyrem – zaśmiał się. – Strasznie to głupie, jak teraz o tym pomyślę, ale sporo mnie nauczyło w kwestach praktycznych, na przykład jak przetrwać bez magii prawie miesiąc na mroźnym pustkowiu. Nie byłem zbyt inteligentnym dzieckiem. Wasze skrzydła na pewno wyglądają przyjemniej dla oka.
Nie miałby nic przeciwko, żeby podrywać Ishtar, obiektywnie kobieta była piękna, zresztą, jak większość Fae. Bardzo podobał mu się jej nos i gęste, ciemne włosy. Skrzydła oczywiście też, chociaż bardziej w kontekście anatomicznym. Jakkolwiek źle by to nie brzmiało, chciałby je zbadać.
Powrót do góry Go down
Ishtar
355
peregryn/ka
Osobista straż Księcia Dworu Świtu
skrzydła o barwie starego złota
wyprawiona skóra, ozon, jaśmin
https://cursebreaker.forumpolish.com/t128-ishtarrsebreaker.forumpolish.com/
Temat: Re: Gospoda “Pod Porożem”   Gospoda “Pod Porożem” EmptyWto 2 Mar - 14:00
Ishtar nigdy specjalnie nie przepadała za wracaniem do tego co było, rozpamiętywaniem przeszłości i co by było gdyby. Jakby w obawie, że zaprowadzi to do wniosków, w których uznała, że popełniła błąd. Mogła postąpić inaczej w jakiejś sytuacji i tym samym uniknąć bólu i straty. Póki co wolała skupić się na przeświadczeniu, że wszystko co uczyniła i wszystkie decyzje, które podjęła zaprowadziły ją tutaj. Do tej chwili.
Czy jej się to podobało czy nie – to już była całkiem inna historia…
Całe szczęście jedynie chwyciła szklankę i zbliżała ją do ust, w momencie w którym padła odpowiedź Milo, ponieważ nie mogła powstrzymać się przed gromkim śmiechem. Takie stwierdzenia wychodziły poza jej pojmowanie.
- No wiesz, teraz czuję się urażona. Chciałeś być ilyrem a nie peregrynem? – zrobiła przesadnie skwaszoną minę. – To na pewno! Chociaż jedynym w czym jesteśmy podobni to fakt, że potrafimy latać. Poza tym to jak porównywać żmiję do lwa. – w tym momencie ponownie poruszyła skrzydłami rozkładając je lekko, co nawiasem mówiąc nie było najwygodniejszą pozycją, tak żeby przede wszystkim były widoczne wokół jej głowy nie pozostawiając niejasności, do którego ze zwierząt porównała własną rasę.
Co do badania skrzydeł, Milo tego jeszcze nie wiedział, ale dotykanie skrzydeł bez dokładnego przyzwolenia było wielkim nietaktem, a ich zbadanie może być trudniejszym orzechem do zgryzienia niż mógł zakładać.

/ sesja przeniesiona do retrospekcji
Powrót do góry Go down
Leucrotta
460
szlachetny fae
księżniczka/dyplomata
rude loki z kilkoma siwymi pasemkami, piegi, turkusowe oczy
róża, mandarynka, drzewo sandałowe
https://cursebreaker.forumpolish.com/t406-leucrotta
Temat: Re: Gospoda “Pod Porożem”   Gospoda “Pod Porożem” EmptyNie 31 Paź - 21:29
25 XI

Miała dość, miała po prostu wszystkiego dość. Minęła sielanka po zaakceptowaniu więzi, minęły czasy gdy ona albo Milo przynosili jedzenie do łóżka i razem je spożywali karmiąc się wzajemnie. Ciągle pocałunki, muśnięcia dłoni, tulenie się pół dnia. Nico zaginął. Szukali go dzień, dwa, trzy i niczego nie znaleźli. Fae zniknął jak kamień wrzucony do jeziora. Wciąż przebywał gdzieś na terenie Dworu Zimy, wiedzieli też, że był żywy, ale poza tym tyle. Leucrotta nie miała nawet pojęcia dlaczego jej towarzysz tak bardzo próbuje, sam przecież wcześniej oszukiwał Nicolae i teraz zbierał tego owoce. Najwidoczniej młody letnik nie był w stanie znieść prawdy o swoim przyjacielu będącym mordercą i postanowił się od niego odciąć. Bezsprzecznie miał do tego swoje święte prawo, którego szczególnie Leucrotta podważać nie zamierzała. Żałowała tylko, że nie zdołała wcześniej umieścić na nim rozkazu daemati, by ten nie mógł nikomu wypaplać żadnych ważnych informacji.

I tak oto znalazła się tutaj, pijąc. Znowu. Znajomy i uspokajający smak rumu palił jej gardło i przytępiał zmysły, gdy wlewała w siebie kolejne szklanki. Milo powiedziała, że idzie na spacer, przewietrzyć głowę. Bardzo... Bardzo długi spacer. Tak naprawdę nie potrzebowała jej przewietrzyć, ale otępić. Opróżnić i z każdą kolejną pustą szklanką była coraz bliżej swojego celu. Zaakceptowanie więzi w niczym nie pomogło, wręcz przeciwnie. Teraz myśl o opuszczeniu Milo stawała się jeszcze bardziej nieznośna, rozrywała wręcz jej wnętrzności paląc kwasem i żywym ogniem, zalewając jej gardło widmową krwią i pozbawiając oddechu. Ale miała przecież też swoją własną rodzinę, swoje obowiązki. Bogowie, już prawie dwa miesiące była odcięta o świata, od wiadomości. Kto wiedział co przez ten czas działo się we Dworze Jesieni, ba, nie tylko na nim, ale i na całym Prythianie. Do Zimy wieści docierały wszakże powoli lub wcale. Gdyby Rhysand postanowił z zemsty za Maskaradę wyrządzić jakąś krzywdę jej rodzinie czy Dworowi, chociażby taką niewidzialną na pierwszy rzut oka, nawet by się o tym nie dowiedziała. Pozostawało jej jedynie liczyć na słowo Cerys, na to, że rzeczywiście pozostała u boku Hypatii dbając o to, by jej siostrze nic się nie stało.

W całej tej sytuacji najgorszy był fakt, że owszem, MOGŁA opuścić Dwór Zimy. Wystarczyłaby tylko krótka rozmowa z Kalliasem i prawdopodobnie pozwoliłby jej wyjść. Krótka rozmowa, na którą nie mogła sobie pozwolić z lęku, że ktoś zapyta, co jesienna księżniczka robiła w tym miejscu. Szczególnie, że zanim opuściła dom, prowadziła śledztwo w sprawie wydarzeń, które miały miejsce na Maskaradzie. Jeszcze ktoś by połączył fakty... Nie. Nawet jeśli szansa była na tyle niska, że wręcz zaniedbywalna, nie mogła ryzykować. Nie, nie gdy w grę wchodziło życie jej towarzysza. Musiałą wytrzymać, dopóki nie wykombinują jakiegoś sposobu, aby się stad wydostać. Ale bez znalezienia Nico o tym nie było nawet mowy. Leucrotta zaciskała zatem zęby i milczała wstrzymując się z wyrażaniem swoich pragnień, póki nie znajdą przyjaciela Milo. I szczerze mówiąc było to dla niej zupełnie nowe, nieprzyjemne doświadczenie. Zwykle robiła po prostu to, co chciała bardzo często nie dbając o konsekwencje. A teraz... Teraz musiała wykazywać się naprawdę sporą siłą woli. Nikt chyba nie zdawał sobie sprawy jak bardzo drżała o życie swoich bliskich po drugiej stronie bariery. Jak bardzo potrzebowała wydostać się z tej cholernej Zimy. Zawołała zatem do barmana prosząc o ponowne napełnienie szklanki licząc, że rum chociaż na chwilę zagłuszy ten ból w środku. A jutro z powrotem wróci do tego całego szaleństwa.

|zt x2
Powrót do góry Go down
Thaddeus
352
szlachetny fae
Szpieg
sygnet rodzinny
mięta, jodła, mirra
https://cursebreaker.forumpolish.com/t757-thaddeus
Temat: Re: Gospoda “Pod Porożem”   Gospoda “Pod Porożem” EmptyWto 1 Lut - 22:27
10.01.24
Thaddeus poczuł w sobie pumę tego dnia. Szczególnie, gdy w środku nocy wyskakiwał przez okno i sprintem pokonywał zaśnieżone pole, aby go nic nie ustrzeliło, bo przecież nigdy nie wiadomo, czy za godzinę nie będzie musiał być już w drodze za granicę. Może i nie czuł się najlepiej, ale dziesięć godzin później siedział przy stoliku w gospodzie i czekał na brata. Ostatni raz widzieli się niedawno, dwa tygodnie wcześniej na kolacji urodzinowej Thaddeusa. Zebrali się wszyscy przy wspólnym stole w domu Elitii i kilka godzin szerzyli nienawiść i rozdrapywali stare rany. Wiersz Cassiana o mało nie zabił Deusa, bo takich rymów nie powinno się głosić, gdy osoba obok przełyka niedogotowane ziemniaki. Według Tadka to w ogóle dzieła tego grafomana powinny być zapowiedziane z godzinnym wyprzedzeniem, bo taka próba artystyczna nie każdemu podchodzi. Ale docenił rymowankę brata. Dlatego też pewnie w ogóle się spotkali, inaczej każde by było obrażone na siebie, a ten niewyględny by udawał, że go nie ma. Z bratem średnio ustalili godzinę, więc był skazany na czekanie. Przykładał zrobiony przez niego lód do głowy, która uległa lekkiemu uszkodzeniu przy heroicznym wyskoku z okna. Widząc brata na horyzoncie, wyprostował się i wziął dużego łyka piwa, które stało na stole.
- Ty wiesz, że w niektórych kulturach za spóźnienie mógłbym wypuścić na Ciebie tygrysy? - Powiedział z prawie stu procentową pewnością, że to nie była prawda. Niemniej, próba załamania brata od razu poprawiła mu humor. Drugie piwo, które zamówił chwilę przed jego przyjściem, czekało na starszego mężczyznę, naprzeciwko Thaddeusa. Chwilę poczekał, aż Cassian usiadł i zarzucił na niego drugą dawkę szokową informacji. - Pamiętasz ty naszą kłótnię. Znaczy to moją z urodzin? Urojeń franca dostała, rozżalona kadziła połowie sąsiadów, że aż do mnie dotarło jak ta lamentuje o tych wnukach. Weź się poświęć za nas dwoje, ja napiszę do tej twojej byłej, to się jeszcze przyklepie. - Deus nawet nie żartował. Presja matki i jej niedorzeczne marzenia oraz pomysły ktoś musiał spełnić, a tym kimś nie był on. Zresztą sam Cassian dobitnie przedstawił swoją opinię na ten temat, więc Thaddeus uznał, że to jego brat powinien się wykazać.
Powrót do góry Go down
Cassian
364
szlachetny fae
mieszkaniec
Niewielką blizna na prawym boliczku, jasne włosy, poplamione atramentem palce
Cynamon, migdały, miód
https://cursebreaker.forumpolish.com/
Temat: Re: Gospoda “Pod Porożem”   Gospoda “Pod Porożem” EmptyCzw 3 Lut - 0:29
Brat oczywiście przywitał go tak wylewnie, jak tylko Cassian mógł się spodziewać. 
- Tak? - spytał siadając przy drewnianym stole - A w jeszcze innych można zostać skazanym na powolne zjadanie przez stado dzikich żółwi za wypominanie starszemu rodzeństwu spóźnienia - odpowiedział, zapisując sobie w głowie, że jest to świetny pomysł na opowiadanie. Skoro już planował wrócić do pisania, to wszystko mogło mu się przydać - W ogóle masz coś na twarzy - oznajmił i puknął palcem brata w posiniaczony kawałek skóry, mając cichą nadzieję, że nie pomylił się w ocenie sytuacji, siniak nie był poważny, a Thaddeus zaraz nie zaleje się krwią przy wszystkich zgromadzonych. To by był dopiero głupi sposób na przypadkowe morderstwo rodzeństwa przy świadkach.

To również zapisał sobie w głowie.

Niestety jego samozadowolenie nie trwało długo, bo gdy tylko młodszy z synów żmii poruszył temat ich ostatniego spotkania, Cassian natychmiast się skrzywił. 
- Trudno nie pamiętać. Darła się tak, że słychać ją było we wszystkich pozostałych dworach. Może i nawet dalej. Wszyscy pewnie już sądzą, że to jakieś odgłosy wojenne - po kolejnych słowach brata pożałował, że dźgnął go palcem tak słabo. Zamiast tego rzucił mu po prostu mordercze spojrzenie pełne braterskiej czułości - Już się wypowiadałem na ten temat. Jedyne dziecko jakie mogę mieć to takie porwane, które trzymałbym jako swojego sługę. 
Gdy tylko to powiedział, odruchowo dotknął prawego ramienia, w które na urodzinach Deusa, poleciała łyżka, gdy dokładnie to samo oznajmił tamtej nocy ich matce.
- Myślisz, że nie zareagowałaby, aż tak agresywnie, gdybym powiedział, że ukradłbym je jakiejś złej rodzinie? Wiesz. Takiej, która by się nad nim znęcała i nie wiadomo cos jeszcze. Przecież nie miałoby ze mną tak źle. Karmiłbym je. Miałoby ciepły strych i klatkę. Mógłbym też mu czasem rzucać śnieżki, by je łapało, w ramach zabawy.
Naprawdę nie rozumiał czemu Elitia tak strasznie to przeżyła. Miał wrażenie, że jednym z niewątpliwie wielu wkurwiających talentów ich matki było cykliczne zapominanie, że jej obaj synowie mają własne życia
- Nie - odpowiedział po chwili - Zrobienie jej wnuków to oficjalnie twoja sprawa, a jeśli potrzebujesz w tym pomocy, to mogę napisać do twojej byłej.
Skoro Deus wyciągnął to jego byłą, to on mógł zrobić dokładnie to samo.
Powrót do góry Go down
Thaddeus
352
szlachetny fae
Szpieg
sygnet rodzinny
mięta, jodła, mirra
https://cursebreaker.forumpolish.com/t757-thaddeus
Temat: Re: Gospoda “Pod Porożem”   Gospoda “Pod Porożem” EmptyCzw 3 Lut - 2:34
No i co mnie debilu dźgasz po głowie? pomyślał Thaddeus, gdy Cassian podziwiał jego rany wojenne na skroni. Odruchowo chciał mu pogrozić soplem lodu, ale zaraz uznał, że to by jeszcze odpaliło tego ananaska, więc zrezygnował. Drugą elokwentną oraz odruchową odpowiedzią był klasyk jeszcze sprzed trzystu lat, twoja stara. Jednak zdecydował, że jak zwykle to on wykaże się kulturą osobistą oraz wrażliwością. Dlatego też wykrzywił usta w grymasie i posłał bratu morderczy wzrok. A ten akurat mu wychodził. Niczym ich matka, jedną miną potrafił przekazać, że zaraz Ci zrobi łamanie na kole i przymrażanie kończyn we wrzątku.
- Zjebałem się z okna. Znaczy wyskoczyłem, ale tam były kamienio-badyle.-Wyjaśnił sytuację i zakrył to grzywką. Mały strumień krwi poleciał przez grzebanie Cassa, ale on tego nie zauważył, a włosy chyba dostatecznie przykryły. Ci bracia różnili się prawie wszystkim, czym można było. Już na starcie, genetyka uznała, że nie będą do siebie podobni. Oczywiście, fenotyp ten sam, ale mało kto w Zimie zakłada, że są spokrewnieni, jeśli ich nie znają. Thaddeus szczycił się byciem wyższym od Cassiana, bo jakby nie patrzeć, nic innego mu nie pozostało. Ponadto, jeden pachniał jak wytwórnia pierników, a drugi jak domowa apteczka. Obaj wygrali loterię, ale Deus trzymał się uparcie, że nic tak nie krzyczy zdrowy i silny fae jak zapach żywicy.
- Na co Ci sługa? Będziesz go zmuszał do słuchania swoich wierszy? To by była już ofiara, konwencja praw fae na pewno miałaby wiele do powiedzenia na ten temat. - Śmiał się patrząc na brata. Brał pod uwagę opcję, że Cassian go za to zabije. Ale bracia mieli umowę, Tadek chciał umierać sam, najlepiej żeby truchła nie znaleźli. Dostrzegłszy  ruch wierszoklety, od razu sobie przypomniał heroiczny rzut łyżką. Gdyby fae miały statystyki, Elitia siłę miałaby w pełni wypełnioną. Gdy matka zaatakowała mu tak brata,  Thaddeus zaczął się zastanawiać, czy jednak nie zabierze mu tego prezentu urodzinowego. Albo czy nie roztrzaska mu go na głowie.
- Słuchaj to jest genialny pomysł. Możemy do niej pójść, ja się skamufluję, a ty mój cukiereczku powiesz jej o tym strychu z klatką. No i śnieżkach, chociaż ja bym powiedział, że zabawa w kolce lodu Cię gonią też byłaby świetna. - Kolejna trauma na liście Tadka. Kolce lodu cię gonią, to była metoda ojca, żeby zachęcić synów do żwawego biegu. Nawet nazwa była lewa, nie postarał się nigdy. A Thaddeus był gotowy pójść z bratem do matki tylko po to, żeby zobaczyć jak próbuje mu przymrozić nogi do kamiennej ścieżki przed domem. Napił się znowu piwa, bo to na trzeźwo się nie dało. A zdawałoby się, że to Deusa nie powinno się wypuszczać do fae.
- Ty chyba urojenia masz, moja była to zagrożenie dla społeczeństwa, miała dziki fatalizm w oczach. Jakby miała mieć dziecko to chyba Berserkera jakiegoś. Zresztą chuj to ma do wiatraka, pewnie nie żyje, a twoja na bank jeszcze się trzyma. - Thaddeus nachylił się przez stół, żeby podkreślić dramat sytuacji, przy okazji jak zwykle gestykulował.   - Skup się Cass, wiem że jak się postarasz to rozruszasz ten mózg. Ja mam know-how i siłę przerobową, ale nie ma z kim i nie będzie. A ty masz! Powiedziałbym, że matematyka jest prosta.   - Powiedział poważnie i wrócił do siedzenia na krześle. W końcu nie wytrzymał i zaczął się śmiać, jak kretyn. Tej dwójce nikt nie powinien powierzyć cudzego życia, bo to byłaby łatwa droga do tragedii. Thaddeus nadal nie wierzył, że znalazła się taka, co z Cassianem rodzinę chciała zakładać. Ale w końcu i on na swojej drodze napotkał kobiety, które potrafiły dostrzec jego nieliczne zalety. Może po prostu mieli nadzwyczajnego farta, którego marnowali.
- Ona nam nigdy nie da z tym spokoju. - Rzucił nadal rozbawiony. Musiał chwilę odczekać, żeby się napić, bo inaczej by się zakrztusił. Zaczął nawet rozważać, czy przypadkiem nic sobie nie zrobił z tą głową.
Powrót do góry Go down
Cassian
364
szlachetny fae
mieszkaniec
Niewielką blizna na prawym boliczku, jasne włosy, poplamione atramentem palce
Cynamon, migdały, miód
https://cursebreaker.forumpolish.com/
Temat: Re: Gospoda “Pod Porożem”   Gospoda “Pod Porożem” EmptyPią 4 Lut - 23:45
- Naprawdę? Z okna? Znowu? Nie nudzi ci się już to? - Cassian uniósł jedną brew I rozsiadł się wygodniej na krześle przyglądając się młodszemu bratu. Uznał, że nawet nie chciał wiedzieć, jak Thaddeusowi udało się to osiągnąć. Prawdę mówiąc, gdy byli młodsi, Cassian czasem zastanawiał się, czy roztaczający się nad bratem zapach domowej apteczki nie jest przypadkiem wynikiem tego, że po prostu co chwila musiał po nią latać. 

Przez chwilę rozważał wylanie piwa brata na jego własną głowę.

- Słuchanie moich wierszy z pewnością sprawiłoby, że czułoby się lepiej i zapomniało o swojej niewoli - zaczynał mieć wrażenie, że ten żart o dziecku-niewolniku powoli wymykał mu się spod kontroli - Zresztą już nie piszę wierszy… aż tak często. To znaczy piszę często, ale tylko dlatego, że niektórzy zakochani desperaci nieźle płacą za oklepany erotyczny poe… Zreszta nie ważne. Postanowiłem wrócić do pisania opowiadań, właściwie to napisałem już pięć, ale trzy mi się nie podobały, więc je spaliłem. Ale mam też pomysł na książkę. Potrzebuję tylko dla niej lepszego tytułu, bo "Zakochana i Pogrzebana" brzmi raczej, jak jakiśtandetney romans, a nie dramat obyczajowy. - Cass zaczął pogrążać się w swojej gadaninie, nawet nie zdając sobie sprawy, jak bardzo się rozpędził. Jeszcze chwila, a już, by wyjął swój notes i zaczął pokazywać wszystkie inne propozycje tytułów, jakie miał w głowie.

- Mniejsza o to - powiedział po chwili - Pewnie wkrótce coś sam wymyślę.

- Kolce lodu cię gonią - wymiotami pod nosem, a przed oczami stanął mu obraz ojca biegnącego za nimi z kolcami lodów, którymi okazjonalnie w nich rzucał. Cudowne wspomnienia. Wcale nie traumatyczne - Wiesz co? Dziwię się, że nie zrobiła nam wtedy jakiejś rodzinnej gry jak sztućce chcą twojej krwi, czy wybij swoje dzieci w ciągu pięciu sekund - teoretycznie rzuciła w niego łyżką, więc może to było zaproszenie do tej pierwszej zabawy, tylko oni, zajęci awanturą, tego nie załapali.

Parsknął śmiechem na wspomnienie byłej Deusa.

- Bez przesady. Na pewno miała ona jakieś pozytywne cechy, jak… - I co miał tutaj powiedzieć? Zręcznie posługiwała się toporem? Wiedziała, jak prawidłowo zadbać o swojego ostrze? Jej dziecko potrafiłoby zamordować każdego wroga, zanim jeszcze nauczyłoby się chodzić? Czasem bała się jej nawet ich własną matka, co akurat było dość zabawne - Traktowanie swojej pracy, jako swojej największej pasji.

No dobra. Była Thaddeusa zdecydowanie odpadała. Z tym, że jego własną była również odpadała.

- O nie! - powiedział nieco zbyt głośno - Po pierwsze ona, by mnie zabiła. Po drugie, nawet gdyby tego nie zrobiła, nie mam zamiaru do niej wracać. Skończyłem ze słuchaniem się naszej matki.

Wiedział, że sam zaczął ten głupi temat, ale nie zamierzał żenić się z nikim, bo tak powinien i nie obchodziło go to co mówi mu jego brat, czy ta żmija, która nazywali swoją matką.
Powrót do góry Go down
Thaddeus
352
szlachetny fae
Szpieg
sygnet rodzinny
mięta, jodła, mirra
https://cursebreaker.forumpolish.com/t757-thaddeus
Temat: Re: Gospoda “Pod Porożem”   Gospoda “Pod Porożem” EmptySob 5 Lut - 16:30
- Ale wiesz jak jest, była sytuacja kryzysowa. A że byłem, wyjątkowo na rauszu, to skoczyłem. Wolę już to niż jakieś kurwa gadki o uczuciach, bo jak jeszcze raz usłyszę, że jestem jebnięty to kogoś zabiję. - Sfrustrował się Thaddeus, który wiedział że brat myśli tak samo. A on po prostu trzymał się swojej postawy pro-obywatelskiej i nie skazywał nikogo na siebie. Poza tym nie chciał i nie planował tego zmienić do grobu. Obaj bracia nie należeli do najzdrowszych pod tym względem osób. Oczywiście Thaddeus uważał się za lepiej funkcjonującego członka rodziny. Szczególnie, gdy usłyszał następny wywód Cassiana
-A gdybyś zrobił książkę przygodową. Ich pięcioro, wrzuć jakiegoś despotycznego kucharza. Mówię Ci, cały Prythian by to czytał na jednym wdechu- Zaśmiał się i znowu powrócił do aktywnego picia, bo tu inaczej nie widział wyjścia. Bądź co bądź, wspierał Cassa w jego marzeniach. Po prostu uważał jego twórczość za szkodliwą, ale to sam sobie zasłużył na tę opinię. Przez doświadczenia związane z bratem obiecał sobie, że jak już jakimś cudem, niepokalanym poczęciem, będzie miał to dziecko, to żadnego słowa nie będzie się dało zrymować z imieniem. Tak, Thaddeus nadal to przeżywał po cichu.
- To Ciebie nie było na mojej inauguracji wojskowej? Po wszystkim jak zwykle zrobiła uroczystą kolację, a ja się spiłem z innymi i mnie z nożem goniła po domu. Tak, ty potem dopiero dotarłeś i się dziwiłeś, czemu w całym domu jest lód. I wtedy też wyskoczyłem przez okno! - Thaddeus zaczął sobie przypominać stare dzieje sprzed ponad dwustu lat. Uśmiał się na sam obraz Elitii w oknie, jak on już biegł przed siebie ile sił w płucach. Dynamika tej rodziny zawsze go bawiła. Oczywiście matka nie próbowała go tym nożem zadźgać, po prostu wcześniej kroiła coś, gdy on akurat wpadł w drzwi z impetem. On też średnio tę historię pamiętał, bo przecież to było dawno, a on był naprawdę pod wpływem. Natomiast żywe wspomnienia przyszły, gdy zaczęli wspominać byłą Deusa. Ich relacja się pięknie zaczęła, on służbowo w innym Dworze, nie znał prawie nikogo i nagle przyszła mu ona na ratunek. Upatrzyła go sobie z nieznanych nikomu powodów i postawiła przed faktem dokonanym, nagle Tadek był w związku. On całe życie słyszał, że miał problemy z agresją, aż pojawiła się ona i nagle okazało się, że przy niej Deus był pacyfistą.
- Metr siedemdziesiąt czystej furii. Cassian, ona była pewna, że byłem handlarzem żywym towarem, a nadal mnie trzymała kurczowo. Dzień w dzień się ryzykiem udaru broniłem. - To właśnie ta kobieta utwierdziła Deusa w przekonaniu, że związki nie są dla niego. Bracia nie osiągnęli konsensusu, każdy się bronił przed normalnym życiem. Thaddeus też tak szczerze to bardzo lubił Cassiana. Gdyby w środku nocy przyszedł do niego z prośbą, żeby zakopał z nim ciało to by się nawet nie pytał czy to będzie ciężka robota. Przecież wiedział bardzo dobrze, że jego mama jest drobną kobietą to pewnie Cass by brał Deusa głównie dla towarzystwa.
- No tak faktycznie, skończyłeś. Wiesz jak coś to ja mam dużo patentów jak uciec z takich ciężkich sytuacji. Udar to mój faworyt, ale przez okno można wyskoczyć. Jakąś iluzję, one dużo osób konfundują, szczególnie starą.
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Temat: Re: Gospoda “Pod Porożem”   Gospoda “Pod Porożem” Empty
Powrót do góry Go down
 
Gospoda “Pod Porożem”
Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Cursebreaker: Dwór Cierni i Róż :: Prythian :: Dwór Zimy :: Norden-
Skocz do: